NOWY TARG. Powołana z grona radnych Komisja Statutowa ma za zadanie radzenie sobie z m. in. z biurokracją. Na razie ma problem sama ze sobą. Na pierwszym posiedzeniu jak sami stwierdzili - zabrakło kworum. Na drugim było jeszcze gorzej. Spośród pięciu członków komisji pojawił się jeden. W tej sytuacji pomysł przewodniczącego Rady Miasta, by transmitować posiedzenia komisji staje się jeszcze ciekawszy. Będzie można zobaczyć jak radni pracują.
W porządku obrad zwołanego posiedzenia miejskiej Komisji Statutowej znalazły się trzy punkty - w tym jako pierwszy - wybór wiceprzewodniczącego. Było to niemożliwe, ponieważ na spotkanie przyszedł tylko Jan Sięka. Jednoosobowa komisjaPrzewodniczący Rady Miasta, przewodniczy też tej komisji, w której skład powołano Bartłomieja Garbacza, Adama Hajnosa, Macieja Tokarza i Mariusza Wcisło. Zaczęło się dzwonienie za pozostałymi członkami gremium i po dwóch godzinach, gdy na sali pojawiło się trzech radnych - Wcisło, Hajnos i Tokarz - można było zacząć realizować porządek obrad. Na posiedzenie zaproszono burmistrza, naczelników i innych gości z zewnątrz. Oni się stawili punktualnie.
Czekanie na członków Komisji Statutowej wykorzystane zostało na "wysłuchanie" propozycji zmian w funkcjonowaniu Młodzieżowej Rady Miasta. Zgłaszał je Jakub Hosyniak. Padało dużo słów na temat uczenia młodych odpowiedzialności, potrzeby zaangażowania się w życie Miasta, podtrzymywania ich zapału do współdecydowania o kierunkach rozwoju Nowego Targu, pokazywania, że mają "siłę sprawczości". Wszystko to na tle pustych krzeseł "dorosłych radnych", bo czterech z pięciu członków komisji nie przyszło.
Przypadek? Zbieg okoliczności? Pechowy termin? Raczej seria podobnych wydarzeń. Bo było to drugie posiedzenie Komisji Statutowej - na pierwszym też nie było kompletu radnych.
Eliminowanie błędów i powtórzeń
Po co w ogóle zwołano to posiedzenie? Jan Sięka tłumaczy, że chodzi o "odchudzenie Statutu Miasta Nowy Targ, poprzez wykreślenie z niego powtarzających się zapisów z ustaw". Dokument przejrzał pod tym kątem prawnik.
- Nie ma tego wiele. Myślałem, że będzie tego więcej, ale i tak kilka paragrafów wyleci ze statutu - komentował Jan Sięka. Nazwano to "wykreślaniem rzeczy zbędnych".
Radni chcą doprecyzować też sposoby zwoływania sesji nadzwyczajnych, tego czy do rozpoczęcia sesji potrzebne jest kworum, kwestie nagrywania posiedzeń, opuszczenia sali obrad przez radnych w takcie sesji - tu mają być kary za wychodzenie, wprowadzanie zmian do porządku - dokładanie nowych punktów, czy rezygnowania z nich, zgłaszania przez inicjatorów projektów uchwał autopoprawek, opiniowania przez burmistrza przygotowanych przez Komisję Skarg, Wniosków i Petycji dokumentów, czy projekty społeczne - zgłaszane przez mieszkańców mają być poparte 300 - czy 500 głosami.
Większość proponowanych zmian wynika z dotychczasowych sytuacji, jakie miały miejsce podczas sesji - na przykład reasumpcja, czyli ponowne głosowanie w tej samej sprawie - bo ktoś się pomylił i trzeba było zrobić to jeszcze raz. Chodzi o przykład, gdy zarządzono reasumpcję - ale to głosowanie przeprowadzono, gdy na sali nie było tych radnych, którzy brali udział w poprzednim głosowaniu. Tak nie powinno być, a samo ponowne głosowanie winno zostać przeprowadzone w miarę szybko, najlepiej zanim zakończy się procedowanie kolejnego punktu porządku obrad.
