NOWY TARG. Matematyka w Nowym Targu nie ma szans być uznana za "królową nauk", bo jest nią historia. Przynajmniej dopóty, dopóki opowiadała o niej będzie pani profesor Ludmiła Figiel - taka refleksja przyszła mi do głowy po czwartkowym wieczorze w "Jatkach".
Przedstawiać pani profesor w Nowym Targu nie trzeba, tylko więc dla porządku: wieloletnia pedagożka i historyczka w "Goszczyńskim", związana z nim od lat 70. ubiegłego stulecia, pisarka, autorka esejów i książek o ludziach, miejscach, wydarzeniach. Spod jej pióra wyszły m.in. pozycje: "Jubileusz Goszczyńskiego. Pierwsze sto lat", "Srebrne Jatki. 25 lat Galerii Sztuki w Nowym Targu", "Uwaga! Nisko latające anioły", czy w końcu baśnie "Magiczny Nowy Targ i Księga Historii Zakręconych", napisane wspólnie z nowotarskim poetą Krzysztofem Kokotem, których promocja odbyła się niespełna trzy tygodnie temu. W czwartkowy wieczór "Jatki" znowu - jak zawsze, przy okazji prelekcji pani profesor - były pełne, tym razem Ludmiła Figiel zabrała swoich słuchaczy na spotkanie z Leonardem da Vinci. Nie takim jednak, jakiego wszyscy znamy. Bo tematem opowieści i multimedialnej prezentacji pt. "Podejrzany: Leonardo da V." były plotki i anegdoty, poświadczone - oczywiście - źródłowo. Zarówno o nim samym, jak i ludziach z jego otoczenia - choćby tajemniczych bywalcach pracowni, czy księciu Lodovicu Sforzy, i o czasach, w jakich przyszło im żyć. Tych plotek i anegdot, których próżno by szukać w historycznych podręcznikach, pani profesor zna całą masę, trzeba więc było dokonać wyboru. Podczas 1,5-godzinnej, fascynującej podróży w lata włoskiego Renesansu, czasu starczyło tylko na pierwszy mediolański etap życia Leonarda - "geniusza i człowieka o niezwykłej serdeczności bycia, myślenia i spojrzenia", jak określała go Ludmiła Figiel, czyli okres od 1482 do 1499 roku. Nie sposób tu streścić tych opowieści pani profesor, rzucających nowe światło na życie i twórczość Leonarda, "złotego młodzieńca, super przystojnego mężczyzny, muskularnego, pięknego, o długich, bardzo pielęgnowanych włosach w kędziorach, o twarzy z elegancko wypielęgnowanym zarostem i w ekstrawaganckich ubraniach, bo ubierał się tak, jak nikt w tamtych czasach. No po prostu Michał Szpak i koniec. Różowe pończochy z czarnymi getrami świecącymi, pomarańczowa tunika, przykrótka, jak na ówczesne czasy i różowo-wiśniowy płaszcz. To przecież był rajski ptak!".
Było o wojnach, mordach, trucicielach, kochankach i złodziejach, o zamówieniach, z których Leonardo da Vinci się nie wywiązywał i sądach, przed którymi stawał, gdy pieniądze wziął, wydał, a obrazu nie namalował. Było i o winie, którego spożycie w tamtych czasach wynosiło 400 litrów rocznie na głowę i o niesamowitych spektaklach teatralnych - prekursorach dzisiejszych horrorów, które Leonardo tworzył. I był nawet przepis na węgorza w pomarańczach, który zanotował, a które to danie umieścił na swojej "Ostatniej wieczerzy", mimo że - jako ryba niekoszerna, nieczysta - nigdy się na żydowskim stole pojawić nie powinna.
1,5-godzinne plotkowanie o Leonardzie, w ramach cyklu "Mam wam coś do powiedzenia", było prawdziwą duchową ucztą i piszący te słowa nie zgadza się zupełnie z Ludmiłą Figiel, że zapowiedziane w programie rozprawienie się przez nią z mitami i faktami zawartymi w "Kodzie Leonarda da Vinci" Dana Browna, to już by było na jeden wieczór za dużo. Bo nie byłoby. Chociaż z drugiej strony, będzie pretekst do kolejnego spotkania w znów wypełnionych do ostatniego miejsca "Jatkach".
Piotr Dobosz
























































