Burzliwa atmosfera, krzyki mieszkańców, zrywające się quorum i interwencja straży gminnej - tak zakończyła się sesja Rady Gminy Kościelisko, na której miał zostać uchwalony długo wyczekiwany plan zagospodarowania przestrzennego. Dokument przygotowywany od dziewięciu lat znów utknął w martwym punkcie.
W Kościelisku po raz kolejny nie udało się uchwalić planu zagospodarowania przestrzennego. Dokument, nad którym urzędnicy i radni pracują od niemal dekady, miał wreszcie uporządkować kwestie zabudowy w części miejscowości. Dla wielu mieszkańców to kluczowa sprawa - bez planu nie mogą rozpocząć budowy domów.- Ludzie czekają tu po dziewięć lat, żeby postawić dom dzieciom - przypominał radny Władysław Długosz, apelując o zakończenie dyskusji i przejście do głosowania.Jednak nie wszyscy chcieli, by plan został przyjęty w obecnym kształcie. Część mieszkańców uważa, że przewidziana liczba terenów budowlanych jest zbyt duża i grozi utratą wiejskiego charakteru Kościeliska. Inni są rozczarowani, że ich działki nie zostały objęte możliwością zabudowy. Jeszcze kolejni uważają, że zakaz lokalizowania inwestycji takich jak tartak, czy skup złomu, to zbyt restrykcyjne przepisy.
Nerwowa atmosfera i interwencja straży
Emocje rosły z każdą minutą. Mieszkańcy przysłuchujący się obradom sami zaczęli przekazywać sobie mikrofon, nie czekając na udzielenie głosu. W pewnym momencie wiceprzewodniczący rady - Paweł Michniak, który prowadził obrady, poprosił o pomoc funkcjonariusza straży gminnej, by odebrał mikrofon osobom, które nie chciały go oddać.
Na sali panował chaos, a wzajemne oskarżenia o brak szacunku i manipulacje tylko podgrzewały atmosferę.
- Dość bicia piany i ustawiania po kątach! - mówili rozgoryczeni mieszkańcy.
Radni opozycyjni wyszli z obrad
Gdy wniosek o ponowne odesłanie planu do komisji został odrzucony stosunkiem głosów 7 do 7, opozycja wobec wójta straciła większość - jedna z radnych nie przyszła na posiedzenie. W tej sytuacji kilku radnych opozycyjnych opuściło salę, zrywając quorum i uniemożliwiając kontynuację sesji.
- Nie dam się szantażować w ten sposób! - mówił radny Mateusz Stopka-Gadeja, wychodząc z obrad.
Były przewodniczący rady, Artur Bukowski, ostrzegał, że to decyzja, której skutki mogą być poważne: - Jeżeli dziś nie uchwalimy tego planu, to pójdzie on do kosza - stwierdził.
Ostrzeżenia i wzajemne pretensje
Z kolei radny Władysław Bętkowski przekonywał, że argument o czasie nie może być używany jako nacisk: - Czas jest ważny, ale nie może być straszakiem. Nie chcemy podejmować decyzji w atmosferze presji.
Pół miliona złotych i lata pracy na szali
Zerwanie sesji oznacza, że los planu zagospodarowania znów jest niepewny. Na przygotowanie dokumentu wydano już około 350 tys. zł - tyle kosztowała praca planisty. Do tego należy doliczyć diety radnych i godziny pracy urzędników, co łącznie daje nawet pół miliona złotych.
- Dziewięć lat pracy może trafić do kosza przez polityczne przepychanki - komentowali po sesji mieszkańcy.
Niektórzy z nich nie kryli złości wobec radnych, którzy opuścili salę. - Wybraliśmy was po to, żebyście nas reprezentowali, a nie uciekali, gdy trzeba głosować! - mówili głośno, domagając się od nich złożenia mandatów.
Co dalej z planem?
Na razie nie wiadomo, kiedy rada ponownie podejmie temat planu. Jeśli nie uda się uchwalić dokumentu, część terenów Kościeliska może pozostać bez regulacji planistycznych, a każda nowa inwestycja będzie wymagała indywidualnych decyzji.
er/

















