19.02.2014, 23:02 | czytano: 7193

Soczi. Zadźgani nożem

zdj. Michał Adamowski
Hokej dla Rosjan jest jak religia. W każdej innej dyscyplinie sportu porażki nie bolą tak, jak przegrane hokeistów. Oczekiwania w kraju igrzysk zaspokoić miał tylko złoty medal. Prezydent Władimir Putin publicznie mówił, że srebro czy brąz go nie interesuje. Tymczasem gwiazdy NHL w rosyjskiej „sbornej” zawiodły.
Odpadnięcie już w ćwierćfinale to dla Rosjan klęska. Nie pokonali Finów, którzy stanęli na ich drodze do strefy medalowej.
Oglądający z trybun mecz prezydent Władimir Putin zakrywał rękoma twarz, patrząc na grę rodaków. Blisko 12 tysięcy rosyjskich kibiców zamarło. W hali zapanowała cisza. Mogli czuć się rozczarowani, bowiem Rosyjska Federacja zrobiła wszystko, by ściągnąć najlepszych graczy z NHL oraz z rodzimej Kontynentalnej Ligi Hokejowej (KHL). - Wygrać to nasza misja! - mówił Aleksander Owieczkin (Washington Capitals). No cóż, misja się nie powiodła.

Rosjanie już w grupowych potyczkach nie zachwycili. Tłumaczono to aklimatyzacją, zmianą stref czasowych, ale przecież inni hokeiści na co dzień grający z NHL mieli podobne problemy, a jakoś tego na lodzie nie było widać. Teraz rozlegają się głosy, że trzeba było oprzeć „sborną” na zawodnikach z KHL, bo gwiazdorzy grali pod siebie. Teraz gdybać można.

„Fiński nóż wbity w Rosję. Nasza drużyna pożegnała się z myślą o medalach” - pisze „Sowieckij Sport”. Gazeta przypomina, że dziesięć lat temu na mistrzostwach świata juniorów trójka Owieczkin - Małkin – Siomin zachwycała obserwatorów. W ćwierćfinale przegrali z Finami 3:4. „Może już wtedy było im w jednej linii zbyt ciasno?” - zastanawia się dziennikarz. „To, co rzuciło mi się w oczy w meczu, to, że Małkin i Owieczkin grali egoistycznie. Pokłócili się? Tymczasem trener Bilaledtinow uparcie na nich stawiał. Marzyło nam się, że Bilaledtinow napisze nową powieść – „Trzej muszkieterowie, 10 lat później. Oglądałem tę beznadzieję i zdałem sobie sprawę, że to już koniec. Koniec mojej wiary, że wciąż jesteśmy hokejową potęgą. Nasi hokeiści w czwartek opuszczą Soczi. Pierwszym czarterem, dla nieudaczników z NHL - kończy „Sowieckij Sport”.

„Sborna” trafiła na bardzo niewygodnego rywala. Od 1994 roku Suomi wygrali z rywalami 12 meczów, przegrali dziewięć, raz był remis. Ale dzisiejsze starcie zaczęło się po myśli Rosjan. W pierwszej tercji, gdy grali w przewadze, gola strzelił Ilija Kowalczuk, ale 2 minuty później Finowie wyrównali. Wygrali wznowienie, a Juhamatti Aaltonen, gracz rosyjskiego Metalurga Magnitogorsk, pokonał bramkarza Siemiona Warłamowa, tuż przy słupku. Na przerwę po pierwszej tercji Finowie zjeżdżali, prowadząc. W 18. minucie Mikael Granlund wyłożył „gumę” Teemu Selanne, a ten sprytnym strzałem pokonał Warłamowa. Tej samej parze Finowie zawdzięczają trzeciego gola, strzelonego w drugiej tercji, w okresie gry w przewadze. Tym razem Granlund oszukał Warłamowa.

Nie mieli problemów z awansem Szwedzi, chociaż trzeba przyznać, iż Słoweńcy dość długo stawiali zacięty opór ( po 40 minutach przegrywali 0:1). Dopiero po stracie trzeciej bramki w ostatniej tercji uszło z nich powietrze. Słoweńcy zaimponowali wszystkich obserwatorów turnieju. W tym kraju zarejestrowanych jest 886 hokeistów (!), ale wszyscy reprezentanci grają poza granicami kraju. Anże Kopitar, syn Matjaża, trenera narodowego zespołu, to jedna z największych gwiazd Los Angeles Kings. Łezka się w oku kreci, gdy widzi się akcje Słoweńców. Przecież jeszcze nie tak dawno przegrywali z Podhalem w Interlidze. Ale oni pozostali w tej lidze, potem utworzyli z Austrią EBEL i dzisiaj oba te kraje zagrały w Soczi. Gdzie my jesteśmy?

