14.05.2020, 12:20 | czytano: 5357

"Taki był Marek Fryźlewicz… Był…" - wspomina przyjaciel zmarłego burmistrza

zdj. Michał Adamowski
"Są w życiu takie chwile, że czujesz pustkę i brakuje słów; tak było, gdy dowiedziałem się, że odszedł Marek Fryźlewicz" - wspomina Jacek Sowa, pochodzący z Nowego Targu dziennikarz i publicysta.
Marka poznałem bliżej ponad piętnaście lat temu, a szczególnie w 2004 roku, w okresie poprzedzającym Jubileusz stulecia nowotarskiego Liceum, którego świadectwo maturalne łączy do dziś wielu ludzi z Podhala. Mieszkałem już wtedy od kilku lat w Warszawie, ale zew krwi pozostał…
Wywołany niejako do tablicy napisałem i pozbierałem kilkanaście swoich wierszy, dotykających bezpośrednio miasta i regionu i za namową szkolnego kolegi Lesława Mikołajskiego zademonstrowałem go Markowi Fryźlewiczowi, wówczas już od dawna burmistrzowi miasta. Marek obejrzał z grubsza książeczkę i po namyśle powiedział (a przeważnie mówił coś po namyśle!):

- Szkoda, że wcześniej tego mi nie pokazałeś, to byś poleciał z nami na taki wcześniejszy Jubileusz Liceum; w Chicago jest ponad stu absolwentów i tamtejszy Związek Podhalan ufundował dla trzech osób z Nowego Targu wyjazd do Ameryki. Oprócz burmistrza wybierała się tam dyrektorka ogólniaka i mój licealny rówieśnik, aktor Staszek Jaskułka. Odparłem na to, że polecieć zawsze jeszcze mogę, bo szczęśliwie byłem posiadaczem wieloletniej wizy amerykańskiej, bilet lotniczy sobie kupię za własne pieniądze, a mieszkać przez kilka dni w pełnym od znajomych Chicago mam gdzie!

No i polecieliśmy, tak jak i polecieliśmy z Jaskułką po estradzie Domu Podhalan w Chicago, podczas bankietu, z wymyślonym naprędce programem artystycznym. Trzystu rodaków na sali bawiło się przednio, choć Marek potem skwitował, że mogłem niektórych belfrów zaoszczędzić, ale w sumie to dobrze to wypadło…

Wcześniej nasz burmistrz, podczas uroczystej gali w chicagowskiej bibliotece, osobiście wręczył z okazji święta Konstytucji pamiątkowy medal sławnemu gospodarzowi Wietrznego Miasta, Richardowi Daley’owi. I trzeba przyznać, że wypadł w tej roli godnie i poważnie, a byli to przecież burmistrzowie dwóch miast, skupiających najwięcej górali podhalańskich na świecie!

Długie i dalekie podróże nie były dla Marka komfortowe po przebytym zabiegu operacyjnym, toteż kilkugodzinne siedzenie w ciasnym fotelu w samolocie było dlań uciążliwe. Nasz powrotny lot z Chicago znacznie się opóźnił (co podobno w przypadku Air France było regułą!), a ponieważ mieliśmy środkowe miejsca, po paru godzinach podróży oddaliśmy Markowi swoje fotele do dyspozycji i ze Staszkiem Jaskułką udaliśmy się do części airbusa, gdzie stał wózek z drinkami, skąd stewardessa wygoniła nas już przed lądowaniem w Paryżu.

