21.02.2025, 10:48 | czytano: 4178

Akcja ratunkowa w rejonie Babiej Góry. Turyści byli nieprzygotowani do warunków zimowych

zdj. GOPR Beskidy
Wczoraj przed godz. 10:00 do ratowników dyżurnych CSR w Szczyrku dotarło zgłoszenie z CPR o ataku epilepsji u turysty na szczycie Babiej Góry.
W trakcie przyjmowania zgłoszenia operator numeru 112 stracił kontakt z osobą zgłaszającą i nie udało mu się ustalić szczegółów wypadku. Wobec potencjalnego zagrożenia życia mężczyzny, do działań zadysponowano ratowników dyżurnych z Markowych Szczawin, równolegle sprawdzając możliwości wykorzystania śmigłowca.
"Z osobą zgłaszającą nie było kontaktu telefonicznego, dlatego wysłaliśmy do niej sms z linkiem do aplikacji siron z funkcją loc-me. Po kliknięciu w link przez zgłaszającą ratownicy otrzymali szczegółową lokalizację, która wskazała rejon "klamer" na zamkniętym żółtym szlaku (Perci Akademickiej). Dzięki temu ustalono, że przylot śmigłowca Lotnicze Pogotowie Ratunkowe w bezpośredni rejon zdarzenia nie będzie możliwy i o zadysponowanie śmigłowca poproszono Kolegów z Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego. W drodze na miejsce wypadku byli już dyżurni z Markowych Szczawin ze sprzętem technicznym potrzebnym do ewentualnej ewakuacji turysty, organizowano też wsparcie ratowników ochotników" - relacjonują ratownicy.

Ustalono, że 38-letni mężczyzna, leczący się na padaczkę, podczas ataku na ok. 3 minuty stracił przytomność. Znajdował się poniżej "klamer" i nie był w stanie kontynuować przejścia. Towarzysząca mu kobieta, która wzywała pomocy znajdowała się w terenie eksponowanym i bała się zejść do towarzysza. Oboje byli wychłodzeni. Jej telefon tracił zasięg.


Po ok. 45 min. od zgłoszenia ratownicy Grupy Beskidzkiej GOPR dotarli na miejsce wypadku, w tym momencie desantowali się ze śmigłowca również ratownicy TOPR. Wspólnie udzielili turystom pomocy i po zabraniu ich na pokład śmigłowca TOPR - przetransportowali do szpitala.

"Osoby ratowane miały sporo szczęścia, gdyż pomoc była możliwa bardzo szybko. Turyści byli nieprzygotowani do warunków panujących tego dnia na Babiej Górze: znajdowali się na zamkniętym zimą szlaku, w wielu miejscach oblodzonym, bez raków lub chociaż raczków, w nieodpowiednim obuwiu, bez zapasowej, ciepłej odzieży. Temperatura o 8:00 rano wynosiła -10 st.C, ogłoszono też 1 stopień zagrożenia lawinowego. Bez możliwości zadysponowania śmigłowca TOPR akcja prawdopodobnie trwałaby kilka godzin i wymagałaby zaangażowania dużo większej grupy ratowników" - podsumowują akcje ratownicy.
Może Cię zainteresować
komentarze
Stanley21.02.2025, 19:54
Oczytana inteligencja idzie w góry bo myśli że to lato
5421.02.2025, 16:49
No i oczywiście gołe kostki w zimie.... z gołą d... będą niedługo chodzić
dramat21.02.2025, 15:26
Powiedzcie mi czy niektórzy mają mózgi? Chory człowiek w warunkach skrajnych lezie w góry?
karaluch21.02.2025, 15:12
Jaki facet takie spodnie
Pinki21.02.2025, 14:53
Już od dawna uważam, że akcje ratunkowe winny odbywać się na koszt ratowanych, którzy powinni się na tę okoliczność ubezpieczać.
wodnik szuwarek21.02.2025, 12:56
Głupota ludzka nie zna granic-mieli szczęście że żyją
pp21.02.2025, 12:28
Brak słow !!!! Adidaski w takich warunkach i terenie .Dlaczego nie ma kar dla tych oszolomow !!!!!!
trampek21.02.2025, 12:18
Na Gubałówkę,to dla takich szczyt.
Reptile21.02.2025, 12:03
Bo tacy niedzielni turyści to powinni szerokim łukiem omijać góry... Dla nich to klapki i spacer po parku. Brak rozumu. Nie czujesz się baranie jeden z drugim na siłach to zostać w domu i włącz sobie serial M jak Masakra
Szakal21.02.2025, 11:11
Ten *** ze zdjęcia w tych adidaskach to powinien zapłacić za akcję z własnej kieszeni za brak mózgu.
Może Cię zainteresować
Zobacz pełną wersję podhale24.pl