Jego obecne rekordy nie mają porównania do skoków na największym nawet mamucie. Bo Biela zamienił deski na skrzydła, by w szybowcowych Mistrzostwach Europy zająć trzecie miejsce. I poleciał na Mistrzostwa Świata.
Podczas rozgrywanych tydzień temu zawodów na Węgrzech Stanisław Biela stanął na podium w klasie dwumiejscowej wraz z Adamem Czeladzkim. Zwyciężyli niezawodny Sebastian Kawa z Mirosławem Matkowskim. Z naszym medalistą rozmawialiśmy podczas przygotowań do kolejnego startu we francuskim Saint Tropez, gdzie wkrótce rozgrywane będą zawody Grand Prix Mistrzostw Świata. Tu będzie konkurować ze światową elitą. W każdym z dziesięciu etapów eliminacji przechodziło jedynie dwóch najlepszych pilotów, by w finałach mogło wystartować dwudziestu najlepszych szybowników świata. Tym razem "Stacho" wystartuje solo.
- To moje pierwsze zawody tej rangi. Oczywiście już z niektórymi pilotami już rywalizowałem, jednak są tu sami najlepsi zawodnicy. Gdzie widzę siebie w klasyfikacji? Nie lubię planować, wole skupiać się na zadaniu niż wyniku. Marzyłem o takich zawodach jeszcze za czasów skoków, gdy dane mi było startować w MŚ w kategoriach juniorskich.
Stanisław Biela ma 31 lat, a swoją przygodę ze sportem zaczynał w kombinacji norweskiej. Potem były skoki narciarskie, gdzie trafił do kadry Polski. Ale jak wspomina - stracił motywację i zajął się innymi lotami.
- Szybownictwo miało być taką odskocznią od sportowej rywalizacji, sposobem na wyciszenie się, relaks. Ale jak już się raz zażyje tej tabletki jaką jest smykałka rywalizacji, to ciężko się z tym rozstać. Miało być latanie rekreacyjne, turystyczne dla przyjemności, ale okazało się, że brakowało mi chęci zdobywania, polepszania swoich umiejętności. A nic tak dobrze tego nie sprawdza jak zawody - podkreśla szybownik ze Starego Bystrego.
Józef Figura











