26.10.2025, 17:44 | czytano: 8934

Gdy nie ma się rąk... dzieją się cuda. Bo dla Anny Krupy określenie nie da się - nie istnieje (film)

Anna Krupa. Zdj. Józef Figura
- Pan poczeka, muszę tylko samochód odprowadzić do mechanika - mówi szybko Anna Krupa zanim złapie za klamkę małego auta. Tyle, że to złapanie, a potem chwytanie za kierownicę wymyka się przyjętym wyobrażeniom. Bo ona wszystko robi za pomocą stóp.
Niewielki, drewniany dom przy drodze w Piekielniku niczym się nie wyróżnia. Podobnie jak i na pierwszy rzut oka, niczym nie wyróżnia się jego właścicielka. Niewysoka góralka, z prostą fryzurą z przedziałkiem pośrodku i bystrym spojrzeniem. Na twarzy uśmiech mimo zmęczenia. Bo na okrągło - można by powiedzieć - ma pełne ręce roboty. Jakby to paradoksalnie nie zabrzmiało.
Po przekroczeniu progu w oczy rzuca się bałagan. Co i rusz widać posegregowane stosy odzieży, a w salonie igliwie na nagrobne wieńce. Pierwsze to pokłosie akcji "Ciepło od Serca" czyli kolejnej zbiórki odzieży. Ta trafia do potrzebujących, którzy zgłosili takie zapotrzebowanie. Każdy dostaje to, co potrzebuje. Drugie to przygotowanie do kiermaszu na Wszystkich Świętych. Dochód także trafi na konto Stowarzyszenia, które założyła, a któremu nadała samospełniającą nazwę: Da się!

Bo w słowniku Anny określenie "nie da się" wydaje się nie istnieć. Od dzieciństwa.

Sztuka obierania ziemniaka


Urodziła się bez obu rąk. Nie wie, jak to jest wykonywać czynności korzystając z palców dłoni. Bo dłoni nie ma. Choć mówi, że lubi czynności manualne.

- Jak byłam dzieckiem koniecznie chciałam wykonywać domowe czynności jak choćby obieranie ziemniaków. Mama nie bardzo chciała mi na to pozwalać, żebym się nie skaleczyła ostrym nożem. To zabierałam się do roboty jak tylko przychodziłam ze szkoły a rodzice jeszcze nie wrócili z pola. I kombinowałam czy to skrobaczką czy nożem, jak ziemniaka utrzymać, by nie spadał na podłogę. Przecież nikt nie chciałby takiego jeść. I opracowałam własną metodę. Jak mama widziała, że ziemniaki są ugotowane to w końcu machnęła ręką - wspomina.

W codziennych czynnościach nie miała kogo naśladować. W końcu wszyscy mieli ręce i nikt nie miał takiego problemu jak ona. Ale uparta góralka nie dawała za wygraną.

Nauka na pomysłowym stopniu


Do szkoły poszła jak wszystkie dzieci z sąsiedztwa. By sobie radzić, tata - stolarz zrobił jej specjalny stolik. Miała siedzisko wyżej, a pulpit jakieś dwadzieścia centymetrów nad ziemią. Dzięki temu mogła złapać długopis i kaligrafować literki tak jak każde inne dziecko. Choć zupełnie inaczej. Ale z nauką problemów nie miała. I skończyła podstawówkę, poszła do liceum w Jabłonce, a potem przeniosła się do Czarnego Dunajca do liceum Salezjanów.

I choć po maturze zarzekała się, że to koniec z edukacją, wkrótce zrozumiała, że studia otwierają jej nowe perspektywy. I rzuciła się w wir nauki. Zrobiła licentjat z marketingu i zarzadzania, a potem magisterkę z pracy socjalnej. A ponieważ znalazła pracę w szkole integracyjnej w Czerwiennem, kolejnym kierunkiem była pedagogika ze specjalizacją oligofrenopedagogiki.

Tuląc się do barierki


Jak wspomina, pierwszy rok zaocznych studiów zaliczyła dojeżdżając na każde zajęcia z Piekielnika. Autobusami. Wyjeżdżała przed szóstą, wracała po dwudziestej trzeciej. A przecież trzeba było się jeszcze uczyć.

Kolejny rok skorzystała z mieszkania, które udostępniła jej uczelnia. Życie w Krakowie to także nowe doświadczenia. Jak choćby jazda w zatłoczonym tramwaju. Wszyscy stoją, ale ona jedna nie ma się jak złapać barierki. Dobrze, gdy udawało jej się zająć miejsce tak, by się do niej przytulic, ale nie zawsze to było możliwe. Musiała balansować. I tak balansowała wśród innych kończąc kolejne kierunki.

Choć zdarzały się przypadki zaskakujące.

- Pamiętam jak kiedyś czekałam na autobus na przystanku na żądanie. Machnęłam nogą, ale może niezbyt wyraźnie, może kierowca nie zwrócił na to uwagi i nie zatrzymał się. Starsza pani, która to widziała, powiedziała "trzeba rękami zamachać".

- Tylko trzeba te ręce mieć - odpowiedziałam i widziałam, jak się zmieszała.

Pomoże mi pani w toalecie?


