Strach padł na część mieszkańców Nowego Targu, a przedmiotem obaw okazał się rudy obywatel.
W sprawie lisa widywanego przez nowotarżan w pobliżu osiedli wypowiedział się nawet radny. Marcin Jagła w swojej interpelacji zgłoszonej na sesji dopytuje burmistrza co ma zamiar zrobić z problemem. Z należyta powagą
Radny pisze o "narastającym problemie obecności lisów". Widywane mają one być na ul. Sikorskiego, Podtatrzańskiej czy Alei Solidarności.
"Zwierzęta te wzbudzają niepokój wśród mieszkańców oraz stwarzają potencjalne zagrożenie dla zdrowia i bezpieczeństwa ludzi" - alarmuje Marcin Jagła.
Burmistrz na pisemną interpelację wystosowuje jeszcze dłuższą, pisemną odpowiedź.
I pisze, że temat "żerujących lisów na osiedlach mieszkaniowych" traktowany jest przez urząd "z należytą powagą". Jednak zauważa, że obecność dzikich zwierząt w przestrzeni miejskiej jest coraz częstszym zjawiskiem, bo korzystają one z łatwego dostępu do pożywienia.
"Niewątpliwe jest, że zwierzęta te mogą budzić niepokój mieszkańców, zwłaszcza w kontekście przenoszenia chorób zakaźnych" - pisze w odpowiedzi burmistrz Grzegorz Watycha przypominając, że lisy są regularnie szczepione. Przyznając, że samorząd ma w sprawie dzikiej zwierzyny niewielkie kompetencje, burmistrz zawiadomił o sprawie Powiatowego Inspektora Weterynarii.
Były tu zawsze
A my z pytaniem czy jest się czego obawiać zwróciliśmy się do wieloletniego nowotarskiego leśniczego, a obecnie nadleśniczego Krzysztofa Przybyły.
- Nie ma czego się bać, lisy były tu zawsze. Problem w tym, że podchodzą bliżej, bo znajdują w pojemnikach na śmieci pokarm łatwiejszy do zdobycia niż w przestrzeni leśnej. Trzeba więc edukować ludzi, by nie zostawiali resztek jedzenia w otwartych pojemnikach. Lisy nie stwarzają zagrożenia, teren jest wolny od wścieklizny - podkreśla Krzysztof Przybyła.
Nadleśniczy zwraca też uwagę, że dzikie zwierzęta przyzwyczajają się do bliskości człowieka nawet nocą. W lasach jest coraz więcej bacówek, coraz częściej turyści wędrują także po zmroku, więc trudno się dziwić, że lisy uznają tą obecność za coś normalnego. Same jednak nie zaatakują.
Niedoliski i strachu wielkie oczy
Przypomnijmy, że pięć lat temu w Nowym Targu głośna była sprawa lisiej rodziny, która zadomowiła się nad Czarnym Dunajcem w pobliżu ścieżki rowerowej. Wówczas alarmy podnoszone przez wystraszonych przechodniów były na tyle silne, że miasto zapłaciło profesjonalnej firmie za wyłapanie zwierząt i wywiezienie ich do schroniska dla dzikich zwierząt w Mikołowie.
- Tam była cała rodzina, także "niedoliski" czyli młode szczenięta. Te małe liski zanim nabiorą nieufności do człowieka zdarza się, że podchodzą do ludzi, przechodniów, rowerzystów. A przecież wystarczył tydzień - dwa i te zwierzęta dorosłyby i przestałyby się tak zachowywać. Cała ta sytuacja nie przyniosła niczego dobrego. Schronisko nie jest dobrym miejscem dla zdrowych zwierząt - wspomina nadleśniczy.
Warto pamiętać, że Nowy Targ leży na granicy rezerwatu, otoczony jest lasami więc wizyta dzikiej zwierzyny nie powinna być niczym zaskakującym.
Józef Figura



