Z urodzenia nowotarżanin, od 30 lat zakopiańczyk. Na Podhale24.pl zakończyliśmy publikację powieści Andrzeja Finkelstina pt. "Melina Lenina, czyli o tym jak Wacek odrabiał wojsko w Poroninie". Wraz z autorem, zachęceni reakcją czytelników, publikujemy kolejne utwory Andrzeja Finkelstina - wybrane opowiadania z tomów pt. "Nokaut" i "Moje podróże autobusikiem". Są to swobodne opowieści i spostrzeżenia na różne tematy społeczne i psychologiczne w formie opowiadań, często czarno-humorystycznych, zazwyczaj mające drugie dno i morał. Kolejne opowiadania publikujemy co wtorek na Podhale24.pl. Dziś "Nowoczesna historia".
Nokaut _ Nowoczesna historia/Fantástico Chico Blanco/
Uniwersalny prolog wielokrotnego użytku.
Niniejsze opowiadanko jest stare jak świat. Wprawdzie nie sięga czasów Jana Kochanowskiego, jednakże jego zręby zrodziły się jeszcze w ubiegłym stuleciu, kiedy to niektórych odbiorców mojej prozy nie było nie było nawet w planach a pozostali byli w kwitnącym kwiecie wieku. Pewnie dlatego różni się od moich późniejszych wytworów, jest specyficzne i ma sznyt rodem z nie z tego świata. Mam w zanadrzu jeszcze kilka takich dziwolągów. Zalecam, żeby podejść do niego jak do odbioru muzyki ze starej płyty, ewentualnie z kasety magnetofonowej, bo zakładam, że ten relikt większość z nas ma jeszcze w pamięci i wiemy jakie było jego przeznaczenie.
Stary Charles rozpostarł na ziemi magiczną matę. Czuł, że moc z niego upływa. Lekki powiew wieczornego wiatru delikatnie gładził jego przeoraną zmarszczkami twarz. Ze wzgórza królującego nad metropolią, przyglądał się migoczącym w mroku światłom i tętniącym życiem domostwom z niepohamowanym wzruszeniem. Wzruszył się. Nadszedł ten smutny czas, kiedy to trzeba rozliczyć się z przeszłością. Oddałby wiele by odzyskać młodość, jeszcze więcej dałby za przeszłość. Zdobył już doświadczenia, których nie będzie mógł nigdy wykorzystać. Zbyt mało zostało mu czasu by wrócić do domu. Zbyt długo gościł na naszej planecie. Teraz chętnie wróciłby do idealnej krainy, do rodzinnego domu, a droga przed nim byłaby długa, dla zwykłego człowieka droga niemożliwa do przebycia, choćby nie wiem jak wielką moc posiadał, zaś dla Charlesa ze względu na wiek zbyt daleka, by mógł ją przetrwać. Jego zegar odliczał ostatnie minuty. Był kosmicznym świerszczem. To tak jakby w oku ziemskiej sieci zastawionej na wielką ofiarę, mały Sidlisz Piwniczny utkał swoją malutką sieć, do której złapał się ów świerszcz. O śmierci myślał jak człowiek, jak o oddzieleniu i o wiecznym śnie. Tak jednak stać się nie mogło, nie był z tego świata, nie mógł też umrzeć jako obywatel Ziemi.
Ileż to czasu minęło, od kiedy opuścił swoją ojczyznę? Kim właściwe był? Nie był przecież człowiekiem, nie w ziemskim rozumieniu. Był gościem na naszej planecie. Dla ludzi był kosmitą. Przybył by dawać i odbierać życie, by siać zarazę i leczyć ją, by wszczynać wojny i gasić je strumieniami pokoju. Był wysłannikiem równowagi i balansu. Gdyby miał odrobinę pewności, że dotrze do domu, próbowałby, a gdyby dotarł żyłby wiecznie życiem nieskończonym. Tam skąd pochodzi, śmierć nie istnieje. Stare długowieczne plemię równowagi. Wielka cywilizacja. Ale tu, na ziemi wszystko, musi mieć swój kres. Bywał czasami u siebie podczas pełnienia ziemskiej misji, ładował tam akumulator mocy. Teraz daleko od źródła musi umrzeć z pragnienia.
Odszedł zostawiwszy światłość w ciemności.