Życie z niepełnosprawnością wymaga często zwrócenia się o pomoc. Anna tłumaczy to na swój sposób. Przecież każdy spośród "sprawnych" ludzi też ma takie sytuacje, gdy z czymś sobie nie radzi, gdy musi zwrócić się o wsparcie. Bo ktoś będzie świetnym fizykiem, a nie będzie potrafił zmienić koła w aucie, ktoś inny świetnie gotuje, a nie zna rachunku prawdopodobieństwa.

Tylko, że rzadko się zdarza, by musiał nieznajomego poprosić o pomoc w... toalecie.
- To są najtrudniejsze chwile. Także dla tych, do których się z taką prośbą zwracam. Ale zwykle chętnie pomagają - wspomina, choć bywało, że ktoś się odwrócił i szubko próbując się wykręcić brakiem czasu.

Emilka


Kilkanaście lat temu w życiu Anny pojawiła się najważniejsza osoba. To Emilka, ukochana córeczka, którą od początku wychowywała sama. Tylko jak zająć się niemowlęciem nie mając rąk?

Początkowo pomagała jej siostra, która jest pielęgniarką. Przez dwa tygodnie uczyła, jak kąpać, pielęgnować, ubierać, karmić maluszka. Tyle, że to była teoria, która Anna musiała przerobić na praktykę. I nauczyła się kąpać dziewczynkę stopami, posypać pudrem, ubrać, zmienić pieluszkę. W opiece wspierał ją brat, gdy z czasem chodziła do pracy, a ktoś musiał z dzieckiem zostać w domu.

Nie da się - nie istnieje


Żeby usiąść do wywiadu robimy porządek na dużym stole. Ale to dopiero pierwszy krok w stronę marzeń założycielki Da Się! Na razie jej centralnym punktem jest dom Anny, który teraz wygląda jak po przejściu huraganu.

Prawdziwym wyzwaniem będzie zakup działki pod domki chronione. Choć patrząc na niewielki domek Anny i stare ubrania ze zbiórki można by się złapać za głowę. Co innego zbiórka organizowana w porywie serca, a co innego inwestycja idąca w miliony. Wygląda jednak na to, że w słowniku założycielki stowarzyszenia określenia "nie da się" nie istnieje.

- Najpierw chcemy zakupić działkę, by zbudować domki chronione. To nasz główny cel. Plan jest taki, by postawić siedzibę główną, gdzie byłby gabinet lekarza, pielęgniarki, stołówka i nasze biuro, by gdzieś też mieć jakiś kąt. I oprócz tego małe domki, w których osoby niepełnosprawne bądź niesamodzielne będą samodzielnie funkcjonować bądź uczyć się samodzielnego funkcjonowania. Bo bywa, że są rodzice, którzy swoje niepełnosprawne dzieci owijają - jak ja to mówię - folią bąbelkową i nie pozwalają im się rozwijać i usamodzielnić. A przecież kiedyś ich zabraknie i co wtedy?

Jeszcze nie maja pieniędzy, lokalizacji, pomysłu, bo "Da Się" funkcjonuje zaledwie od czerwca. Ale wiara góry przenosi. A Anna jest osobą bardzo wierzącą.

Człowiek bez barier


Nieoczekiwanie dla siebie Anna Krupa została półfinalistką konkursu "Człowiek bez Barier 2025". Trwa głosowanie na nagrodę publiczności. Trzeba kliknąć przy wybranym kandydacie "oddaj głos" i potwierdzić to w mailu.

" Człowiek bez Barier - nagroda publiczności"

Głosowanie trwa do 6 listopada.

Józef Figura

Może Cię zainteresować
komentarze
Maria Gałdyn28.10.2025, 16:02
Podziwiam Cię, czuję wobec Ciebie uznanie, szacunek i zachwyt.
Wyrażam podziw, mówiąc, że jest się pod wrażeniem tego, co zrobiłaś.
Podziwiam Twoje sukcesy, zdolności, umiejętności, cech charakteru i osiągnięć.
jasne że tak27.10.2025, 21:21
A tata Emilki nie pomaga czy mu żona nie pozwoli...
Ewelina27.10.2025, 18:51
Zagłosowane również:)
GB27.10.2025, 16:12
powodzenia ,BRAWO.
Mn27.10.2025, 08:53
Podziwiam i życzę powodzenia w dalszych planach
I>O27.10.2025, 08:37
Zagłosowane :)
Gosia27.10.2025, 08:31
Pani Aniu.
Wielki szacunek dla Pani.życzę dużo zdrówka i chylę czoło przed Panią
Ola26.10.2025, 21:41
Podziwiam! Trzymam kciuki za realizację planów!
Ewelina26.10.2025, 20:28
Podziwiam bardzo panią Anie I wielki szacunek dla niej :) wiele młodych dziewczyn z dziecmi powinno z pani wziac przykład
Lucek26.10.2025, 19:55
Jak ktoś jest zdrowy to ma sto problemów (bo to nowe auto trzeba kupić, to pomalować dom itd.) człowiek chory ma tylko jeden-brak zdrowia. Ta Pani to chodzący bohater.
wodnik szuwarek26.10.2025, 19:52
Podziwiam Pani Aniu powodzenia
jan26.10.2025, 19:11
A inni z rękami muszą mieć 800+
takitam.26.10.2025, 19:08
no i co na to panie/panowie typu "dej, bo mie siem nalerzy!", "dej bo mam horom curke", "dej bo ty masz, a ja jeste samotnom madkom"???
piotrek26.10.2025, 18:04
szacunek ...
Może Cię zainteresować
Zobacz pełną wersję podhale24.pl