06.02.2020, 13:43 | czytano: 1676

Samochodem po Ameryce (23) – droga do Monument Valley (zdjęcia i panoramy)

zdj. Michał Adamowski
"Siódmego dnia opuszczam Las Vegas. Czas ruszyć w miejsca, w których jeszcze nie byłem. Towarzyszy mi piękna pogoda, ale na horyzoncie są już informacje, o nadejściu deszczu. Mam nadzieję, że uda się wszystko zobaczyć bez przeszkód. Celem było Monument Valley" - rozpoczyna opowieść o kolejnym etapie podróży Michał Adamowski.
Tego dnia do przejechania było ponad 700 kilometrów.

Wyruszyłem z samego rana i pierwszym punktem, do którego chciałem dojechać były pustkowia Hurricane Valley. Na szczęście w tej części USA nie ma dużego ruchu samochodowego i kilometry leciały bardzo szybko. To właśnie tutaj, jak informuje tablica, rozpoczyna się niezliczona ilość parków i pomników przyrody. Przekraczając ten punkt przejeżdża się praktycznie z jednego do drugiego, gdzie w każdym jest coś ciekawego. W oddali widać zalesiony płaskowyż Kabibab i dużo dymu. Nie padało tutaj od miesięcy więc podejrzewałem, że pali się las – jedyny w tej okolicy, bowiem wszędzie dookoła są skały i piasek pomieszany z pustynną roślinnością. Dym widać było z odległości kilkudziesięciu kilometrów, była tam tylko jedna droga i miałem nadzieję, że z powodu pożaru nie będzie zamknięta. Udało się przejechać, ale dym z pożaru ciągnął się później za nami przez kolejne 200 kilometrów. Widać go na kolejnych zdjęciach.

Krętą drogą US89A przejechaliśmy przez Kaibab i w końcu odsłonił się widok na czerwone skały Arizony. Dość długi odcinek jechaliśmy wzdłuż potężnych klifów Vermilion, aż do kamiennego domku, w miejsce nazywane Cliff Dweller – czyli klifem mieszkańców, a jest to nic innego jak niewielka osada u podnóża 300-metrowego urwiska. Połowa dnia była już za mną i trzeba było się spieszyć, żeby zobaczyć wszystkie zaplanowane miejsca przed zachodem słońca.

W drodze do Lake Powell zatrzymałem się jeszcze w okolicach Marble Canyon, na który zabrakło już czasu, by zwiedzić dokładnie. Była za to okazja do przejścia starym mostem Navajo nad rzeką Kolorado. Obecnie znajdują się tutaj dwa stalowe mosty. Stary, zbudowany w 1929 roku i nowy skończony w 1995 roku. Nowy przeznaczony jest tylko do ruchu samochodowego, natomiast po starym poruszają się piesze wycieczki. Obie konstrukcje zbudowane są ok. 150 metrów nad poziomem wody.

Do Lake Powell zostało już niewiele drogi, ale wcześniej zatrzymałem się jeszcze przy słynnej podkowie. Horseshoe Bend, to miejsce gdzie rzeka Kolorado zakręca w charakterystyczny sposób.

Do końca dnia została mniej niż godzina, a więc na jezioro czasu już niewiele. Lake Powell to sztuczny zbiornik, który spiętrzył się po wybudowaniu zapory Glen Canyon. Tama miała uchronić okolice przed powodziami. Jezioro napełniało się 17 lat. Na zaporze funkcjonuje elektrownia wodna, która dostarcza prądu dla 5 stanów, ale budowa tych obiektów spotkała się z ostrymi protestami ekologów. W oddali na zdjęciach widać też potężną elektrownię węglową w miejscowości Page, która została zamknięta 18 listopada 2019, a więc dzień przed moją wizytą w Lake Powell. Ten blisko 70-letni obiekt generował 2250MW energii elektrycznej i pompował wodę dla Arizony, ale przestarzała technologia i zwiększające się normy ochrony środowiska spowodowały, że lepiej obiekt było zamknąć niż modernizować do obecnych standardów.

Lake Powell jest drugim sztucznym co do wielkości zbiornikiem wody w USA. W ciągu roku miejsce to odwiedza 2 miliony turystów z całego świata. Dookoła można znaleźć dziesiątki hoteli czy pływających domów, w których można spędzić czas wolny.

Po całym dniu przygód, pozostała jeszcze droga do Monument Valley. Tam też zarezerwowany miałem hotel, aby z samego rana, nie tracąc już czasu ruszyć do jednego z najpiękniejszych miejsc Ameryki.

Chcesz zwiedzić Amerykę z Michałem? Napisz maila: michal.adamowski@podhale24.pl TERMIN: JESIEŃ 2020, WIOSNA 2021.

VERMILION CLIFFS


MARBLE CANYON


LAKE POWELL

Michał Adamowski
zobacz także
Zobacz pełną wersję podhale24.pl