Gdy występowali w przerwach między tercjami hokejowej ekstraligi niektórym wydawało się, że to lodowiskowa egzotyka wyrastająca w cieniu gigantów uganiających się profesjonalnie za krążkiem. Po latach okazuje się, że "zwyrtanie" na lodzie staje się ulubionym sportem młodych góralek.
Tafla nowotarskiego lodowiska zapełnia się dziećmi już o szóstej rano. Pół godziny wcześniej na obowiązkową rozgrzewkę przychodzą nawet siedmiolatki, by potem spędzić kolejne 45 minut na lodzie. Pod okiem trenerek ćwiczą skoki, piruety czy sekwencje kroków. Wszystko, by zdążyć przed szkołą, a potem na drugi trening już po w nauce. Nie ma taryfy ulgowej, jest pot, zmęczenie, są upadki więc i ból, a wszystko, by dopracować do perfekcji najdrobniejszy element lodowej choreografii. Łucja Garbarczyk ma dziesięć i niemal połowę swego życia jeździ na lodzie. Na treningi zaczęła przychodzić cztery lata temu i nie zamierza przestać, a wczesna pora nie jest wyzwaniem.- Sama wstaję, mama nie musi mnie budzić - podkreśla rezolutnie dodając, że w sportowym dorobku ma już trzy trzecie miejsce na zawodach.
Na początku był Czarny Dunajec
Wszystko rozpoczęło się o pokazu na otwarcie lodowiska w Czarnym Dunajcu. To tam Dorota Pieńkoś przygotowała pokaz i zapoczątkowała łyżwiarską szkółkę, która działa do dziś. Ma swoje osiągnięcia, także utytułowanych zawodników.
Szybko okazało się, że Czarny Dunajec przyciąga coraz więcej amatorów piruetów z Nowego Targu. A skoro tak, to nie pozostawało nic innego jak aktywować klub w Stolicy Podhala. Plusem nowego miejsca jest nie tylko potencjał, jeśli chodzi o liczbę chętnych do uprawiania sportu, ale także zaplecze. Hala lodowiska czynna niemal przez cały rok pozwala na profesjonalne treningi. Szybko udało się wpasować zajęcia figurowe pomiędzy treningi hokeja, z którego słynie Nowy Targ. I powoli Zwyrtany zaczął zdobywać coraz większą popularność.
Zwyrtana lublinianka
- Nazwę wymyśliła moja mama podobnie jak i projekt logo - przyznaje Dorota Pieńkoś, rodowita... lublinianka. - Przez lata przyjeżdżałam trzy razy w tygodniu z Krynicy-Zdroju na treningi do Czarnego Dunajca, a potem także Nowego Targu. Tak to funkcjonowało, dopóki nie rozpoczęliśmy profesjonalnego szkolenia i wzbogaciliśmy się o kolejnych trenerów, którzy mieszkają na miejscu. W końcu ja również przeniosłam tu swoje życie. Tym sposobem mamy treningi codziennie od poniedziałku do piątku.
Trenerki prowadzą także zajęcia dla amatorów w ramach darmowego programu "Chodź na Łyżwy". Tu zajęcia odbywają się dwa razy w tygodniu i wzbogacone są o zajęcia taneczne na sali. W sumie trzy godziny ćwiczeń dla dzieci i młodzieży stawiających pierwsze kroki na lodzie. I także sposób na wyławianie utalentowanego "narybku" dla klubu.
Ukraińskie wsparcie
Trwa trening - po rozjeździe przychodzi czas na kolejne elementy, które ćwiczą pod okiem Uliany Nowolitskiej, drugiej trenerki pochodzącej z Ukrainy. Dziewczyny w różnym wieku wytrwale wykonują kolejne elementy. Wśród nich jest także męski "rodzynek" Gleb Kliutskovskyi, wicemistrz Polski, wychowanek Uliany. Wszyscy szybko rozjeżdżają po tafli, trudno zliczyć je w ruchu. Ale jak podsumowuje Dorota Pieńkoś, zawodników trenujących w klubie jest 64, a jeśli doliczyć szkółkę to grubo ponad setka miłośników łyżwiarstwa mniej lub bardziej profesjonalnie obraca się na lodowej tafli.
Tato, wstawaj!
Jednak klub nie rozwijałby się tak prężnie, gdyby nie rodzice. To właśnie oni nie tylko wspierają pasję swych pociech, ale także muszą przykładać się do ich sukcesu. I nie chodzi tylko o starty w zawodach czy motywowanie, ale także codzienny udział w porannym przygotowaniu czy dowożeniu na trening.
Milena i Jowita, córki Michała Szopińskiego mają 8 i 11 lat.
- Przyszliśmy po prostu nauczyć się jeździć i tak już zostaliśmy - wspomina tato. - To było jeszcze w pandemii. I spodobało się im, mimo że trzeba wstawać tak wcześnie. Dodatkowo w szkole chodzą do klasy o profilu łyżwiarskim, więc po treningu czekają je dwie kolejne lekcje łyżwiarstwa w szkole, a po nauce kolejny trening. To wymaga od nich wielu wyrzeczeń - Michał Szopiński.
Jak dodaje, receptą są chęci. I nawet jeśli czasem, trzeba je zdopingować, gdy przychodzą chwile załamania, to dziewczyny potrafią je przezwyciężyć.
- Roksana sama się budzi, ogarnia się i to ja muszę się spinać, by na 5.35 była na lodowisku - zauważa ze śmiechem jej tata, Grzegorz Szlembarski.
Skoro mamy lodowisko
Jedną z inicjatorek powstania klubu w Nowym Targu była Anna Migacz, która początkowo swą córkę Kasię woziła do Czarnego Dunajca.
- Dużo dzieci przyjeżdżało tam z Nowego Targu więc postanowiliśmy tu założyć klub tu, u siebie, tym bardziej, że mamy swoje lodowisko.
Katarzyna zaczynała od siódmego roku życia, a teraz ma już 17 i chodzi do technikum. Tu już zajęć jest więcej, trudniej zorganizować czas i choć miała rok przerwy to chętnie wróciła do treningów,
Miłość o poranku
Dziś Zwyrtany to klub, który choć ma krótką historię to już coraz dłuższą listę zawodników, którzy znajdują się w kadrze Małopolski. Dzieci dostają się też do finałów Mistrzostw Polski, zajmują miejsca w pierwszych dziesiątkach, a trenujące grupy liczą coraz więcej osób
Czy trudno ogarnąć taka gromadę podczas zajęć?
- Ja to kocham, dla mnie to przyjemność. Te bardzo wczesnoporonne godziny treningów nie są łatwe ani dla zawodników, ani trenerów, ale łączy nas wszystkich miłość do tego sportu - przyznaje Dorota Pieńkoś.
Złota Łyżwa czeka na doping
15-16 listopada Zwyrtany organizuj kolejne zawody O Złotą Łyżwę Podhala, podczas których wystąpi ponad 130 zawodników z Polski, ale i Słowacji.
- Wstęp jest wolny, zapraszamy na trybuny, bo będzie to prawdziwe święto łyżwiarstwa figurowego. Zapraszamy na trybuny, bo będzie dużo emocji i pięknych doznań - podkreśla trenerka.
Józef Figura


















































































