Radni Zakopanego i urzędnicy ostrzegają przed kryzysem w planowaniu przestrzennym. Brak planu ogólnego i miejscowych planów zagospodarowania dla kluczowych ulic - Kościeliskiej, Skibówek i Krzeptówek - może doprowadzić do wstrzymania nie tylko nowych inwestycji, ale i zwykłych remontów. Część radnych apeluje o szybkie działania, inni zwracają uwagę na zaległości, ryzyko kontrowersji i zmarnowanie środków. Brak możliwości legalnych inwestycji może też doprowadzić do samowoli budowlanych.
W Zakopanem coraz głośniej mówi się o konieczności przyjęcia miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego. Ich brak od 1 lipca przyszłego roku oznacza dla mieszkańców i miasta prawdziwy urbanistyczny paraliż. Bez planu ogólnego i miejscowego nie będzie możliwe ani rozpoczęcie nowych inwestycji, ani prowadzenie podstawowych remontów.Samowole budowlane i stracone lata
Radni zwracają uwagę, że brak decyzji otworzy drogę do samowoli budowlanych i chaosu inwestycyjnego.
- Będą nas obarczać brakiem tych decyzji. Wyleją się samowole budowlane. To są realne konsekwencje niepodjęcia decyzji - dodaje Jóźkiewicz.
Wiceburmistrz Bartłomiej Bryjak podkreśla, że obecne problemy są efektem wieloletnich zaniedbań.
- Ubolewam, że przez ostatnie 10 lat nikt się nie troszczył o plany nie tylko Skibówek, Kościeliskiej i Krzeptówek. W ciągu jednego roku nie da się nadrobić 10-letnich zaległości - mówił wiceburmistrz.
2500 wniosków i ograniczony czas
Na biurku urzędników leży obecnie około 2500 wniosków dotyczących zmian w planie ogólnym. Jak podkreśla Marta Gratkowska z zakopiańskiego urzędu, skala problemu będzie ogromna w momencie jak opóźni się przyjmowanie planu ogólnego.
- Jeżeli nie zrobimy nic, to będzie tak, że ktoś ma działkę budowlaną i nie może na niej nic zrobić, bo nie postarał się o WZ. Ta uchwała jest potrzebna, bo plan zagospodarowania jest lepszy od wydawania Warunków Zabudowy - wyjaśnia.
Koszty i wątpliwości radnych
Nie wszyscy radni są jednak przekonani do przyspieszonej procedury. Wojciech Tatar przestrzega przed powtarzającymi się błędami i chaotycznym głosowaniem.
Problemem pozostają również koszty. Opracowanie planu ogólnego to wydatek rzędu 700 tys. zł, a przygotowanie planu miejscowego to dodatkowe koszty. Jak szacuje Marta Gratkowska z Urzędu Miasta, koszt dokumentu może wynieść ok. 100 tys. zł. Radni obawiają się jednak, że pieniądze zostaną wydane, a urzędnicy i tak nie zmieszczą się w czasie i projekt przepadnie.
Między ochroną miasta a interesami mieszkańców
Radny Paweł Strączek apeluje o równe traktowanie różnych części Zakopanego.
- Chciałem podziękować, że troszczycie się o mieszkańców ulic Kościeliska, Skibówki i Krzeptówki, ale co z Zakopanem? Czy Harenda jest znowu gorsza? - pyta. Również na wjeździe do Zakopanego nie ma planu zagospodarowania przestrzennego.
Z kolei Zbigniew Szczerba zwraca uwagę, że przyjęcie planów nie oznacza od razu możliwości realizacji inwestycji. Ten paraliż inwestycyjny i tak powstanie.
- To nie da możliwości realizacji inwestycji, ale zapewni możliwość pracy nad planem - stwierdza.
Choć radni różnią się w ocenie priorytetów, zgodni są w jednym: czas ucieka. Jeśli do 1 lipca 2026 roku nie zostanie uchwalony plan ogólny ani miejscowe plany zagospodarowania przestrzennego, Zakopane stanie przed poważnym kryzysem urbanistycznym.
- Nam chodzi o to, żeby ten paraliż trwał jak najkrócej. On będzie, ale chcemy go zminimalizować - zaznacza Gratkowska.
em/r



Ciekawe jak w innych miejscowosciach