Inną kwestią jest transmisja posiedzeń komisji. Sesje Rady Miasta można oglądać w Internecie. Radni proponują, by podobnie było posiedzeniami komisji.
- Jeśli temat jest ważny, nośny, budzący zainteresowanie, to przewodniczący takiej komisji może zarządzić i nagrywanie i transmisję, żeby mieszkańcy którzy chcą posłuchać - nie musieli być na miejscu. Urząd Miasta zapewnić ma transmisję. To także ma zainteresować mieszkańców i wciągnąć ich do współdecydowania - przekonywał radny Sięka.
Radni szykanowani
- Radny ma prawo dostępu do dokumentu, ale to burmistrz decyduje, czy go dostanie. Przepisy tego nie regulują precyzyjnie, ale jest okólnik burmistrza do urzędników, żeby niczego radnym nie dawać, tylko wszystko przechodzi przez biurko burmistrza i to on podejmuje ostatecznie decyzję - mówił Maciej Tokarz i proponował odwrócenie sytuacji. - Czemu to radni mają wypełniać formularze i wnioski o wydanie dokumentu, a potem podpisać protokół, że taki dokument dostali. To są szykany. To burmistrz powinien pisemnie uzasadnić - dlaczego odmawia radnemu dostępu do dokumentów. Nie ma trybu objętego przepisami, trzeba prawa radnego doprecyzować zapisem w statucie - przekonywał.
- To burmistrz ma się wytłumaczyć, czemu nie daje nam dokumentów, potrzebnych nam by prawidłowo wykonywać mandat radnego - powtarzał radny Tokarz i jak zauważył "wytyczne burmistrza przesłane zostało urzędnikom nieformalnie, bo gdyby to było oficjalne rozporządzenie, można by je było zaskarżyć".
- Mieliśmy odchudzać statut, a nie tworzyć nowe przepisy - zauważył Adam Hajnos i dodał, że "oczywiście nie jest przeciwny takiemu zapisowi, ale trzeba to dobrze określić". Nie spodobało mu się też użycie słowa "natychmiast" - w kontekście wydawania radnym dokumentów. Proponował zwrot "bez zbędnej zwłoki".
- Rada Miasta pełni funkcje kontrolne. Ja, a także radni - Garbacz, Tokarz, Krauzowicz i Jagła prosimy niejednokrotnie o dokumenty i nie możemy ich uzyskać, a czasem potrzebujemy tych informacji tu i teraz - a ich nie mamy - argumentował radny Sięka.
- Żeby dochodziło do takich sytuacji, to chyba by było potrzeba dużo złej woli - wtrącił radny Hajnos. W odpowiedzi usłyszał "Adam, a z czym mamy teraz do czynienia?".
Anna Łapsa, naczelnik Wydziału Administracji i Kadr przypomniała, że urzędnicy mają swoje codzienne obowiązki. - Mam pisać uzasadnienie, że teraz, w tej chwili nie mogę wyciągnąć z archiwum danego dokumentu, bo nie mam czasu, bo nie ma pracownika, bo mam inne zlecone, terminowe prace? Nie wyobrażam sobie tego, że mam radnemu o tym napisać. Rozróżnijmy dwie sytuacje: "nie mam teraz czasu, proszę przyjść za dwa dni" - od "nie dam tego dokumentu wcale". Przy czym odmowa udostępnienia dokumentu i uzasadnienie tego, powinno być na piśmie, ale musimy mieć także czas na analizę, czy dany dokument może zostać przekazany. W ustawie nie ma zapisu, że dokumenty mają być wydawane "niezwłocznie" - przypomniała.
- W normalnej sytuacji nie ma problemu, ale tak nie mamy w tym urzędzie. Piszemy prośby - nie powiem, że groźby, mejle, zapytania i nie dostajemy informacji, które są nam potrzebne do podejmowania uchwał - powtarzał Jan Sięka.
- Nie neguję samego zapisu, ale jego kontekst. Trzeba go doprecyzować - podsumowała naczelnik Łapsa.
Po dwóch kolejnych godzinach ustalono, że projekt zmian w Statucie Miasta przedstawiony zostanie na kolejnym posiedzeniu Komisji Statutowej - za miesiąc, albo w listopadzie.
Sabina Palka


