NOWY TARG. Aleksandra Mikowska na pierwsze określenie reaguje zniecierpliwieniem, na drugie wzruszeniem ramion, a na trzecie - delikatnym uśmiechem. 16-letnia zawodniczka z nowotarskiej Szkoły Walki LOK Urban leci za kilka dni do Zjednoczonych Emiratów Arabskich na Mistrzostwa Świata w Muay Thai, czyli tajskim boksie.
Szkoła Walki LOK Urban założona została w 2022 roku. Prowadzą ją Paweł Jamróz, Bartłomiej Luberda, Mateusz Budzyk i Michał Maciaszek. Nazwa "Urban" - to wykorzystanie przezwiska jednego z nich - Pawła Jamroza nauczyciela wf, byłego żołnierza 6 Brygady Powietrznodesantowej im. gen. bryg. Stanisława Sosabowskiego, gdzie prowadził zajęcia z samoobrony dla oddziałów specjalnych. - Zaczynaliśmy od krav magi, ale chcieliśmy jeździć na zawody. Od 2012 roku współpracowaliśmy z trenerem kadry narodowej w muay thai Rafałem Simonidesem i to on nas namówił. Zostałem instruktorem muay thai i tak to się zaczęło - mówi Jamróz. O tajskim boksie opowiada z pasją, podkreśla jego widowiskowość, ceremoniał, no i szanse na to, by za kilka lat stał się jedną z dyscyplin olimpijskich.
- Muay thai bardzo popularny nie jest, chociaż wielu zawodników to właśnie ćwiczy. Jednak to ciężki sport, wymagający wielu wyrzeczeń, dlatego starują w innych dyscyplinach, gdzie wachlarz technik jest mniejszy, ale dzięki czemu same starty nie są tak kontuzjogenne. Niemniej wielu światowych zawodników - na przykład Joanna Jędrzejczyk, czy Jan Błachowicz - topowi zawodnicy zaczynali od muay thai - wymienia Bartłomiej Luberda.
Ten styl walki określany jest jako Sztuka Ośmiu Kończyn, albo sport ośmiu broni. Chodzi o osiem punktów styku: pięści, łokcie, kolana i stopy.
Aleksandra Mikowska
Dziewczyna ma 16 lat, 10 września leci do Abu Dhabi, gdzie zorganizowane zostaną Mistrzostwa Świata w muay thai. Na pytanie o wybór dyscypliny, która oznaczać może konieczność ukrywania siniaków nie tylko na ciele, ale i na twarzy - odpowiada: "nigdy nie byłam typową dziewczyną".
Te wszystkie kontuzje, nie jest to przerażająca wizja?
Aleksandra Mikowska: - W jakimś kontekście trochę jest, ale jak się trenuje, to się o tym nie myśli. Nie daje mi to powodów, żeby przestać trenować. A zaczęłam ćwiczyć, bo przez długi czas w podstawówce miałam problem z rówieśniczką, nigdy nie umiałam się obronić. To mi dało wielką motywację. Wiele wydarzeń w moim życiu doprowadziło do tego, że wybrałam taki sport, a nie inny.
Wykorzystała Pani kiedyś swoje umiejętności prywatnie?
- Nie, nigdy i mam nadzieję, że tak pozostanie.
A co z tą dziewczyną ze szkoły podstawowej?
- Zaczęłam trenować już w szkole średniej, więc już dawno zniknął po tamtej dziewczynie ślad... Zniknęła z mojego życia.
Czy rówieśnicy wiedzą co Pani trenuje?
- Długo starałam się to ukrywać, bo nie chciałam wychodzić przed szereg. Ale teraz cała moja klasa już wie.
Trenerzy mówią o wysokim ryzyku kontuzji...
Aleksandra Mikowska: - Miałam jedną - po dwóch miesiącach trenowania, gdy już się wczułam w rytm. To był głupi "wypadek przy pracy". Stłukłam stopę i na 3 miesiące zatrzymało mnie to w treningach. Ale wróciłam.
Ile już było tych walk?
