Podczas czwartkowej (23 października) sesji Rady Miasta Zakopanego emocje sięgnęły zenitu. Na sali pojawiła się mieszkanka miasta, poruszająca się o kuli, która przyniosła ze sobą kawałek spleśniałego chleba. Jak tłumaczyła - to symbol jej codzienności i trudnych warunków, w jakich żyje razem z niepełnosprawnym synem w miejskim budynku przy drodze Przewodników Tatrzańskich.
- Ja jestem biedna, ale godność mam! - krzyczała przez łzy kobieta, trzymając chleb w dłoni. - Te mieszkania, co pan burmistrz sprzedaje, to ja proszę o jedno godne lokum dla mnie i mojego syna. Daję wam ten spleśniały chlebuś, żebyście zobaczyli, jak wygląda nasze życie. Życzę wam smacznego.Na sali zapanowała cisza. Niektórzy radni mieli łzy w oczach. Kobieta opowiadała, że w jej mieszkaniu od lat utrzymuje się wilgoć i pleśń, a mimo wielokrotnych interwencji jej sytuacja się nie poprawiła.Do wystąpienia odniósł się burmistrz Łukasz Filipowicz, który potwierdził, że mieszkanka wielokrotnie zwracała się do urzędu z prośbą o poprawę warunków.
- Pani jest bardzo emocjonalna, bo ostatnio poczuła się urażona słowami jednego z radnych i przyszła dziś ponownie zabrać głos. Faktycznie mieszka w lokalu socjalnym, który kilka lat temu otrzymała z zasobów miasta. Poprzedni burmistrz zlecił tam remont i poprawę wentylacji - mówił Filipowicz.
Jak dodał, urząd kilkakrotnie proponował kobiecie inne mieszkania, ale żadne nie spełniło jej oczekiwań.
- Dwukrotnie, a nawet trzykrotnie przedstawialiśmy propozycje lokali, lecz pani odmawiała. Nie odpowiadał jej metraż ani lokalizacja. Niestety, gmina nie ma takiej liczby wolnych mieszkań, by każdy mógł wybierać. Obecnie na przydział lokalu czeka 76 rodzin.
em/r



