Pielęgniarki z rabczańskiego szpitala liczyły na konfrontację z prezesem przed radnymi. Oskarżenia jakie się pojawiały wobec niego są poważne - od zastraszania po nieprzestrzeganie prawa pracy. Pojawiły się kolejne, jednak Witold Latusek nie skorzystał z okazji, by wyrazić swoje zdanie.
O sprawie sytuacji w rabczańskim szpitalu pisaliśmy obszernie w artykule: Co dzieje się w rabczańskim szpitalu? Mobbing, zastraszanie, przesłuchania? A może to dezinformacja?W odpowiedzi otrzymaliśmy obszerną odpowiedź nie tylko prezesa, ale w jednym pakiecie także ordynatorów, oddziałowych, związkowców z pozostałych dwóch organizacji. Wszystkie w jednym duchu - broniące Witolda Latuska."Życie jest jak pudełko czekoladek, nigdy nie wiesz na co trafisz" - pisze prezes rabczańskiego szpitala w odpowiedzi na oskarżenia o mobbing
Nie będziemy się wtrącać...
Na posiedzenie komisji uzdrowiskowej zaproszony był tak prezes jak i przedstawiciele wszystkich związków zawodowych działających w szpitalu. Ewa Wójcik, przewodnicząca Komisji Uzdrowiskowej zaprosiła także burmistrza.
- Zwołując to posiedzenie otrzymałam informację, że w sprawy pracownicze to nie będziemy się wtrącać. A przecież ludzie tam pracują lata, to ludzie, którzy tworzyli ten szpital - zauważa Ewa Wójcik.
Na posiedzenie Komisji Uzdrowiskowej przyszły więc główne zainteresowane - dwie pielęgniarki z Ogólnopolskiego Związku Pielęgniarek i Położnych wraz z szefową struktur Grażyną Gaj. Były też radne powiatowe: Grażyna Tylka, przewodnicząca zakładowej OZZPiP przy nowotarskim szpitalu jak i Renata Możdżeń Starowicz, działaczka NSZZ Solidarność. Na posiedzenie komisji przyszedł też radny Jan Ciepliński.
Rezygnacje uprzejmie doniesione
Grażyna Gaj, która reprezentuje rabczańskie pielęgniarki zrzeszone w OZZPiP odczytała obszerną odpowiedź małopolskich władz związku na jak to określono "obraźliwe i nieprawdziwe" zarzuty stawiane jej przez Witolda Latuska.
- Po tym piśmie prezes "dokonał swojego" jak to kat mówi. Mam rezygnację moich koleżanek ze związku "uprzejmie doniesione" do pana prezesa, żeby w sekretariacie potwierdzić: oto jak wypisałam się ze związku. I dokonał tego czynu, zostały mi trzy pielęgniarki w związku - podsumowuje Grażyna Gaj.
Co więcej jedna z działaczek jej związku w rabczańskim szpitalu została poinformowana telefonicznie, że od 1 lipca zostaje przeniesiona z oddziału wewnętrznego na paliatywny.
- Zabiera się z oddziału specjalistkę! I co się dzieje? Marnuje prezes wykształcenie, pozostawiając na oddziale pielęgniarki nie mające specjalizacji. Słyszę, że bywają sytuacje, że jest jedna pielęgniarka na dyżurze. To niedopuszczalne. Proszę sobie wyobrazić czynność ze stukilogramowym pacjentem, którą ma wykonać podczas nocnego dyżuru tylko jedna obecna na oddziale pielęgniarka! - alarmuje.
Tymczasem, jak zauważa Grażyna Tylka, taka sytuacja dyskredytowałaby prezesa przy otrzymaniu akredytacji na prowadzenie przez szpital działalności leczniczej.
Wszystkim po równo, czyli... najmniej
Innym zarzewiem konfliktu mogą być ustawowe podwyżki, które od 1 lipca zaczną obowiązywać w całej Polsce. Wszystkie pielęgniarki w rabczańskim szpitalu mają otrzymać stawki przysługujące najniższej grupie zaszeregowania, bez względu na to do której z tych grup należą.
Jednak podczas rozmów powracał głównie wątek początkowo zabranego, a potem przyznanego tylko w części Funduszu Socjalnego.
A Grażyna Tylko zwracając się do radnych zapytała czy słyszeli, by w jakimś zakładzie pracodawca zabierał fundusz socjalny, bo chce coś budować?
- Popytajcie - wtóruje jej Grażyna Gaj. - Jako gmina macie szkoły, komunalkę, wodociągi... Czy tam też jest ograniczany fundusz socjalny? Czy nauczycielom też się go odbiera albo urzędnikom? Macie pole do popisu! Zadajcie te pytania, macie możliwości uzyskać odpowiedź. Przecież wszystkim tu zarządza burmistrz - przekonuje.
Kto zechce być tu pacjentem?
- To że zadamy pytanie nie znaczy, że dostaniemy odpowiedź. W komisji rewizyjnej nie mamy większości, nawet jak zawnioskujemy o kontrolę, to pozostała czwórka nas przegłosuje - żali się radna Ewa Dyrda.
Emocji nie kryła Ewa Wójcik, która sama z zawodu jest pielęgniarką.
- Lekceważą wszystkich mieszkańców! Budujemy szpital za miliony, ludzie się na to składają i co, nie mają prawa do odpowiedzi? No, na litość Boską! Jeśli jedną pielęgniarkę zostawia się na noc, to postawiłabym prezesa samego na dyżurze. Ręce opadają! Nie wiem czy ktoś słysząc o tym co się dzieje, chciałby być pacjentem tego szpitala. Wszyscy opowiadają jaki on będzie piękny, nowoczesny. Ale dla kogo my ten szpital budujemy? Dla mieszkańców! - woła poirytowana.
- Spotykamy się tu drugi raz i nic - zauważa Renata Możdżeń Starowicz. - Nie ma zainteresowanych osób, nie ma ludzi, by rozmawiać i rozwiązywać problem. Nie ma ludzi, którzy mają bardzo trudną, odpowiedzialną pracę, żyją w stresie. Gdzie tu jest człowiek? Nie ma. Jest cynizm, buta i arogancja. I zero klasy i kultury. My się nie musimy zgadzać, ale powinniśmy się szanować. A tego tu nie ma. Sama działam w "Solidarności" i przyglądam się. Mam nadzieję, że ci ludzie mają świadomość tego, co się dzieje. Trzeba drążyć temat. I wrócimy do tego - podkreśla.
Strach w małym miasteczku
Grażyna Tylka zauważa, że warto byłoby się spotkać z wszystkimi pielęgniarkami rabczańskiego szpitala. Jednak Grażyna Gaj zauważa, że sama podjęła kilka takich prób, ale nie udało jej się ani razu zebrać większego gremium niż członkinie jej związku.
- Boją się, to małe miasto - przyznaje z żalem w głosie.
Józef Figura