Aleksandra Mikowska: - Nie było ich wiele. Sześć. Trzy w K1 i trzy w muay thai. Tę pierwszą walkę pamiętam. Akurat nie było ze mną mojego trenera i pojechałam z kierownikiem Budzykiem. To był stres... Potwierdzam, że po pierwszym razie - idzie już dobrze. Za każdym razem się stresujesz, ale ten pierwszy raz pozostaje w pamięci. Drugim dla mnie ważnym wydarzeniem był Puchar Polski, bo to były pierwsze zawody takiej rangi, na które pojechaliśmy już z trenerem. Udało mi się wtedy zdobyć Puchar Polski i zostać najlepszą zawodniczką turnieju w kadetkach w 2024 roku. To było wyjątkowe, bo zobaczyłam efekty mojej pracy, że to coś daje i to mnie bardzo zmotywowało do dalszej pracy. Fajnie było zobaczyć, że mam szanse przy dużo większych ode mnie dziewczynach. No i zauważyłam, że to jest moje miejsce. To była moja pierwsza walka w muay thai i zrozumiałam, że to moja dyscyplina, żadne K1 tego nie zmieni. Przez te dwa lata trenowałam - prócz tej jednej kontuzji nie miałam większych przerw. Moja mama musi mnie pytać - kiedy nie mam zawodów, żeby móc ze mną gdzieś jechać, bo cały czas trenuję. Jest to piękna przygoda - mogę powiedzieć, że poznałam tu w klubie moją drugą rodzinę, która jest dla mnie bardzo ważna, ciężko mi będzie stąd wyjechać dalej na studia.
Tytan pracy
Tak określa swoją podopieczną trener.
- Uczyłem Ole w szkole podstawowej. Broniła na bramce w piłce ręcznej. A kto stoi na bramce - bierze każdą piłkę na siebie, każda w niego trafia. Zauważyłem ją i zacząłem namawiać, by do nas, do klubu przyszła. To będzie trochę niemiłe dla Oli, ale powiem - jak przyszła do klubu miała sporą nadwagę. Zaczęła ćwiczyć, przez rok bardzo schudła i mogła zacząć startować. Walczyła w kategorii open - i zdobyła wszystko. Teraz weszła do kategorii ciężkiej, do 71 kg oraz do 67 - i taki już mamy wachlarz. Walczyła z dziewczynami, które ważyły po 90 kg. W tych jej pierwszych zawodach Pucharu Polski - pokonała dziewczyny ważące od niej o 20 kg więcej. Dokonał tego jej upór, praca. Ola to tytan pracy - mówi Paweł Jamróz.
- W klubie trafiają się zawodnicy z predyspozycjami do sportów walki. Są duzi, plastyczni, mają dużą świadomość mięśniową, fajnie się składają, a Olka ciężko pracuje przy tym wszystkim i to jest taka rzecz, której się nie da nauczyć - zauważa Bartłomiej Luberda.
- Mówiłem przecież, że Ola to tytan pracy. Musi wstać o 5 rano, uczyć się do szkoły - bo trzeba to podkreślić - ona bardzo dobrze się uczy. Potem wraca ze szkoły, coś zje i idzie na trening. Tak to wygląda. Na przygotowaniach do MŚ mieliśmy po dwa treningi dziennie, tak pracowaliśmy przez trzy miesiące: trening rano i wieczorem. Dziewczyna jest uzdolniona i potrafi nad sobą pracować - dodaje Jamróz.
- Nie poskarżyła się ani razu. Zawsze była na czas i zostawiała na macie i na ringu "całą siebie". To jest w niej niesamowite - wtrąca Luberda.
- Oli nie da się nie zauważyć. Jest spokojna, ułożona, opanowana, jak wchodzi na ring panuje nad sobą i nad sytuacją. Komentowali to nawet sędziowie, mówiąc "ona idzie się bić, wie po co przyszła" - wspominają.
- To trzeba zobaczyć, bo jej walki robią wrażenie. Jak nie przekonuje kogoś to co mówi Ola, czy my - to trzeba to po prostu zobaczyć... To nie jest jakieś mordobicie, to wygląda raczej jak taniec, do tego cała oprawa, muzyka w tle, ceremoniał, brak agresji - wyliczają Bartłomiej Luberda i Michał Maciaszek.
Posiniaczeni partnerzy
Trenerzy ze śmiechem pokazują nogi w siniakach.
