To tragicznych w skutkach wydarzeń doszło nocą z 1 na 2 sierpnia 2024 r. w remizie OSP w Białym Dunajcu. Według ustaleń prokuratury, doszło tam do bójki, po której 25-latek trafił w ciężkim stanie do szpitala w Nowym Targu. Mimo wysiłków lekarzy - mężczyzna zmarł po kilku dniach.
Śledztwo prowadzi Policja i Prokuratura. Do dziś nikomu nie postawiono zarzutów. - Postępowanie znajduje się na bardzo zaawansowanym etapie, jednak nadal czekamy na dwie kluczowe opinie - z zakresu badań toksykologicznych i biologicznych oraz uzupełniającą opinię Zakładu Medycyny Sądowej, która ma kompleksowo ocenić mechanizm powstania obrażeń - mówi cytowana przez RMF rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Nowym Sączu Justyna Rataj-Mykietyn.Od samego początku rodzina zmarłego twierdzi, że zna sprawcę. Organy ścigania oskarża o opieszałość w działaniu. Zapowiedziała też na dziś protest. "Mija rok od śmierci mojego syna, a mimo licznych dowodów nikt nie został zatrzymany. Jest nagranie z monitoringu, są świadkowie, którzy widzieli brutalną napaść i nie zareagowali, a mimo to nikt nie poniósł konsekwencji. Dlaczego to tyle trwa? Dlaczego pomija się dowody? Żądamy rzetelnego śledztwa i ukarania winnych" - informuje matka zmarłego, Anna Ziętkowicz.Dziś, po mszy w intencji zmarłego strażaka na cmentarzu w Białym Dunajcu, rodzina i mieszkańcy organizują protest pod hasłem "Sprawiedliwość dla Pawła Ziętkowicza".
RMF, s/