Hitem miało być spotkanie USA – Czechy, ale nasi południowi sąsiedzi nie potrafili dorównać Jankesom. Ci szybko ustawili sobie mecz, bo Czesi momentami byli bezradni. Nie potrafili sobie poradzić z wysokim pressingiem Amerykanów. Gola zdobyli na 1:1, ale… po samobójczym strzale. Krążek wybijany przez Amerykanina spod własnej bramki trafił kolegę w łyżwę i przelobował Jonathana Quicka. Wtedy wydawało się, że podejmą walkę. Na drugiego gola czescy kibice musieli czekać aż 53 minuty. A czeskie media chcą głowy trenera Aloisa Hadamczika. Z igrzyskami żegnają się dwie wielkie gwiazdy światowego hokeja – Jaromir Jagr i Peter Nedved.

Niesamowite męczarnie przeżywali Kanadyjczycy. Łotysze zagrali niezwykle konsekwentnie z „Klonowymi Liśćmi”. Neutralizowali ich najmocniejsze ogniwa, świetnie się bronili i wyprowadzali kontrataki. Kanadyjczycy złamali ich dopiero w 54 minucie. 98 sekund przed końcem Łotysze wycofali świetnie spisującego się między słupkami bramkarza Kristersa Gudlevskisa, ale manewr nie przyniósł im spodziewanych efektów.

Szwecja – Słowenia 5:0 (1:0, 0:0, 4:0)

Bramki: Carl Hagelin 2, Alexander Steen, Daniel Sedin, Louri Eriksson.

Finlandia – Rosja 3:1 (2:1, 1:0, 0:0)

Bramki: Juamatti Aaltonen, Teemu Selanne, Mikael Granlund – Ilja Kowalczuk.

USA – Czechy 5:2 (3:1, 1:0, 1:1)

Bramki: Jemes van Riemsdyk, Dustin Brown, Davis Backes, Zach Parise, Phil Kessel – Aleš Homsky.

Kanada - Łotwa 2:1 (1:1, 0:0, 1:0)

Bramki: Patrick Sharp, Shea Weber – Lauris Darzinš.

Półfinały

Szwecja – Finlandia

USA – Kanada

Odcięty prąd

Piąte miejsce zajęły Polki w sprincie drużynowym. Sylwia Jaśkowiec i Justyna Kowalczyk straciły do najlepszych Norweżek 22,5 sekundy. Druga była Finlandia, a trzecia Szwecja.

- Bardzo dobry występ, jeśli weźmie się pod uwagę, że Sylwia nie jest specjalistką od biegu techniką klasyczną. Gdyby nie osłabła na swoim ostatnim odcinku to istniała szansa, że Justyna powalczy o medal. To bardzo dobry występ Justyny. To napawa optymizmem przed sobotnim biegiem na 30 kilometrów – komentował w TVP prof. Szymon Krasicki, były trener polskich biegaczek.

Sylwia Jaśkowiec i Justyna Kowalczyk dały dziś z siebie wszystko. Po świetnym występie w półfinale także w finale zaprezentowały ogromną wolę walki i przez chwilę wydawało się nawet, że mamy szansę powalczyć o trzecie miejsce. Polki pobiegły bardzo konsekwentnie i długo trzymały się czołówki. Sylwia Jaśkowiec miała za zadanie na swoich zmianach jak najmniej stracić do rywalek, a Justyna Kowalczyk – jak najwięcej odrobić. Obie zawodniczki wywiązały się z zadania znakomicie – po czterech zmianach nasza strata do biegnących na trzecim miejscu Niemek wynosiła zaledwie pół sekundy. Niestety na ostatnich dwóch rundach naszym zawodniczkom zabrakło już nieco sił. Sylwia Jaśkowiec przegrała walkę z Niemką Stefanie Behler i Szwedką Idą Ingemarsdotter i na ostatniej zmianie strata do podium była już dość pokaźna (10 sek.). – Na podbiegu odcięło mi prąd – powiedziała Jaśkoweic. Justyna Kowalczyk tym razem nie zdołała awansować i doprowadziła naszą sztafetę do mety na piątym miejscu. Trzeba przyznać, że jak na pierwszy start w tej konkurencji i w tym zestawieniu jest to świetny wynik.

