24.11.2024, 20:11 | czytano: 5701

"Nasze dzieci nie są gorsze, one tylko potrzebują odpowiedniego środowiska, żeby rozwinąć skrzydła"

Urszula Filas. Fot.: Józef Figura
- przekonuje Urszula Filas, dyrektor Zespołu Placówek Szkolno-Wychowawczo Opiekuńczych w Nowym Targu, który właśnie świętuje pięćdziesięciolecie działalności.
Józef Figura: Jest Pani dyrektorem od lipca. Szkoła świętuje właśnie jubileusz. Jak określić jej najważniejszą cechę spoglądając na nią na przestrzeni tych pięćdziesięciu lat?
Urszula Filas: Pięćdziesiąt lat to kawał historii. Myślę, że to, co było, jest i będzie najważniejsze to podejście nauczycieli do pracy z dziećmi. To są ludzie, którzy nie przychodzą tu zarabiać pieniądze. Oni naprawdę to lubią i praca z naszymi dziećmi daje im dużą satysfakcję. Tu trzeba mieć poczucie misji i pasję.

- Do tego specyficzne wykształcenie i podejście. To nie jest zwykła szkoła, gdzie staje się przy tablicy i dyktuje polecenia...

- U nas bardzo istotna jest indywidualizacja, odpowiednie podejście do każdego ucznia. Wszystkie dzieci mają orzeczenie o potrzebie kształcenia specjalnego z uwagi na niepełnosprawność intelektualną. Ale jakby postawić te dzieci w rządku, to każde jest inne, każde ma inne trudności i do każdego trzeba podejść indywidualnie. Trzeba mieć wiedzę, wykształcenie...

- I doświadczenie...

-Też, ono bardzo dużo daje. Jak rozmawiałam z jednym ze starszych nauczycieli, opowiedział, że gdy rozpoczynał pracę, to
starsi pedagodzy każdemu podpowiadali, naprowadzali. I to się nie zmieniło! Teraz kolejni robią to samo, bo trzeba bazować na doświadczeniu starszych nauczycieli.

- Przychodząc tu na pierwszy raz, rzuca się w oczy nowy wygląd, budynek, infrastruktura. Postęp widać.

- W ostatnich latach - zanim przyszłam na stanowisko - część budynku została unowocześniona, dobudowane zostało nowe skrzydło, powstała wielozmysłowa sala doświadczenia świata...

- Brzmi to tajemniczo.

- To biała sala w której są urządzenia oddziałujące na różne zmysły. Są różne światła, melodie, jest łóżko wodne oddziałujące na zmysł dotyku. Różne aspekty by pobudzić zmysły, które trochę niedomagają. Jest sala, w której można się wyciszyć.

- A jakie ma Pani plany i marzenia - jako dyrektor placówki - jeśli chodzi o infrastrukturę?

- Na pewno będziemy chcieli w przyszłym roku przekształcić starą salę gimnastyczną w sale lekcyjne. Będzie tam też sala gospodarstwa domowego dla uczniów z niepełnosprawnością intelektualną w stopniu umiarkowanym i znacznym, bo oni też muszą się uczyć funkcjonowania codziennego. To zajęcia z gospodarstwa domowego, gdzie uczą się podstawowych rzeczy w kuchni.
W nowym skrzydle mamy dwie nowe sale gimnastyczne, salę integracji sensorycznej - tych sal specjalistycznych mamy dużo. Ale mamy też coraz więcej dzieci z wczesnego wspomagania rozwoju. Gabinety terapeutyczne dla nich także się przydadzą, ale to raczej dalsza przyszłość.

- Za infrastrukturą musi podążać zmiana w mentalności. Placówka, podobnie jak za każdą tego typu w kraju, walczy z łatką "szkoły specjalnej". Czy da się zaobserwować, że jako społeczeństwo zaczynamy inaczej postrzegać Pani zespół?

