Trzymajcie kwity, bo nikt nie zna dnia ani godziny - takie ostrzeżenie wypada wystosować na przykładzie historii pani Danuty z Szaflar.
Była niedziela, 16 listopada 2025 roku, gdy kobieta zajechała srebrnym Volkswagenem Polo na parking przed nowotarską Dekadą. Wiedząc, że mimo zamkniętych sklepów parking jest płatny - wrzuciła 6 zł, zabrała kwit z parkomatu i wsadziła go za szybę. Nie minęły dwie godziny, gdy wsiadła znów za kierownicę. Wyjeżdżając z parkingu odruchowo wrzuciła kwit do schowka.O całej historii dawno by zapomniała, gdyby nie pismo od administratora parkingu, które listonosz przyniósł ledwie kilka dni temu. Otworzyła, przeczytała i oniemiała. Było to wezwanie do zapłaty za parkowanie... 16 listopada.- Pobiegłam zaraz do samochodu sprawdzić schowek. Szczęśliwie nie robiłam porządków i nie wyrzuciłam kwitka. Jest tam wyraźnie, że zapłaciłam za dwie godziny postoju od 13:30 do 15:30 - wspomina.
Jeszcze raz sprawdziła urzędowe wezwanie do zapłaty, gdzie w tabelce jest wyszczególniony czas, za który ma zapłacić 200 zł kary: 13:28 - 15:23. Wszystko w opłaconym czasie.
Zadzwoniła do administratora parkingu w Warszawie. Usłyszała, że prawdopodobnie to "błąd systemu" i ma napisać odwołanie.
- "Błąd systemu"? Przecież, gdyby nie ten zapomniany kwitek w schowku, to musiałabym za to teraz zapłacić 200 zł! A ile mieli takich "błędów systemu", gdzie ktoś nie zachował kwitka? I jak to jest, że karę naliczają dopiero po czterech miesiącach? - nie kryje poirytowania mieszkanka Szaflar.
Doszła do wniosku, że sama pisać odwołania nie będzie. Poszła z tym do Powiatowego Rzecznika Konsumenta. Wiadomo, urzędowe pismo zrobi większe wrażenie.
- Nie można wierzyć wszystkim tym rejestratorom. Jedynym dowodem w sprawie jest bilet z parkomatu - podkreśla.
Jak zauważa, zgodnie z przepisami, administrator parkingu ma czas do trzech lat, by egzekwować dodatkową opłatę.
Kierowcom pozostaje więc trzymać parkingowe kwitki latami, albo... nie parkować tam, gdzie trzeba je pobierać.
fi/