- Ciężko jest znaleźć Oli przeciwniczkę. Miała już walki z seniorkami, zawodniczkami w wieku 23- 24 lat. W jej kategorii nie ma zawodniczek w Polsce. Ma krótki staż, ale walczy z chłopakami. Z pierwszego obozu wróciła z limem pod okiem, wszyscy musieliśmy się tłumaczyć jej mamie, że takie rzeczy też się zdarzają. Ola na zgrupowaniu pokonała wszystkie dziewczyny, także te w wyższych kategoriach. Ma zakaz ćwiczenia z kobietami, bije się z mężczyznami, starszymi, którzy jej nie odpuszczają. Wiedzą, że ona też będzie walczyć na sto procent. Zdobyła już tytuły MP i PP w kadetach, w sierpniu przeszła do juniorów - to dzięki trenerowi kadry, który dał nam propozycję przejścia do wyższej kategorii, bo jak mówi - "taka dziewczyna zdarza się tylko raz na jakiś czas". No i dał nam godzinę na podjęcie decyzji czy jedziemy na Mistrzostwa Świata. Trudno było nie skorzystać z takiej szansy... Ola jedzie pierwszy raz na takie zawody i wierzę, że się uda przywieźć medal. Jako trener tak uważam - mówi Paweł Jamróz.
Przyznaje, że sam wyjazd na MŚ to duży wydatek. - Miasto nam pomogło. Aleksandra otrzymała stypendium sportowe Nowego Targu - od września do grudnia. Mamy też deklaracje pomocy finansowej w kolejnych wyjazdach. Dostała dofinansowanie z ministerstwa sportu, jeśli zdobędzie medal resort pokryje część kolejnych wyjazdów na zgrupowania, czy walki. Każda pomoc jest na wagę złota - zauważa Michał Maciaszek. Wymienia Tracktech, Perłę Podhala, Pralnie Rol, nowotarski LOK. Większość to firmy z Szaflar. Wójt Szaflar okazał klubowi wparcie udostępniając halę sportową na organizowane przez klub w ub. roku Mistrzostwa Polski Muay Thai.
- Klub istnieje zaledwie 4 lata, a jednak zorganizowaliśmy MP w Szaflarach - jedne z najlepszych, zrobiliśmy dwa razy swoją ligę. Chciałem pokazać, że taki mały klub potrafi zrobić wielką imprezę. Jestem z Nowego Targu, ale mieszkam w Szaflarach i tam mamy dobry klimat, wójt nam poszedł na rękę, nieodpłatnie udostępnił halę, Powiat Nowotarski zapewnił nam karetkę pogotowia, czyli niezbędne zabezpieczenie medyczne. Mielimy się zamknąć w 70 tysiącach, wyszło 100 tysięcy zł na wydatki, ale się udało. Kupiliśmy ring, chcemy promować Nowy Targ, Szaflary, ligę nowotarską - gdzie się da. Od 2022 roku zdobyliśmy ok. 60 medali na MP. Chcemy rozwijać się w kierunku kick-boxingu - zdradza Jamróz.
Plany
- Wszystkim nam marzy się porządna sala w dobrym miejscu - mówi Michał Maciaszek i wyjaśnia, że w jego przypadku doszło do połączenia dwóch środowisk - LOK i szkoły walki. Ta współpraca polega na wspierają się wzajemnie przy imprezach - w formie wolontariatu, pomocy organizacyjnej, fundowaniu nagród.
Obecnie w klubie trenuje ok. 50 adeptów w wieku od 6 do 60 lat. Ćwiczą od poniedziałku do piątku - dorośli na przemian z dziećmi.
Trenują tu inni utalentowani zawodnicy - przykładowo Mateusz Galica zdobywca srebrnego medalu MP w tajskim boksie, który szlifuje formę przed kolejnymi zawodami.
Czuwający nad przebiegiem treningu Mateusz Budzyk wskazuje m. in. kilkunastoletnią Emilkę - dziewczynkę, która jego zdaniem jest diamentem. Mówi o jej atutach, uporze, waleczności. Może wyrośnie na kolejną wojowniczkę.
Wracając do Aleksandry Mikowskiej - jeszcze w tym roku czeka ją - w październiku start w Pucharze Polski, potem Mistrzostwa Europy w Grecji, a w grudniu Puchar Anatoliji w Turcji.
- Moim wielkim marzeniem jest - w dalekiej przyszłości - dostać się do federacji One Championship. To największa federacja tego sportu walki. Może kiedyś się uda. Będzie ciężko, nie widziałam tam jeszcze dziewczyny w mojej kategorii wagowej, która by się biła, więc... - kończy rozmowę zawodniczka.
Sabina Palka






























