10.02.2018, 11:49 | czytano: 3978

Ruszył pierwszy w Nowym Targu taśmowy wyciąg narciarski dla dzieci

Na Długiej Polanie w Nowym Targu kilka dni temu zainstalowano i uruchomiono nowoczesny wyciąg taśmowy. Stanął on w miejscu starego wyeksploatowanego wyciągu dla dzieci.
Taśma znacząco poprawiła bezpieczeństwo i komfort stawiających pierwsze kroki narciarzy, a cały stok dla początkujących zyskał nowy, bardziej przyjazny profil oraz został wyposażony w nowe, obrotowe figury "stwora Yeti". Dla miłośników snowtubingu stworzono dwa równoległe tory do rywalizacji w parach.
Podobne wyciągi można spotkać również m.in. w Czarnej Górze i Białce Tatrzańskiej.

wo/
zobacz także
komentarze
majka12.02.2018, 15:48
do yhymn Chińczycy i reszta skośnooczych ma nas głęboko w poważaniu -i tyle w postępie ,a my i tak jesteśmy bardzo daleko za bogatymi krajami....
magduska12.02.2018, 15:46
yhym w czym to życie jest teraz wymagające ?w siedzeniu ,jeżdzie autem czy leżeniu ,może gadaniu,byle tylko gadać .ludzie kończą studia-choć właściwie są tylko mocni w teorii ....gdzie te wymagania?gdzie ambicja coraz więcej jest ludzi byle jakich.wiesz ,a dziecinstwo miałam cudowne-życzę twoim dzieciom takiego- bez alkoholizmu ,narkotyków,przemocy,czy rodziców,którzy by się puszczali...i co Ty na to
yhym12.02.2018, 09:07
@magduska
Jak za twoich czasów tak było to nie oznacza że trzeba konturować te praktyki. Świat się zmienia w mgnieniu oka. Jeszcze nigdy nie było takiego rozwoju technologii jak teraz.Wszystko to powstaje ze względu na wygodę/ułatwienie sobie życie które i tak jest wystarczająco wymagające
wakm10.02.2018, 19:00
Edek dofinansowanie z gminy czy miasta zamiast trasy biegowej
Wyrocznia10.02.2018, 18:15
Magduska, nic dodać, nic ująć.
Kolo10.02.2018, 17:47
Do magduska
Było nas jedenaścioro, mieszkaliśmy w jeziorze... na śniadanie matka kroiła wiatr, ojca nie znałem, bo umarł na raka wątroby, kiedy zginął w tragicznym wypadku samochodowym, po samospaleniu się na imieninach u wujka Eugeniusza. Wujka Eugeniusza zabrało NKWD w 59. Nikt nie narzekał.

Wszyscy należeliśmy do hord i łupiliśmy okolicę. Konin, Szczecin i Oslo stały w płomieniach. Bawiliśmy się też na budowach. Czasem kogoś przywaliła zbrojona płyta, a czasem nie. Gdy w stopę wbił się gwóźdź, matka odcinała stopę i mówiła z uśmiechem, "masz, kurna, drugą, nie"? Nie drżała ze strachu, że się pozabijamy. Wiedziała, że wszyscy zginiemy. Nikt nie narzekał.

Z chorobami sezonowymi walczyła babcia. Do walki z gruźlicą, szkorbutem, nowotworem i polio służył mocz i mech. Lekarz u nasbywał. Chyba że u babci ? po mocz i mech. Do lasu szliśmy, gdy mieliśmy na to ochotę. Jedliśmy jagody, na które wcześniej nasikały lisy i sarny. Jedliśmy muchomory sromotnikowe, na które defekowały chore na wściekliznę żubry i kuny. Nie mieliśmy hamburgerów ? jedliśmy wilki. Nie mieliśmy czipsów ? jedliśmy mrówki. Nie było wtedy coca-coli, była ślina niedźwiedzi. Była miesiączka żab. Nikt nie narzekał.

