Czy mającym mniejszość w rabczańskiej radzie miasta zwolennikom burmistrza udało się ocalić stołek przewodniczącego Rafała Hajdyły? Po długiej dyskusji poznaliśmy zaskakujący wynik głosowania.
Wniosek o odwołania Rafała Hajdyły padł na początku lutowej sesji rady miasta. Jednak wówczas przewodniczący zauważył, że wnioskodawcy nie dopełnili siedmiodniowego terminu na zgłoszenie projektu uchwały i nie wprowadził jej do porządku obrad. Zaznaczył przy tym, że nie będzie problemu, by wniosek znalazł się w programie marcowej sesji.Nie politykujcie tylko pracujcie
Dyskusję radnych poprzedziło wystąpienie trojga mieszkańców, którzy zapisali się do głosu.
Urszula Chrustek, od 40 lat prowadzi rabczański PKPS. - Ile ten człowiek mi pomógł - mówiła wskazując na Rafała Hajdyłę i przypominając historię przekazania spadku po podopiecznym, która zakończyła się pozytywnie. - Nie mam pojęcia co się dzieje, nie może tak funkcjonować taka mała społeczność. Dla mnie jest szereg rzeczy niezrozumiałych. Jak można negować człowieka - dodała.
- Dlaczego jesteście przeciw Rabce, szpitalowi? - rzucała w stronę opozycyjnych radnych Wiktoria Handzel.
Witold Kościelniak, jest przedsiębiorcą, byłym radnym.
- Nie przywracajcie wzorców kłótliwej polityki krajowej w naszym mieście. Liczy się gospodarność i dobra robota. Przed nami konieczność decyzji jak ma wyglądać uzdrowisko na najbliższe lata. A my w wielu miejscach ani wody, ani kanalizacji nie mamy. Apeluję - nie politykujcie tylko pracujcie. Oszczędźcie nam nic niewnoszących popisów oratorskich. Mieszkańcy nie wybaczą wam powrotu starego obrazu kłótliwej Rabki - podkreślił przewodniczący i były radny.
W obronie Rafała Hajdyły stanęła Elżbieta Szarawara wyliczając, ile udało się zebrać głosów poparcia dla niego wśród mieszkańców.
- W Rabce jest 13 tys. uprawnionych do głosowania. W ostatnich wyborach rozdano 6,5 tys. kart do głosowania. Zebraliśmy około 3 tys. podpisów to połowa z tych, którzy głosowali - przekonywała radna.
I dopytywała czy przewodniczący dopuścił się działań niezgodnych z prawem.
- Czy były uwagi dotyczące przygotowania sesji i jej prowadzenia? Czy sesje budziły jakieś wątpliwości co do przebiegu i kompetencji? - zastanawiała się.
Poszło o hejt?
Marek Ciepliński, jeden z radnych domagających się odwołania podkreślał, że sprawa dotyczy pracy między radnymi, a mieszkańcy nie mają wpływu na to kto będzie przewodniczącym.
- Czy wszystko mamy powiedzieć na forum publicznym? Może w pewnych sytuacjach nie dopilnował, że mógł jako przewodniczący stanąć w naszej obronie. Powinien stać po stronie każdego z radnych. To jest moja ocena wstępna. O co chodzi? O hejt i to wszystko - podsumował tłumacząc, ze chodziło o dyskusje w sprawie szpitala
Potem jeszcze poruszona została sprawa anonimowego pisma - zdaniem Cieplińskiego - szkalującego opozycyjnych radnych.
- Mam żal do przewodniczącego, że tego pisma nie powstrzymał. Jeśli mamy takimi sposobami działać, to po co jesteśmy radnymi? W życiu czegoś takiego sobie nie wyobrażałam, taka presję, parcie. Powinno wam być wstyd. To wasza porażka. Jak można w jednej miejscowości tak siebie niszczyć nawzajem - mówiła jedna z radnych mając pretensje do radnego Jana Cieplińskiego, który to pismo udostępnił na swoich mediach społecznościowych.
Na każdym kroku wam pomagałem
Sam Rafał Hajdyła w długim przemówieniu dziękował za wsparcie, wyjaśniał wątpliwości i tłumaczył z zarzutów.
- Jest demokracja, z arytmetyką nie będziemy walczyć, ja do krzesła nie jestem przyspawany. Nie mam sobie nic do zarzucenia. Wybory minęły, mamy pracować 5 lat na rzecz mieszkańców i musimy działać wspólnie z burmistrzem, bo inaczej to wszystko się rozleci. Na każdym kroku wam pomagałem, w trudnych tematach organizowałem komisje - czy kolej, szpital czy plan ogólny. Mam 30 lat doświadczenie z różnych dziedzin. Wydawało mi się, że startując z burmistrzem jestem idealnym kandydatem do tego, by łączyć.
Ewa Dyrda przeczytała uzasadnienie, które sprowadziło się do krótkiej oceny: Rafał Hajdyła był stronniczy, nie wykonywał swoich obowiązków przedstawiając na bieżąco wnioski części radnych czym stracił ich zaufanie.
- Chciałabym usłyszeć konkretny argument, że był stronniczy i jakich wniosków nie uwzględniał. Proszę o konkretne przykłady - kiedy i w jakiej sprawie? - dociekała Ewa Szarawara.
- To wniosek radnych, nie będę odpowiadać za wszystkich. Powtórzę, że był stronniczy. Nie zabrałam wcześniej głosu, bo nie chciałam robić linczu. Chodziliście za podpisami i narracja była taka, że to my jesteśmy szkodnikami i jesteśmy przeciwko rozwojowi Rabki. I jeszcze zbieraliście podpisy od osób nie zamieszkałych w Rabce - przekonuje radna Ewa Dyrda.
Za, a nawet przeciw
Ostatecznie w głosowaniu tajnym proporcje się odwróciły. Za odwołaniem przewodniczącego było siedmiu radnych, przeciw głosowało ośmiu. Tym sposobem Rafał Hajdyła jednym głosem pozostał na swym stanowisku.
*
Przypomnijmy, że Rafał Hajdyła był konkurentem Leszka Świdra przed siedmiu laty. W kolejnej kampanii wcześniejsi konkurencji zawarli sojusz i Hajdyła trafił do rady z list Świdra. Tyle, że rządzący burmistrz ma w obecnej radzie mniejszość - jego komitet wprowadził jedynie 7 radnych. Tymczasem z konkurencyjnego komitetu Roberta Wójciaka weszło 6 radnych, a z dwojga kolejnych - Ewa Świder reprezentowała komitet Aleksandry Koper, a Marek Ciepliński jako jedyny trafił z KWW swojego imienia.
Józef Figura




















































