20.06.2025, 09:41 | czytano: 44259

Po tragedii nad Morskim Okiem zrozpaczone córki szukają rzeczy pozostawionych przez ojca

Jedno z ostatnich zdjęć Mikołąja Maliniaka, wykonane na godzinę przed tragedią.
Gdzieś u kogoś na kwaterze zostały jego osobiste rzeczy, zapewne drobiazgi. Bezwartościowe, ale dla córek, które właśnie straciły tatę - bezcenne. W nocy na naszej stronie internetowej pojawiło się nietypowe ogłoszenie:
"W sobotę 14.06 przy Morskim Oku doszło do zatrzymania akcji serca u mojego taty, który zatrzymał się w Zakopanem. Tata niestety nie przeżył. Gdzieś u kogoś na kwaterze zostały jego rzeczy osobiste. Jako rodzina bardzo chcielibyśmy je zabrać. Niestety nie wiemy, gdzie tata się zatrzymał. Osoby, które mogą pomoc proszę o kontakt na tel. 696-461-271".

Kilka zdjęć przed śmiercią


Nazywał się Mikołaj Maliniak, miał 78 lat, mieszkał w Krakowie. Kochał góry, Tatry i piesze pielgrzymki. Lubił wędrować sam, ale nie stronił od ludzi. Tego dnia wyruszył do Morskiego Oka. W jego telefonie pozostały zdjęcia zrobione na godzinę przed tym zanim doszło do tragedii. Pozuje uśmiechnięty, zadowolony z życia bez jakichkolwiek oznak, że wkrótce stanie się coś strasznego. W tle Mięguszowieckie Szczyty, Mnich. Jakieś zdjęcie na szlaku pokazujące, że mimo wieku nie dojechał do Morskiego Oka fasiągiem czy elektrycznym busem.

Nagle przy samym schronisku doszło do zatrzymania akcji serca. Do reanimacji natychmiast przystąpił dyżurujący w schronisku lekarz TOPR, wezwano śmigłowiec. Walka o jego życie trwała jeszcze w szpitalu. Udało się przywrócić bicie serca, konieczna była operacja, udało się ją przeprowadzić. Kluczowe była najbliższa doba. Niestety, w środku nocy serce stanęło na zawsze.

Pielgrzym. Kochał góry, kochał Boga


Pogrzeb śp. Mikołaja Maliniaka odbył się w środę w rodzinnych Piekarach na Dolnym Śląsku. Po ceremonii dwie córki pana Mikołaja zaczęły poszukiwania jego rzeczy, które gdzieś, zapewne w Zakopanem pozostawił.

- Tato był bardzo aktywnym człowiekiem, kochał góry. Raczej nie zatrzymał się w żadnym hotelu, prędzej u kogoś na kwaterze. Był bardzo pobożny, chodził na pielgrzymki do Częstochowy, Lichenia czy po sanktuariach Europy. Działał w kółku różańcowym, udzielał się - w wspomina jego córka Ula.

Jej siostra właśnie szuka w Zakopanem rzeczy po zmarłym ojcu. Nie pomogły zapytania na policji, w biurze rzeczy znalezionych. A może ktoś z naszych czytelników spotkał tego dnia Mikołaja Maliniaka na kwaterze, a może rozpoznaje swojego gościa. Zrozpaczone córki czekają na kontakt.
- Chciałybyśmy po prostu zamknąć tę sprawę. To nie będą cenne rzeczy, ale dla nas mają ogromną wartość - dodaje pani Ula.

Jeśli ktoś ma informacje odnośnie ostatniego miejsca pobytu Mikołaja Maliniaka proszony jest o kontakt z córką pod nr tel.: 696-461-271



Józef Figura
Może Cię zainteresować
komentarze
alf20.06.2025, 20:16
Jeśli wynajął legalną kwaterę to może ktoś się zgłosi, w przeciwnym wypadku można zapomnieć...
Tako se20.06.2025, 14:59
Dziwne, dlaczego jeśli Pan nie wrócił na kwaterę właściciele nie powiadomili policji?Może się wymeldował i zabrał swoje rzeczy?
Zosia Uryga20.06.2025, 13:18
Osobiście uważam, że właściciel lokalu powinien skontaktować się z policją i za ich pośrednictwem oddać rzeczy rodzinie.
L.20.06.2025, 10:58
Bardzo kruche jest to nasze życie. Wyrazy współczucia dla rodziny
Olgierd20.06.2025, 10:50
Straszna tragedia.. Ale żeby nie wiedzieć gdzie (leciwy tata) wynajął nocleg.... oby córki znalazły te drobiazgi bo będą niezwykle cenne
Może Cię zainteresować
Zobacz pełną wersję podhale24.pl