18.08.2025, 15:11 | czytano: 6956

Z Czarnego Dunajca nad morze w jeden dzień i to na rowerze (film)

Jezioro Orawskie. Zdj. Józef Figura
Da się? Oczywiście, że się da, pod warunkiem, że za cel obierzemy sobie Morze Orawskie, bo tak wielu nazywa zbiornik wodny na granicy Polski i Słowacji.
Trasa nie jest trudna, do przejechania 66 km częściowo asfaltem (głównie ścieżki rowerowe, choć jest i kilkaset metrów poboczem ruchliwej drogi). Mamy także bajeczne fragmenty wiodące łąkami, gdzie przebiegu szlaku można się jedynie domyślać po rozjeżdżonej trawie. Odwiedzimy stary cmentarz - pozostałość po zalanej wiosce Orawskie Hamry. To między innymi w miejscu, gdzie były domy w 1953 roku powstało sztuczne jezioro. Zajrzymy także na urwisty brzeg po drugiej stronie zatoczki u ujścia Jeleśni.
Podróż zaczynamy od parkingu przy lodowisku stąd ścieżką docieramy do głównej nitki Szlaku Wokół Tatr, którym docieramy do kapliczki w Lasku po słowackiej stronie granicy. Tu warto uzupełnić płyny wodą ze źródełka, która cudownie orzeźwia. Po krótkim odpoczynku odbijamy w prawo drogą, która w miarę pokonywanego dystansu powoli traci swoją asfaltowatość.

Tu po kilku kilometrach musimy zwracać uwagę na niewielki słupek ze znakiem cyklotrasy kierujący nas na polną drogę. Teraz czekają nas najpiękniejsze fragmenty trasy. Szlak prowadzi bowiem częściowo po łąkach, a o jego przebiegu domyślamy się głównie po nieco rozjeżdżonej przez rowerzystów czy maszyny rolnicze trawie.

Czeka nas trochę wybojów, błoto na pierwszym przejeździe przez las, a potem przeprawa przez potok, który po większych opadach może przysporzyć kłopotów z przeprawą. Tym razem udaje nam się bez większych problemów i docieramy do ruchliwej drogi na Chyżne. Niestety, trzeba przejechać nią kilkaset metrów, na szczęście jest pobocze więc nie będzie to stanowić dużego problemu.

Zaraz po skręceniu w lewo wjeżdżamy na asfaltową ścieżkę rowerową. Ta po pewnym czasie wznosi się łagodnie w górę, potem przechodzi w szuter, by znów wyprowadzić nas na rozległą skoszoną łąkę, którą wśród pokosów siana docieramy na malowniczo położony opuszczony cmentarz z widokiem na jezioro. To jedyna pozostałość po zatopionej w 1953 roku wioski Orawskie Hamry.

Stąd musimy wrócić około 3 km, by przekroczyć potok Jeleśnia i znów przez łąki, pola kukurydzy, koniczyny i dotrzeć do kapliczki oraz znajdującego się za nią urwistego brzegu Jeziora Orawskiego.
Po odpoczynku i nacieszeniu się widokami ruszamy dalej drogą wzdłuż leśnego brzegu i dalej przez pola, by dotrzeć do drogi prowadzącej do Trsteny, gdzie wracamy na główny Szlak Wokół Tatr, którym wrócimy do Czarnego Dunajca.

Czy warto? Trasa jest idealna na jednodniowy wypad, trzeba jednak pamiętać o terenowym charakterze więc na szosówce nie ma raczej czego tu szukać. Jest trochę podjazdów i wybojów więc to nie jest to raczej propozycja na pierwszy kontakt z rowerem. 66 km da się zapewne nieco we znaki, ale dla tych widoków i doznań warto się pomęczyć.
Józef Figura



Może Cię zainteresować
komentarze
Seb19.08.2025, 13:52
Piękna trasa i godna polecenia. Na pewno nie nadaje się na rower miejski. No i Słowacy morzem nazywają Liptovská Mara /Jezioro Liptowskie/, a nie Jezioro Orawskie
zenobi19.08.2025, 13:04
Jakie miasto takie morze. Cała gnojówka i chemikalia z Orawy tam spływają. Sama wycieczka piękna widokowo i nie trudna.
Pełny uznania18.08.2025, 21:36
Coś pięknego! P. Figura czy można się przysiąć czasem na koło ????
fred18.08.2025, 21:15
Do szprycha; Niektórzy maja elektryki bo nie wolno się im za bardzo meczyć na zwykłych rowerach. Np. ja dwa zawały i rozrusznik i tylko elektryk wskazany ,i nad jeziorem orawckim byłem ale prz Lipnicę tez fajna drogo tylko auta niekiedy robia wyścigi .
szprycha18.08.2025, 19:20
Super że na normalnym rowerze nie na elektrykach dla leni,których coraz więcej,większość(może nie leni) niż normalnych rowerów na dróżkach.Elektryk ma ten plus że wyciąga coraz więcej ludzi z domu na piękne trasy rowerowe.Nie jadą autem jak kiedyś.
Może Cię zainteresować
Zobacz pełną wersję podhale24.pl