W Zakopanem emocje sięgnęły zenitu, gdy podczas sesji Rady Miasta wstrzymano obrady, by zwołać konferencję prasową. Powodem stały się niepokojące sygnały o możliwym debiucie giełdowym Polskich Kolei Linowych. Samorządowcy alarmują, że przyszłość jednej z najważniejszych spółek w regionie nie może być rozstrzygana bez udziału mieszkańców Podhala, zwłaszcza, że spółka działa na terenach, z których wywłaszczono przed laty górali.
Sygnał o możliwych zmianach właścicielskich w PKL rozpalił wśród radnych poczucie, że konieczna jest szybka reakcja. Przewodniczący Rady Miasta Grzegorz Jóźkiewicz odczytał stanowisko, w którym w imieniu całego Zakopanego wyrażono zaniepokojenie planami Polskiego Funduszu Rozwoju. Podkreślił, że kolejki linowe to nie tylko infrastruktura turystyczna - dla miejscowych to element tożsamości i fragment historii, zwłaszcza że wiele terenów pod inwestycje kolejowe odebrano dawnym właścicielom w sposób, który do dziś budzi emocje.- PKL to dobro wspólne, a Tatry są fundamentem naszej kultury. Decyzje o przyszłości spółki muszą być wyjątkowo ostrożne - zaznaczał przewodniczący. Jednocześnie zaapelował do premiera, sugerując, że to właśnie na poziomie rządowym powinno się zatrzymać pochopne działania PFR-u.Burmistrz Łukasz Filipowicz przyznał, że już wcześniej rozmawiał z przedstawicielami Funduszu, choć - jak sam podkreślił - rozmowy miały charakter ogólny, bez przedstawienia konkretnych założeń. - Nie jesteśmy na nie, ale chcemy uczestniczyć w ustalaniu przyszłości PKL. To naturalne, że mamy obawy - pamiętamy, jak wyglądała poprzednia prywatyzacja. Nie chcemy powtórki - mówił.
Według samorządowców największym zagrożeniem jest to, że wprowadzenie spółki na giełdę może otworzyć drogę do utraty kontroli nad nią. A to - jak podkreślają - zbyt ryzykowne w przypadku infrastruktury tak silnie związanej z regionem i jego mieszkańcami.
- Jeśli spółka trafia na giełdę, to nikt nie zagwarantuje, kto ostatecznie kupi większościowy pakiet - tłumaczył burmistrz. Jednocześnie zaznaczył, że samorządy nie chcą blokować rozwoju PKL, lecz domagają się, by głos lokalnych społeczności został uwzględniony.
Po wznowieniu sesji dyskusja była gorąca. Radny Jan Gluc przypominał, że PKL przynosi ogromne zyski, a mimo to mieszkańcy nie widzą efektów w postaci większych inwestycji. - Musimy być razem, ponad podziałami. To sprawa ważniejsza niż polityka - apelował. Inni radni wytykali burmistrzowi zbytnią powściągliwość i brak wcześniejszego nagłośnienia sprawy, choć Filipowicz bronił się, że działał ostrożnie, by nie wywołać niepotrzebnej paniki, zanim PFR przekaże szczegółowe informacje.
Samorząd liczy teraz, że dojdzie do rozmów, które rozwieją obawy mieszkańców. Jest jednak jasne, że w Zakopanem nikt nie pozwoli, by los Polskich Kolei Linowych znów rozstrzygnął się ponad głowami gospodarzy tych terenów. Jak mówią radni, ta spółka to nie zwykły biznes - to część Podhala, o którą warto walczyć zawczasu.
em/r