Dość szybko rozstrzygnęła się kwestia złotego i srebrnego medalu. Norweżki postanowiły zmazać plamę po ostatnich kiepskich występach i już na drugiej zmianie objęły prowadzenie, którego nie oddały do samego końca. Z każdą rundą powiększały przewagę nad rywalkami i nikt nie mógł im zagrozić.

Maciejowie Kreczmer i Staręga nie awansowali do finału sprintu drużynowego. W swoim półfinale zajęli dopiero ósme miejsce.

Narciarstwo klasyczne – sprint kobiet drużynowy Cl

1. Norwegia (Marit Bjoergen, Ingvild Flugstad Oesberg) – 16:04.05

2. Finlandia (Kerttu Niskanen, Aino Kaisa Saarinen) – 16:13.14

3. Szwecja (Ida Ingemarsdotter, Stina Nilsson) – 16:23.22

5. Polska (Sylwia Jaśkowiec, Justyna Kowalczyk) – 16:35.54

Narciarstwo klasyczne – sprint drużynowy mężczyzn Cl

1. Finlandia (Sami Jauhojaervi, Iivo Niskanen) – 23:14.89

2. Rposja (Nikita Kriukow, Mkasim Wylegżanin) – 23:15.86

3. Szwecja (Emil Joensson, Teodor Peterson) – 23:30.01

Woźniak przedostatnia

Panczenistka Katarzyna Woźniak zajęła przedostatnie miejsce w wyścigu na 5000 metrów. 25-letnia przejechała pięciokilometrowy dystans w czasie 7:28.53, niewiele wolniej od swojego rekordu życiowego. Dało jej to przedostatnie miejsce na 16 zawodniczek. Złoty medal w tej konkurencji zdobyła Czeszka Martina Sablikova, Polka straciła do niej 37 sekund.

Woźniak pobiegła już w pierwszej parze z Niemką Bente Kraus, która okazała się lepsza od naszej reprezentantki. W piątej parze Holenderka Carien Kleibeuker uzyskała czas 6.55,66. W kolejnej parze minimalnie gorszy rezultat wykręciła reprezentantka gospodarzy Olga Graf – 6.55,77. W siódmej parze obserwowaliśmy dwie murowane faworytki do medali – Martinę Sablikovą i Ireen Wuest. To obrończyni złota z Vancouver okazała się lepsza od Holenderki, która była o prawie trzy sekundy wolniejsza od Czeszki i zajęła 2. miejsce.

Łyżwiarstwo szybkie – 5 km kobiet

1. Martina Sablikova (Czechy) – 6:51,54
2. Irenn Wuest (Holandia) - +2.74

3. Carien Kleibuker (Holandia) - +4.12

15. Katarzyna Woźniak - + 36.99

Snowboardowy niewypał

Szwajcarka Patrizia Kummer triumfowała w rywalizacji snowboardowego slalomu giganta równoległego. Srebrny medal zdobyła Japonka Tomoka Takeuchi, a brązowy Rosjanka Alena Zawarzina. Polki odpadły w kwalifikacjach. Nowotarżanka Aleksandra Król została zdyskwalifikowana, a Karolina Sztokfisz zajęła w eliminacjach 28. miejsce. Król została wykluczona już po pierwszym przejeździe, w którym jechała w parze z mistrzynią olimpijską z Vancouver, Holenderką Nicolien Sauerbreij. Polka na trudnej trasie popełniła wiele błędów, m.in. przewróciła się i ominęła bramkę. Oba przejazdy zaliczyła Sztokfisz, która uzyskała jednak zbyt słabe rezultaty (58,44 i 1.09,96). Gorzej zaprezentowała się w drugiej próbie. Jej łączny czas 2.08,40 był najsłabszym w gronie 28 snowboardzistek, które ukończyły oba przejazdy.

