Przyjechali z różnych zakątków Polski. Niektórzy przemierzyli setki kilometrów tylko po to, by na dziesięć minut zanurzyć się w lodowatym nurcie Czarnego Dunajca. Ale wszyscy bez wyjątku podkreślają: warto było!
Przy dawnym kolejowym moście w Podczerwonem w ostatnią niedzielę kalendarzowej zimy zaroiło się od morsów. Przyjechali z całej Polski - od Warmii i Mazur po Dolny Śląsk. Nie zabrakło także miejscowych Foczek i Morsów z klubów korzystających z ulubionych miejsc w Szczawnicy, Kluszkowcach, Jurgowie i Podczerwonem.Morsowanie okazuje się coraz popularniejszym sposobem na spędzanie czasu i łapanie endorfin dających nie tylko doskonałe samopoczucie, ale i wpływających na zdrowie. Mimo przejmującego zimna - jak zapewniają - nikt na katar narzekać nie będzie. Kasia i Ania przejechały niemal 700 km z Barczewa niedaleko Olsztyna. - Każdy musi spróbować, by przekonać się, że ludzie, którzy tu przyjeżdżają są megafantastyczni i szaleni. Wszyscy traktują się jak wielka rodzina. Panuje niesamowity klimat, którego nie znają ci, którzy nie wchodzą do zimnej wody - przekonuje Kasia.
Waldek z Brzeska wykorzystuje każdą wolną chwilę, by przyjechać do Szczawnicy i z pienińskimi morsami wykąpać się w Dunajcu na Zaskalniku. I robi to od czterech lat. - Polecam wszystkim! - podsumowuje po kąpieli w lodowatej wodzie.
Kasia z Wodzisławia morsuje od trzech lat. - Tu jest górska rzeka, woda zimniejsza, ale to lepiej. I na pewno przyjedziemy następnym razem za rok - przekonuje.
To pierwszy zlot morsów w Podczerwonem. - Promujemy zdrowy tryb życia i zamaczanie kilkunastominutowe w wodzie. Przyjechały morsy z całej Polski - Olsztyna, Żywca, Jasła, Kielecczyzny, są też Słowacy oraz Ukrainy, jest więc międzynarodowo - podkreśla Zofia Hyrczyk z Klubu Morsa Pieniny, a wtóruje jej Katarzyna Rodak z Podhalańskich Foczek i Morsów, organizatorki niedzielnej imprezy.
A jak gorąca może być atmosfera w lodowatej wodzie przekonajcie się sami oglądając nasz krótki film.
Józef Figura











































