W gustownym budynku Inhalatorium w Szczawnicy rehabilituje się niemal 30 kuracjuszy. Ale to teoria. W praktyce - zmagają się z zimnem, brakiem zabiegów i jakiejkolwiek pomocy.
Bezradnie przyglądają się jak z dnia na dzień ubywa zabiegów i mających je prowadzić pracowników. - Przyjechaliśmy 14 listopada. Przez pierwsze cztery dni wszystko działało bez większych problemów. Potem przez 48 godzin nagle zabrakło ogrzewania. Było zimno i nie było ciepłej wody. Wszystkie zabiegi balneologiczne zostały odwołane albo zamienione na inne. Z dnia na dzień zaczęło ubywać fizjoterapeutów - masaży nie ma, tak samo gimnastyki, a balneologia stoi. Pracuję tylko dwie panie, które robią cuda, by to się jakoś kręciło... - dzwoni do redakcji Podhale24 pani Maria ze Śląska (imię zmienione).Co gorsza - nie ma nawet do kogo się poskarżyć. Zarząd Uzdrowiska zniknął, nie ma nawet nikogo na recepcji.
- Dzwoniłam do Narodowego Funduszu Zdrowia, Rzecznika Praw Pacjenta - wszyscy rozkładają ręce i każą pisać skargę, ale do kogo jak tu nikogo nie ma? Za półtorej tygodnia kończy mi się pobyt w sanatorium, które miało mi pomóc w powrocie do zdrowia, a tu poza widokami z okna niczego nie ma - nie kryje irytacji pacjentka.
Próbujemy skontaktować się z przedstawicielami uzdrowiska. Telefon do Inhalatorium pozostaje głuchy. Próba dodzwonienia się do sekretariatu daje równie mizerny efekt - ktoś przerywa połączenie nawet nie próbując usłyszeć kto dzwoni.
Pani Maria jest w sanatorium drugi raz. I denerwuje się, że po turnusie, na którym nikt jej nie pomógł, przyjdzie jej czekać na następny przez kolejne dwa lata. Bo przecież sanatorium ma zaliczone...
Z przedstawicielem rodziny Mańkowskich, właścicieli uzdrowiska dziennikarzom także nie udało się skontaktować.
fi/