Snowboard – slalom gigant równoległy kobiet

1. Patrizia Kummer (Szwajcaria)

2. Tomoka Takeuchi (Japonia)

3. Alena Zawarzina (Rosja)

28. Karolina Sztokfisz

Aleksandra Król – wyleciała z trasy

Rosyjski Amerykanin

Reprezentujący od niedawna Rosję, pochodzący z USA snowboardzista Vic Wild został mistrzem olimpijskim w slalomie gigancie równoległym W finale pokonał Szwajcara Nevina Galmariniego, a brąz wywalczył Słoweniec Zan Kosir. Polacy nie startowali. W pierwszym przejeździe finału Galmarini pokonał trasę o 0,54 s szybciej od rywala, ale w drugim nie wytrzymał presji. Choć trzymał się blisko reprezentanta Rosji, na trzy bramki przed metą stracił równowagę i Wild odrobił stratę z nawiązką. Pochodzący ze stanu Waszyngton snowboardzista w 2011 roku uzyskał obywatelstwo Rosji. Jest mężem Rosjanki Aleny Zawarziny, która kilkanaście minut wcześniej zdobyła brązowy medal w rywalizacji kobiet w tej konkurencji.

Snowboard – gigant równoległy mężczyzn

1. Vic Wild (Rosja)

2. Nevin Gamarini (Szwajcaria)

3. Zan Kosir (Słowenia)

Hirscher największym przegranym

Drugi przejazd w wykonaniu Amerykanina Teda Lighety’ego nie był błyskotliwy, tak jak pierwszy. Uzyskał dopiero czternasty czas. Na szczęście dla niego wypracował sobie wielką przewagę i nawet porażka o ponad sekundę z Missilier pozwoliła mu utrzymać najwyższą lokatę. Wspomniany już Missilier natomiast pojechał całkowicie inaczej. Francuz w pierwszym przejeździe się zbytnio nie popisał, ale po południu pojechał najszybciej ze wszystkich i awansował na drugą pozycję, atakując ją z dziesiątej. Najmniej cenny z medali wywalczył rodak wicemistrza olimpijskiego – Alexis Pinturault. Największym przegranym zawodów wydaje się być Marcel Hirscher. Austriak, który miał zamiar zabrać złoto Ligety’emu pozostał nawet bez medalu.

Narciarstwo alpejskie –gigant mężczyzn

1. Ted Ligety (USA) – 2:45.29

2. Steve Missillier (Franbcja) – 0.48

3. Alexis Pinturault (Francja) - +0.64

Rekordzista Bjoerdalen

W sztafecie mieszanej pewnie zwyciężyła reprezentacja Norwegii. Tym samym Ole Einar Bjoerndalen zdobył swój trzynasty medal i został samodzielnym rekordzistą pod względem ilości zdobytych na igrzyskach krążków. Podium uzupełnili Czesi oraz Włosi. Polacy zajęli odległe, czternaste miejsce. Losy polskiej sztafety podzielić można na dwa etapy. Pierwszy to bieg Krystyny Pałki i Magdaleny Gwizdoń - świetne strzelanie, szybkość na trasie i stały niemal kontakt z czołówką. Potem było tylko gorzej. Łukasz Szczurek i Krzysztof Pływaczyk są o klasę niżej od biathlonistek. Polacy wyprzedzili tylko Kazachstan oraz odstającą na blisko dziesięć minut Estonię.

Biathlon – sztafeta mieszana

1. Norwegia (Tora Berger, Ole Einar Bjoerndalen, Tiril Eckhoff, Emil Hegle Svendsen) – 1:09.17

2. Czechy (Ondriej Moravec, Gabriela Soukalova, Jaroslav Soukup, Veronika Vitkova) - +32.6

3. Włochy (Lukas Hofer, Karin Oberhofer, Dorothea Wierer, Dominik Winisch) - +58.2

14. Polska (Krystyna Pałka, Magdalena Gwizdoń, Łukasz Szczurek, Krzysztof Pływaczyk) - + 4:19.0

Williams z medalem letnim i zimowym

Lauryn Williams jest piątym sportowcem, który zdobył medal na obu igrzyskach. Amerykanka wywalczyła srebro w bobslejowych dwójkach. W letnich igrzyskach zdobywała medale w biegach. Jedynym sportowcem, który został mistrzem olimpijskim latem i zimą, był Eddie Eagan ze Stanów Zjednoczonych (złoto w boksie i bobslejach). Do ostatniego ślizgu wydawało się, że Williams zostanie pierwszą sportsmenką z dwoma złotymi medalami.

Bobsleje – dwójki kobiet

1. Kanada ( Kaillie Humphries, Heather Moyse) – 3:50.61

2. USA ( Elena Meyers, Lauryn Williams) - +0.10

3. USA ( Aja Evans, Jamie Greubel) - +1:00

Stefan Leśniowski

Zobacz więcej na

Może Cię zainteresować
Może Cię zainteresować
Zobacz pełną wersję podhale24.pl