Dziś przed sądem pracy toczyły się kolejne przesłuchania w rozprawie, którą swemu byłemu szefowi wytoczył Leszek Kowalski. Przekonuje on, że został zwolniony bezprawnie, a zatrudniony był na 1/4 etatu, mimo że pracował więcej niż w pełnym wymiarze godzin. Obiecanych prowizji za podpisane umowy - jak podkreśla - nie dostał do dziś.
O działalności firm Dawida Ł pisaliśmy obszernie w naszym artykule: Musiał sprzedać działkę, żeby oddać pieniądze z Czystego Powietrza. Czy za sprawą rządowego programu dotacji na Podhalu odbywał się wielki przekręt? Przed sądem zeznawali kolejni świadkowie. Potwierdzali oni między innymi to, co opisywaliśmy w tekście, że firmy Dawida Ł, dopuszczały się fuszerki i nieprawidłowości między innymi docieplając fragmenty budynków cieńszym styropianem niż był w umowie. Jednak świadkowie powołani przez Dawida Ł odpowiedzialność za to zrzucali na pozywającego ich byłego przedstawiciela handlowego. Jak przekonywał jeden ze świadków, docieplenie zostało wymienione na właściwe, a za koszt operacji miała ponieść firma, a właściwie jej handlowcy, którzy mieli z tego tytułu nawet zrezygnować z prowizji.
Padały też zarzuty, że zatrudniany na 1/4 etatu Leszek Kowalki miał rzadko pojawiać się w pracy, miał nie dostarczać dokumentów czy pieniędzy od klientów z kolejnych transz.
On sam temu zaprzecza i odpiera zarzuty domagając się rozwiązania stosunku pracy i wypłaty zaległych honorariów. Przekonuje, że w firmie długi czas pełnił odpowiedzialną rolę, a zarzuty pod jego adresem pojawiły się dopiero po tym jak został zwolniony.
Przed sądem zeznawał też świadek, który podobnie jak Leszek Kowalski sporządzał umowy dla firmy, za co do dziś nie dostał żadnego wynagrodzenia.
Następna rozprawa zaplanowana jest na początek lutego.
fi/




