14.08.2016, 08:40 | czytano: 1766

Andrzej Bargiel zdobywa Pik Pobiedy

zdj. Marcin Kin
Andrzej Bargiel dotarł wczoraj do obozu na wysokości 6900 m n.p.m i tam spędził noc. Jeżeli tylko pogoda się utrzyma rano rusza w stronę szczytu. Pik Pobiedy to ostatni na liście szczyt Śnieżnej Pantery.
Prognozy zapowiadają obfite opady śniegu w kolejnych dniach, dlatego ekipa po raz kolejny walczy z czasem.
Z pięciu szczytów zaliczanych do Śnieżnej Pantery, to ona – choć nie najwyższa – jest górą ponad wszelką wątpliwość najtrudniejszą i najbardziej niebezpieczną. Wspinacze z byłych sowieckich republik ukuli nawet powiedzenie: “Nieważne ile razy byłeś na Evereście, powiedz czy wszedłeś na Pik Pobiedy”.



Niczym K2, które wysokością ustępuje tylko Mount Everestowi, ale sławą swoich trudności i niebezpieczeństw bije go na głowę, Pobieda, licząca 7439 m n.p.m. – niegdyś drugi co do wielkości szczyt ZSRR, nieznacznie ustępuje miejsca wysokością Pikowi Kommunizma, ale stanowi znacznie większe od niego wyzwanie i znów – podobnie jak K2 – bywa, że i przez cały sezon nie wpuszcza nikogo na swój położony na granicy Kirgistanu i Chin wierzchołek. Najwyższy w całych górach Tien-szan, znacznie bardziej kapryśnych, nieprzewidywalnych, zaskakujących pogodowo, niż opuszczony już przez wyprawę Pamir. Powodem pogodowych zawirowań w tych górach jest ich położenie, to najdalej na północ wysunięte góry świata, które przekraczają 7000 m n.p.m. Ponadto centralna część tych gór, łańcuch Kokszał-tau, do którego zalicza się Pobieda, oddziela pustynię Takla Makan i jej ekstremalnie nagrzane masy powietrza na wschodzie, od długiej doliny opadającej do sporych rozmiarów jeziora Issyk Kul.



Od północy i od południa otaczają łańcuch także wielkie masywy górskie. Tien-szan stanowi naturalną barierę zarówno klimatyczną, jak i geograficzną oraz polityczną – mur oddzielający zachodnie rubieże Chin od strefy wpływów rosyjskich i tureckich. Mur w dodatku marmurowy, bo ze względu na skały, które go budują, bywa czasem nazywany The Marble Wall. Pobieda słynie z nagłych załamań pogody, rzadkich dni dobrych warunków pogodowych, które przedzielają długie, przeciągające się okresy wykluczające wszelką działalność górską, ekstremalnie niskich temperatur, silnych wiatrów
z wyróżniającym się lodowatym „Tysiąc Diabłów” wiejącym od wschodu, niespodziewanych metrowych opadów śniegu i bardzo długiego trawersu pod granią na drodze normalnej dotykającego na całej długości, bądź przekraczającego granicę 7000 m. Obszar pod nią zagrożony jest obrywami seraków, zaś drogi wejścia, także ta normalna – lawinami.

Jako szczyt położony na pograniczu kultur i światów ma kilka nazw. Pierwszą – Szczyt 20-lecia Komsomołu – nadała mu wyprawa młodych radzieckich wspinaczy, która w 1938 r. przebywała w Centralnym Tien-szanie i wspięła się na rzekomo najwyższy jego szczyt, którego wysokość określiła jednak za pomocą starego lotniczego wysokościomierza na zaledwie 6900 m. To wejście pozostaje do dziś wątpliwe. Aktualną rosyjską nazwę oznaczającą szczyt Zwycięstwa, nadał mu na cześć triumfu Armii Czerwonej nad nazistami Witalij Abałakow, który po 30 dniach wspinaczki, w 1956 r. jako pierwszy osiągnął ze swoją wyprawą szczyt. Inne źródła mówią jednak, że tę nazwę nadała mu już wyprawa, która w 1943 r. zawitała w te góry i chciała uczcić zwycięstwo odniesione nad nazistami w bitwie pod Stalingradem. W Chinach szczyt funkcjonuje jako Tomur Feng. Tomur to ujgurska nazwa określająca szczyt jako żelazny. Kirgizi mówią na niego Dżengisz czokusu.

Poza wyczynem Abałakowa często przywołuje się jeszcze drogę wyprawy pod kierownictwem D. Medzamariaszwiliego z 1961 r. przez Pobiedę Zachodnią i aż 12-kilometrowym trawersem prowadzącym do szczytu, która jest dziś używana jako droga normalna oraz pierwsze zimowe wejście dokonane przez Walerego Chryszczatego z 1990 r. Pierwszymi Polakami, którzy osiągnęli wierzchołek dopiero w 1995 r. byli Andrzej Dutkiewicz i Zbigniew Trzmiel. Natomiast pierwszy zjazd narciarski ze szczytu nastąpił w 2002 r. i był dziełem Rosjanina Nikołaja Pimkina. Rosjanie należą do dziś do zdecydowanej większości zdobywców szczytu.

Andrzej Bargiel jest ambasadorem CANAL+ DISCOVERY. Pod szczytami zaliczanymi do trofeum Śnieżnej Pantery towarzyszy mu ekipa telewizyjna. Efekty jej pracy – ośmioodcinkowy serial dokumentalny zobaczymy w CANAL+ DISCOVERY jesienią. Partnerami i sponsorami wyprawy są także Atomic, Salomon, Sobiesław Zasada Automotive, Pajak Sport i IMM – Instytut Monitorowania Mediów.

mat. prasowy, s/ zdj. Marcin Kin
zobacz także
komentarze
terex15.08.2016, 07:22
Poszed POBIEDE a u nos ci tego jes dość
DAWAJ14.08.2016, 20:09
Jesteś pozytywnie szalony.Pewnie Ci w głowie świtają ośmiotysięczniki? Dla mnie i wszystkich jesteś GOSC!!!!
HI HI HI MALAISTA14.08.2016, 15:33
Gdybym miał pieniędzy wór
Zdobyłbym KORONĘ GÓR
Może byłbym nawet czwarty
Gdyby KTOŚ mi wyniósł narty
Gdybym był jak koziorożec
Alpinisty byłbym wzorzec
Ale jestem taki zuch
Nieść musiało by mnie dwóch
Może wezmę nendrolon
Szczyt zdobyty- potem zgon
Jestem chyba
Jednak
zerem
WOLAŁBYM
HELIKOPTEREM
PA PA BIEDA14.08.2016, 14:14
Panie Andrzeju co Pan tera ?
Tera -zdobyta śnieżna Pantera !
Mamy Mistrza
TAK ?
CZY NIE ?
Jędrek heros w Tien Szanie !

Gdy zdobyłeś SZCZYT LENINA
Wielu ludziom zrzedła mina
A po KORŻENIEWSKIEJ PIKU
Blisko było do wyniku
Za to GÓRA KOMUNIZMA
Pewnie była to łatwizna
TENGRI CHAN
Andrzej Pan
SZCZYT ZWYCIĘSTWA
To smak zwycięstwa !

36 183 metry
Andrzeju !
Pierwszy
Ty

Za jedenastą Stalina
Pobiedę
Za cierpienia
Rodaków
Ich biedę

ON pokazał im
Kozakiewicza gest
ANDRZEJ BARGIEL
JEST THE
BEST
Brawo14.08.2016, 09:39
jest podobno Pobieda
Zobacz pełną wersję podhale24.pl