Początek sprawy sięga niemal sześciu lat wstecz i spotkania w sprawie skrzyżowania ul. Grel i św. Anny. Po dwóch wyrokach sądu administracyjnego i grzywnach do zapłacenia - sąd karny nie miał wątpliwości co do winy oskarżonego Grzegorza Watychy.
Poszło o protokół i nagranie spotkania, które burmistrz ostatecznie przekazał małżeństwu Lejów dopiero po pięciu latach dopominania się i dziesiątkach pism.Dziś zakończył się proces, a sąd uznał winnym burmistrza za to, że będąc funkcjonariuszem publicznym nie udzielił informacji publicznej. Oprócz tego, nie dopełnił obowiązków poprzez zaniechanie przekazania do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Krakowie skargi na bezczynność.Nowotarski sąd warunkowo umorzył postępowanie na dwa lata próby. Jednak zasądził przy tym od oskarżonego po 2 tys. zł zadośćuczynienia dla każdego z małżonków, 5 tys. zł świadczenia na rzecz Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym i Pomocy Postpenitencjarnej. Grzegorz Watycha będzie musiał także zapłacić na rzecz oskarżycieli posiłkowych jeszcze po 1362 zł zwrotu wydatków poniesionych na pełnomocnika. I jeszcze 270 zł kosztów sądowych.
Poszło o skrzyżowanie na Grelu
W długim uzasadnieniu wyroku sędzia Aleksander Jędryka przytoczył cały ciąg wydarzeń, które doprowadziły do uznania burmistrza winnym.
Zaczęło się 29 września 2019 roku, gdy podczas spotkania w urzędzie na prośbę małżonków prowadzone były rozmowy dotyczące wykupu ich domu pod budowę skrzyżowania, ewentualnie zamiany nieruchomości. Spotkanie było nagrywane oraz sporządzono protokół podpisany przez zebranych.
Gdy małżonkowie w marcu 2020 roku zwrócili się o udostępnienie dokumentu, burmistrz stwierdził, że to niemożliwe zasłaniając się niejawnym charakterem rozmów. Trzy miesiące później pełnomocnik małżonków przesłał do urzędu formalną skargę na bezczynność burmistrza i nieudostępnienia informacji publicznej.
Zgodnie z ustawą - burmistrz miał 30 dni na przekazanie skargi wraz odpowiedzią i dokumentami sprawy do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego. Ale tego nie zrobił.
6 lat batalii o jeden dokument
Nic się w tej sprawie nie działo aż do kolejnego wniosku prawnika małżeństwa, który w grudniu 2020 skierował wniosek do sądu o ukaranie burmistrza w celu przymuszenia go do działania w związku ze skargą na przewlekłość postępowania.
WSA nałożył na Grzegorza Watyche grzywnę wysokości 200 zł, która po odwołaniu ukaranego podtrzymał także Naczelny Sąd Administracyjny.
Niespełna rok później, pełnomocnik skarżących wystosował wniosek o kolejną grzywnę dla burmistrza za nieprzekazanie skargi na bezczynność i 22 grudnia 2021 sąd wymierzył już dziesięciokrotnie wyższą grzywnę wysokości 2 tys. zł. Także i tę karę po odwołaniu utrzymuje NSA.
W końcu dopiero 3 marca 2022 urząd przekazuje skargę na bezczynność do WSA - choć powinna tam trafić 26 lipca 2020 roku.
Bo na Targowicy nie musiał
Burmistrz bronił się, że dokumenty te nie były informacją publiczną, gdyż dotyczyły spotkania roboczego. Powoływał się na analogiczną według niego sprawę sprzed kilku lat, gdy sąd administracyjny właśnie tak orzekł. Jednak wówczas burmistrz jedynie pełnił rolę mediatora w sporze pomiędzy kupcami, a władzami spółki Nowa Targowica. Nagranie ze spotkania nie było więc, zdaniem sądu, dokumentem urzędowym.
Bez wątpliwości: publiczne
- W tym dokumencie są oświadczenia zarówno burmistrza jak i oferentów co do woli zawarcia umowy i jej warunków. Dlatego sąd podziela ocenę, że te dokumenty były dokumentem urzędowym i stanowiły informację publiczną, gdyż dotyczyły sposobu gospodarowania majątkiem publicznym i inwestycji drogowej na drodze publicznej. Tych określeń "publiczny" jest tu bardzo dużo dlatego sąd nie ma wątpliwości, że taka była ta informacja - podkreśla sędzia Aleksander Jędryka.
Jak zauważa istotą sprawy było zignorowanie tak wniosku pokrzywdzonych o udostępnienie informacji jak i skargi na burmistrza, co jest niedopuszczalne.
- I nie ma dyskusji, jeśli chodzi o terminy w jakich urząd powinien zareagować. Nie ma wątpliwości, że urzędnik powinien znać te przepisy - dodaje sędzia.
Szkodliwość wysoka ale nie znaczna
Choć stopień szkodliwości takich zachowań jest wysoki, to nie jest on - zdaniem sądu - na poziomie znacznym. A to wiązałoby się z możliwością ograniczenia warunkowego umorzenia postępowania. Jako okoliczności łagodzące sąd wziął pod uwagę, panującą wówczas pandemię covidu.
- Rozważając wszystkie te okoliczności łagodzące sąd doszedł do wniosku, że najtrafniejszą sankcją prawną będzie warunkowe umorzenie postepowania z nałożeniem obowiązku zadośćuczynienia za doznaną krzywdę i świadczenie - podsumował sędzia Aleksander Jędryka.
Wyrok nie jest prawomocny. Obydwie strony zastanawiają się nad odwołaniem - pełnomocnik burmistrza z nadzieją na uniewinnienie, a mecenas małżonków liczy na uznanie znacznej szkodliwości czynu.
Józef Figura