- Troszeczkę się to zmienia. Ludzie są coraz bardziej świadomi, że specjalny nie znaczy gorszy. Przy okazji jubileuszu i gali, którą organizujemy 26 listopada, chcemy pokazać, że nasze dzieci nie są gorsze, one potrzebują odpowiedniego środowiska, żeby rozkwitnąć. I my im takie warunki staramy się stworzyć, by mogły się rozwijać na miarę swoich możliwości. Chcemy pokazać co te dzieciaki potrafią.

- Problemem jest też czasem podejście rodziców, którzy za wszelką cenę chcą, by dziecko ukończyło szkołę powszechną, "normalną"...

- Sama jestem rodzicem i wiem, że to musi być trudny moment do zaakceptowania, gdy mama czy tato dowiadują się, że ich dziecko nie będzie się rozwijać tak jak inne. Będzie miało pewne deficyty, ma jakąś niepełnosprawność. Ta łatka niepełnosprawności intelektualnej nie pomaga. Tymczasem z rozmów z nauczycielami słyszałam wielokrotnie, że dzieci przychodzą ze szkoły powszechnej, gdzie spędziły rok, dwa, czasem cały etap edukacyjny i u nas radzą sobie świetnie. Rodzice często po czasie mówili, że żałują, że nie przysłali swego dziecka wcześniej.

- Jubileusz to też okazja, by pokazać, że placówka jak ta istnieje, działa, ale także w razie wątpliwości możemy przyjść i na miejscu dowiedzieć się jeśli są pytania.

- Zawsze można przyjść, porozmawiać nie tylko z dyrekcją, ale też specjalistami - logopedą, rehabilitantami, specjalistami od integracji sensorycznej. To ludzie, którzy na co dzień pracują z dziećmi niepełnosprawnymi i najlepiej widzą efekty i postępy jakie tu w szkole są. Dzieci niepełnosprawne w stopniu lekkim mają taką samą podstawę programową jak w szkole powszechnej. Jest język polski, matematyka, biologia i inne przedmioty, ale oprócz tego 12 godzin zajęć rewalidacyjnych ukierunkowanych indywidualnie na potrzeby każdego dziecka. Dlatego tak naprawdę wszyscy nasi nauczyciele, wychowawcy są specjalistami, wciąż się rozwijają nie tylko przez różne formy doskonalenia zawodowego, ale także poprzez doświadczenie codziennej pracy. Oni najwięcej mogą powiedzieć o tym, co dzieci mogą zyskać przychodząc do naszej placówki.

- To szkoła dla tych dzieci, które w zwykłych szkołach sobie nie radzą?

- Bywało, że te dzieci stały gdzieś w kącie, pod ścianą, odstawały od reszty, nauczyciele nie potrafili sobie z nimi poradzić, mieli łatkę dziecka niegrzecznego, trudnego, którego rówieśnicy też nie akceptowali. W momencie, gdy takie dziecko trafia do nas, jest otoczone specjalistami, rówieśnikami z takimi samymi trudnościami więc nie czują się gorsi ani inni. I okazuje się nagle, że zupełnie inaczej funkcjonują. Już nie są niegrzeczne i trudne. Więcej, potrafią sobie radzić świetnie z polskim czy matematyką, wystąpić w przedstawieniu, a nawet mieć w nim główną rolę, gdy w powszechnej szkole najprawdopodobniej nie wystąpiłyby nigdy.

- Jest tu jeszcze możliwość zdobycia zawodu.

- Mamy szkołę branżową pierwszego stopnia, dzieci mają po niej możliwość podjęcia pracy zgodnie z kwalifikacjami. Nasi uczniowie pracują w hotelach czy restauracjach, niektórzy założyli swoje działalności gospodarcze, naprawdę dobrze sobie radzą w życiu, bo są do tego doskonale przygotowani.
Może Cię zainteresować
Może Cię zainteresować
Zobacz pełną wersję podhale24.pl