Na paryskim lotnisku CdG mieliśmy raptem czterdzieści minut na transfer z terminala przylotowego do nowo zbudowanego terminala E, skąd mieliśmy odlot do Warszawy. Oczywiście, po francusku, nie działały żadne ruchome chodniki, a na wszystkich bramkach panował leniwy tłok, więc gdy nasza ekipa dotarła spocona do właściwego wyjścia, para stewardów z Air France oznajmiła, że „gejt is closed” i zamknęła nam drzwi przed nosem, choć do odlotu było jeszcze sporo czasu. Gdy drałujący na końcu stawki Marek zapytał, co jest, Staszek skomentował że „gej poszedł do klozetu”, ja zaś wściekły wrzasnąłem za nimi (po polsku): - Żeby się wam ten nowiuteńki pawilonik na łeb zwalił, żabojady! Fryźlewicz ze swym stoickim spokojem, mimo zmęczenia tak skwitował : - Nie życz drugiemu, co tobie niemiłe! Zaczekamy jeszcze te parę godzin… A kilka dni później, już w Polsce zadzwonił i zapytał: - No i coś narobił? Ten terminal w Paryżu się im zawalił!
Taki był Marek, opanowany i spokojny, zawsze pragmatyczny, cierpliwy i pełen wyrozumiałości. Przez te kolejne piętnaście lat spotykaliśmy się często, prawie zawsze, kiedy przyjeżdżałem do Nowego Targu. Przy kawie w ratuszu, przy ognisku w górach, przy regionalnych specjałach w którejś z nowotarskich restauracji , podczas spotkań autorskich - jego i moich. Także podczas pogrzebów naszych znajomych; ostatnio był u mnie w Warszawie jesienią, gdy na Powązkach chowano jego wuja, aktora Józefa Fryźlewicza.

Zawsze opowiadał o mieście, o jego problemach, zawsze rzeczowo i kompetentnie, bez bujania w obłokach. On kochał to miasto! Tu były jego korzenie, związany był z tą tradycją, którą rozumiał. W pracy samorządowej cechowała go świetna znajomość realiów Nowego Targu, zrozumienie wspólnoty i tego, na jakich wartościach jest ona oparta. Był człowiekiem z charakterem, z wiarą, odpowiedzialnością, postawą etyczną, prawdziwie ludzką.

Tak m.in. mówił o nim senator, profesor Stanisław Hodorowicz: - Cechowała go wizja, bo to co się dokonało i dokonuje - to efekt wizji. On od lat wykazywał wolę działania. Wyróżniał go upór. Dla jednych jest to cecha pozytywna, dla innych nie. To był upór i konsekwencja. Doświadczenie w działaniu i wielkie dokonania. Miał ukształtowaną pozycja wśród polityków i samorządowców - te rzeczy zdobywa się latami. To nie jest tak, że zostaje się burmistrzem i ma się wejście do gabinetów. On potrafił rozmawiać z każdym - z malućkimi na ulicy i z możnymi na salonach, z ludźmi z różnych kręgów politycznych, sfer kulturowych. Człowiek głębokiej wiary i ducha, pełen dobroci i empatii.

Taki był Marek Fryźlewicz… Był… Teraz pozostanie tylko pamięć o nim!

Żegnaj Przyjacielu!

Jacek Sowa
zobacz także
komentarze
baciok@16.05.2020, 09:01
Pan Marek miał szacunek do każdego człowieka.
Jedno wspomnienie
Potrafił na lodowisku siąść wsród kibiców, przywitać się i oglądac mecz
Ewa15.05.2020, 13:32
Pięknie napisane. Wspaniały człowiek.
"p" nowego targu15.05.2020, 12:04
? był człowiekiem ?.??? Chwalebne zmartwychwstanie racz Mu dać Panie. Niech odpoczywa w pokoju wiecznym. Amen
szuser15.05.2020, 09:26
"Tak cię wspomną,
jak żeś żył" Oj prawda to prawda - panie dziennikarzu
jolka14.05.2020, 23:04
Tak nieraz widziałam na porannej mszy w środku tygodnia.
I pomyślałam , ze swój o człowiek. Dobry człowiek.
Nowotarzanka14.05.2020, 22:48
Trudno uwierzyć .....Był dobrym CZŁOWIEKIEM!!!!!
Warto pamiętać14.05.2020, 21:44
Swego życia żaden z nas,
nie przeżyje jeszcze raz.
Co kochałeś,
jakiś był.
Tak cię wspomną,
jak żeś żył.
Zobacz pełną wersję podhale24.pl