W Gminie Kościelisko nie będzie podwyżek podatków od nieruchomości na 2026 rok. Radni stosunkiem głosów 6 do 7 odrzucili projekt uchwały, który zakładał waloryzację stawek o około 4,5-5 procent. Jak informowali urzędnicy planowana podwyżka była zgodna z poziomem krajowej inflacji i limitem ogłoszonym przez Ministerstwo Finansów. Decyzja radnych oznacza, że do budżetu nie wpłynie ponad 350 tysięcy złotych.
Propozycja podwyżki została odrzucona mimo rekomendacji skarbnika oraz wcześniejszej akceptacji na posiedzeniach komisji. Dla wielu osób z urzędu i radnych decyzja była zaskoczeniem. - Byliśmy przekonani, że projekt przejdzie, bo na komisjach nie pojawił się ani jeden sygnał sprzeciwu - mówił radny Artur Bukowski, pytając, dlaczego część radnych zmieniła zdanie.Najwięcej zastrzeżeń mieli członkowie klubu radnych opozycyjnych do wójta, którzy zagłosowali przeciw. Podkreślali, że mieszkańcy są zmęczeni corocznymi podwyżkami i że stawki w Kościelisku są już wyższe niż w gminach ościennych.
- Od maja, odkąd jestem radnym, co miesiąc słyszę pretensje, że znowu podnosimy podatki. Inflacja wynosi trzy procent, a podwyżka miałaby być pięcioprocentowa. Tak się nie da - komentował przewodniczący klubu Mateusz Stopka-Gadeja.
Zwrócił również uwagę, że przedsiębiorcy chętniej rejestrują działalność poza Kościeliskiem, gdzie stawki są niższe.
- Sam, gdybym miał zakładać firmę, zrobiłbym to w sąsiedniej gminie. I nie z braku patriotyzmu, tylko z czystej kalkulacji - mówił Stopka-Gadeja.
Skarbnik gminy nie kryła zaskoczenia decyzją. Wskazywała, że bez waloryzacji realne wpływy maleją, a rosnące koszty inwestycji i usług publicznych sprawiają, że gmina będzie musiała szukać oszczędności lub zadłużać się, aby pokryć wkład własny w planowanych zadaniach. Przedstawiła również konkretne wyliczenia: dla standardowego domu o powierzchni 200 m? i działki 600 m? podwyżka wyniosłaby zaledwie 31 zł rocznie, a w przypadku małej działalności gospodarczej - ok. 135 zł.
W trakcie dyskusji ie zabrakło ostrych wypowiedzi. Paweł Michniak ostrzegał, że brak 350 tysięcy w budżecie to realne ograniczenie inwestycji.
Podobnego zdania był radny Artur Bukowski, który apelował o odpowiedzialność finansową. - Takie decyzje doprowadzają do sytuacji, w której za dwa-trzy lata stawki trzeba będzie podnieść o 20 procent naraz. To krótkowzroczność i populizm - mówił.
Odpowiedzią na te słowa była riposta radnych sprzeciwiających się podwyżkom. Władysław Bętkowski przekonywał, że zanim gmina sięgnie do kieszeni mieszkańców, powinna uszczelnić system podatkowy i zająć się nieuczciwymi deklaracjami właścicieli części obiektów.
- Gdy zobaczymy, że problem podrzutów i szarej strefy zniknie, wtedy będziemy mogli uczciwie rozmawiać o kolejnych obciążeniach - mówił przewodniczący rady, domagając się dokładniejszych kontroli.
Debata momentami przybierała bardzo emocjonalny charakter, a radni wymieniali wzajemne zarzuty o populizm, brak odpowiedzialności i nieznajomość realiów pracy urzędu.
Choć podwyżki nie zostaną wprowadzone, dyskusja pokazała, że w radzie wyraźnie zarysował się podział dotyczący nie tylko kierunku polityki finansowej, ale rozwoju całej gminy. Przed samorządem pozostają duże wyzwania inwestycyjne jak budowa PSZOK-u, dalszy rozwój transportu zbiorowego i utrzymanie rosnących kosztów administracyjnych. Brak dodatkowych wpływów może oznaczać, że w przyszłym roku konieczne będą zmiany w planach wydatków.



