Da się? Oczywiście, że się da, pod warunkiem, że za cel obierzemy sobie Morze Orawskie, bo tak wielu nazywa zbiornik wodny na granicy Polski i Słowacji.
Trasa nie jest trudna, do przejechania 66 km częściowo asfaltem (głównie ścieżki rowerowe, choć jest i kilkaset metrów poboczem ruchliwej drogi). Mamy także bajeczne fragmenty wiodące łąkami, gdzie przebiegu szlaku można się jedynie domyślać po rozjeżdżonej trawie. Odwiedzimy stary cmentarz - pozostałość po zalanej wiosce Orawskie Hamry. To między innymi w miejscu, gdzie były domy w 1953 roku powstało sztuczne jezioro. Zajrzymy także na urwisty brzeg po drugiej stronie zatoczki u ujścia Jeleśni. Podróż zaczynamy od parkingu przy lodowisku stąd ścieżką docieramy do głównej nitki Szlaku Wokół Tatr, którym docieramy do kapliczki w Lasku po słowackiej stronie granicy. Tu warto uzupełnić płyny wodą ze źródełka, która cudownie orzeźwia. Po krótkim odpoczynku odbijamy w prawo drogą, która w miarę pokonywanego dystansu powoli traci swoją asfaltowatość. Tu po kilku kilometrach musimy zwracać uwagę na niewielki słupek ze znakiem cyklotrasy kierujący nas na polną drogę. Teraz czekają nas najpiękniejsze fragmenty trasy. Szlak prowadzi bowiem częściowo po łąkach, a o jego przebiegu domyślamy się głównie po nieco rozjeżdżonej przez rowerzystów czy maszyny rolnicze trawie.
Czeka nas trochę wybojów, błoto na pierwszym przejeździe przez las, a potem przeprawa przez potok, który po większych opadach może przysporzyć kłopotów z przeprawą. Tym razem udaje nam się bez większych problemów i docieramy do ruchliwej drogi na Chyżne. Niestety, trzeba przejechać nią kilkaset metrów, na szczęście jest pobocze więc nie będzie to stanowić dużego problemu.
Zaraz po skręceniu w lewo wjeżdżamy na asfaltową ścieżkę rowerową. Ta po pewnym czasie wznosi się łagodnie w górę, potem przechodzi w szuter, by znów wyprowadzić nas na rozległą skoszoną łąkę, którą wśród pokosów siana docieramy na malowniczo położony opuszczony cmentarz z widokiem na jezioro. To jedyna pozostałość po zatopionej w 1953 roku wioski Orawskie Hamry.
Stąd musimy wrócić około 3 km, by przekroczyć potok Jeleśnia i znów przez łąki, pola kukurydzy, koniczyny i dotrzeć do kapliczki oraz znajdującego się za nią urwistego brzegu Jeziora Orawskiego.
Czy warto? Trasa jest idealna na jednodniowy wypad, trzeba jednak pamiętać o terenowym charakterze więc na szosówce nie ma raczej czego tu szukać. Jest trochę podjazdów i wybojów więc to nie jest to raczej propozycja na pierwszy kontakt z rowerem. 66 km da się zapewne nieco we znaki, ale dla tych widoków i doznań warto się pomęczyć.
Józef Figura