Gdy sąsiad złapał nas na kradzieży jabłek, sam wymierzał karę. Dół z wapnem, nóż, myśliwska flinta ? różnie. Sąsiad nie obrażał się o skradzione jabłka, a ojciec o zastąpienie go w obowiązkach wychowawczych. Ojciec z sąsiadem wypijali wieczorem piwo ? jak zwykle. Potem ojciec wracał do domu, a po drodze brał sobie nowe dziecko. Dzieci wtedy leżały wszędzie. Na trawnikach, w rowach melioracyjnych, obok przystanków, pod drzewami. Tak jak dzisiaj leżą papierki po batonach. Nie było wtedy batonów, dzieci leżały za to wszędzie. Nikt nie narzekał.

Latem wchodziliśmy na dachy wieżowców, nie pilnowali nas dorośli. Skakaliśmy. Nikt jednak nie rozbił się o chodnik. Każdy potrafił latać i nikt nie potrzebował specjalnych lekcji, aby się tej sztuki nauczyć. Nikt też nie narzekał.

Zimą któryś ojciec urządzał nam kulig starym fiatem, zawsze przyspieszał na zakrętach. Czasami sanki zahaczyły o drzewo lub płot. Wtedy spadaliśmy. Czasem akurat wtedy nadjeżdżał jelcz lub star. Wtedy zdychaliśmy. Nikt nie narzekał.

Siniaki i zadrapania były normalnym zjawiskiem. Podobnie jak wybite zęby, rozprute brzuchy, nagły brak oka czy amatorskie amputacje. Szkolny pedagog nie wysyłał nas z tego powodu do psychologa rodzinnego. Nikt nas nie poinformował jak wybrać numer na policję (wtedy MO), żeby zakablować rodziców. Pasek był wtedy pomocą dydaktyczną, a od pomocy, to jeszcze nikt nie umarł. Ciocia Janinka powtarzała, "lepiej lanie niż śniadanie". Nikt nie narzekał.

Gotowaliśmy sobie zupy z mazutu, azbestu i Ludwika. Jedliśmy też koks, paznokcie obcych osób, truchła zwierząt, papier ścierny, nawozy sztuczne, oset, mszyce, płody krów, odchody ryb, kogel-mogel. Jak kogoś użarła pszczoła, to pił 2 szklanki mleka i przykładał sobie zimną patelnię. Jak ktoś się zadławił, to pił 3 szklanki mleka i przykładał sobie rozgrzaną patelnię. Nikt nie narzekał.

Nikt nie latał co miesiąc do dentysty. Próchnica jest smaczna. Kiedy ktoś spuchł od bolącego zęba, graliśmy jego głową w piłkę. Mieliśmy jedną plombę na jedenaścioro. Każdy ją nosił po 2-3 dni w miesiącu. Nikt nie narzekał.

Byliśmy młodzi i twardzi. Odmawialiśmy jazdy autem. Po prostu za nim biegliśmy. Nasz pies, MURZYN, był przywiązany linką stalową do haka i biegł obok nas. I nikomu to nie przeszkadzało. Nikt nie narzekał.

Wychowywali nas gajowi, stare wiedźmy, zbiegli więźniowie, koledzy z poprawczaka, woźne i księża. Nasze matki rodziły nasze rodzeństwo normalnie ? w pracy, szuwarach albo na balkonie. Prawie wszyscy przeżyliśmy, niektórzy tylko nie trafili do więzienia. Nikt nie skończył studiów, ale każdy zaznał zawodu. Niektórzy pozakładali rodziny i wychowują swoje dzieci według zaleceń psychologów. To przykre. Obecnie jest więcej batonów niż dzieci.

My, dzieci z naszego jeziora, kochamy rodziców za to, że wtedy jeszcze nie wiedzieli jak nas należy ?dobrze" wychować. To dzięki nim spędziliśmy dzieciństwo bez słodyczy, szacunku, ciepłego obiadu, sensu, a niektórzy ? kończyn.

Nikt nie narzekał.
magduska10.02.2018, 13:03
Boziu biedne te dzieci dzisiejsze,my pierwsze przez kilka lat uczyliśmy się podchodzić pod górkę na wszystkie sposoby ,nóżki były silne i technikę powoli się łapało,bo nartka musiała pracować pod różnym kątem.dzis zrobicie kaleki z tych dzieci .a gdzie maski przeciw smogowe?kurcze jeszcze parking musi być dwa metry dalej,żeby czasem się nie zmęczyły.no bo z byle katarem prosto do lekarza ....