Plany przywrócenia narciarstwa na Nosalu ponownie trafiają do zamrażarki. Z powodu braku decyzji środowiskowej i wycofania wniosku o budowę ujęcia wody w rejonie potoku Foluszowego, inwestycja utknęła w administracyjnym impasie. Tym samym wizja nowoczesnej stacji narciarskiej na granicy Tatr i Zakopanego staje się coraz bardziej odległa.
Nosal od lat pozostaje symbolem nie tylko sportowej tradycji Zakopanego, ale i narastającego sporu między przyrodnikami a inwestorami. Reaktywacja stoku, który przed laty tętnił życiem, wymagałaby rozbudowanej infrastruktury,w tym także systemu naśnieżania. Aby stk mógł działać, konieczne jest ujęcie wody na potoku Foluszowym, znajdującym się na terenie Tatrzańskiego Parku Narodowego (TPN).W praktyce oznacza to brak podstaw do dalszych działań i kolejne opóźnienie w procesie przywracania stoku do życia.
Według dokumentów opublikowanych w Biuletynie Informacji Publicznej, projekt zakładał budowę ujęcia wody wraz z kolektorem doprowadzającym ją do planowanej stacji narciarskiej Nosal. Zgodnie z przepisami przedsięwzięcie zostało zaliczone do tych, które mogą znacząco oddziaływać na środowisko. Wymagało więc szerokiej oceny ekologicznej i konsultacji społecznych.
Postępowanie toczyło się od 2024 roku, jednak po serii uzupełnień, zawieszeń i sprzeciwów - zostało ostatecznie zakończone bez rozstrzygnięcia.
TPN, który formalnie był wnioskodawcą, zrezygnował z kontynuacji procedury, co automatycznie wstrzymało cały proces uzyskiwania pozwoleń na budowę.
Dla branży turystycznej decyzja ta to kolejny cios. Nosal - niegdyś jeden z najpopularniejszych stoków narciarskich w Polsce - od lat pozostaje nieczynny. Próby jego reaktywacji hamują kwestie formalne, ale też coraz trudniejsze warunki klimatyczne.
Ostatnie zimy jasno pokazały, że bez śnieżenia utrzymanie trasy w Zakopanem jest niemożliwe. Zmienne temperatury i brak naturalnych opadów sprawiają, że sezon trwa zaledwie kilka tygodni.
Od kilku lat mówi się o kompleksowej rewitalizacji terenu, która miałaby połączyć tradycję sportową z nowoczesną infrastrukturą turystyczną. Jednak każda kolejna próba kończy się na etapie uzgodnień z Tatrzańskim Parkiem Narodowym i sprzeciwem ekologów.
Dla Zakopanego i całego Podhala brak nowych inwestycji narciarskich to nie tylko kwestia sportu, ale i gospodarki. Zimowy sezon generuje znaczną część przychodów regionu. Bez czynnych stoków kurorty, pensjonaty i restauracje notują coraz słabsze wyniki.
Wielu przedsiębiorców apeluje o znalezienie kompromisu między ochroną przyrody a rozwojem infrastruktury. Przyrodnicy z kolei zwracają uwagę, że inwestycje w Tatrzańskim Parku Narodowym niosą ryzyko nieodwracalnych zmian w środowisku.
Na razie wydaje się, że to właśnie argumenty ekologiczne ponownie przeważyły.
e/s



Gdzie narciarstwo, gdzie kultura, gdzie ten słynny pępek świata? Został kicz i deweloperka