Czy w Cichem powstanie "wegetariańska" biogazownia, a mieszkańcy będą mieli tani prąd? Pomysł budowy podzielił czarnodunajeckich radnych i wywołał emocje, które skończyły się interwencją przewodniczącego i odebraniem głosu radnemu.
- Jak to się stało, że radny Dziubek tutaj panów skierował? - zaczął dyskusję w sprawie biogazowni przewodniczący Czesław Wajda. Od Dziubka dyskusja się rozpoczęła i na awanturze z Dziubkiem się skończyła, a właściwie na odebraniu Dziubkowi głosu. Tani prąd i ogromne zyski?
Jednym z pierwszych punktów porządku dzisiejszych obrad sesji w Czarnym Dunajcu było przedstawienie pomysłu budowy biogazowni na terenie gminy.
Jak przedstawiał Damian Truchan z firmy STARK ENERGETIC, chodzi o pomysł na biogazownię rolniczą. Miałaby ona dostarczać prąd do założonej właśnie lokalnej spółdzielni energetycznej co skutkowałoby obniżeniem rachunków za prąd w gospodarstwach domowych o 40%.
- Dodatkowo będziemy produkować ciepło, którym moglibyśmy zasilić całą gminę Czarny Dunajec i może ona być tańsza o 50% w stosunku do tego co mieszkańcy mają teraz. I można by zlikwidować wszystkie kopciuchy - roztaczał perspektywy na przyszłość pomysłodawca.
Jak przekonywał, we współpracy ze spółdzielnią energetyczną można wygenerować ogromne zyski i nowe miejsca pracy.
Na trawę i serwatkę
Jak podkreślał, w biogazowni nie będą wykorzystywane żadne szkodliwe substancje, a jedynie tylko trawa i serwatka. Z tą ostatnia już teraz jest ogromny problem, bo zdarza się, że producenci serów wylewają ją do potoków, a tymczasem można wytwarzać z niej prąd. Dzięki współpracy z krakowskim Uniwersytetem Rolniczym powstaje projekt wykorzystania łąk.
Głównym paliwem biogazowni ma być trawa z tysiąca hektarów łąk, które firma chciałaby dzierżawić od okolicznych rolników. Już podpisano umowy z kilkunastoma z nich na dzierżawę ok. 50 ha.
- Biogazownia nie wydziela dźwięków, smrodu, a poferment pachnie jak woda po deszczu - zachwalał Damian Truchan.
Inwestycja miałaby powstać we współpracy z firmą Biogaz System, którą reprezentował na sesji Marek Nieciniak. Jak podkreślał, instalacja miałaby powstać w oparciu o nowoczesne technologie, wszystkie zbiorniki byłyby zamknięte, bez otwartej laguny na końcu.
- Jesteśmy w stanie zrobić różnego rodzaju systemy załadunku. Technologia jest uniwersalna, można przetworzyć różnego rodzaju substraty. Jeśli ktoś będzie chciał przetwarzać kukurydzę - to też będzie możliwe, ale nie będzie odpadów zwierzęcych - podkreślił.
Rolnicza czy przemysłowa?
W kraju funkcjonuje już około 20 podobnej wielkości "wegetariańskich" biogazowni. Ta na terenie gminy Czarny Dunajec miałaby produkować docelowo 10 MW energii, a wstępnie 3,5 co też powinno wystarczyć na zaopatrzenie wszystkich mieszkańców w prąd.
- Raba Wyżna biła się z mieszkańcami o biogazownię zaledwie na pół MW, ta miałaby być 20 razy większa. Nie wyobrażam sobie tego bez konsultacji z mieszkańcami całej gminy, byśmy realnie wiedzieli, czy tego potrzebują czy nie. Idziemy w stronę ochrony środowiska, na pewno nie w przemysł tylko w turystykę. A 10 MW to już jest przemysł - przekonywał radny Bartłomiej Bukowski.
I dopytywał także skąd firma chce zebrać tak dużo trawy i serwatki, której rolnicy potrzebują, bo karmią nią zwierzęta. Co więcej, przekonywał on, że w efekcie także drogi gminne będą zablokowane, a dodatkowo wydobywać się będzie uciążliwy smród z tirów dostarczających substrat. Innym problemem jest kompletnie nierealna zdaniem radnego wizja budowy sieci ciepłownicznych w tak dużej gminie z tak rozproszoną zabudową.
Damian Truchan przekonywał, że nie trzeba będzie sprowadzać substratu, gdyż dostarczą go dzierżawione łąki. Co więcej, nie trzeba będzie nawet robić kiszonki z trawy, gdyż będzie ona przerabiana na suchy pellet i składowana w piętnastometrowych silosach, by z trzech pokosów w ciągu zapewnić paliwo na cały rok. Z tysiąca hektarów łąk można pozyskać 140 tys. ton masy rocznie, a potrzeba 90 tys. Serwatka będzie jedynie dodatkiem.
Czarny Dunajec - energetyczne eldorado?
Choć przewodniczący Czesław Wajda apelował, by dyskusję ograniczyć do ogólników bez podawania konkretnych lokalizacji, szybko okazało się, że pod uwagę brane była Wróblówka I Czarny Dunajec jednak tam nie ma odpowiednich warunków. Firma tymczasem skupia swą uwagę na Cichem.
- Procedowaliśmy już pomysły budowy elektrowni słonecznej czy nasza gmina to jakieś energetyczne eldorado? Dlaczego pomysł akurat tu a nie na przykład u sąsiadów? - dopytywał radny Piotr Duraj.
Koszt inwestycji określają na 130-140 mln, ale można pozyskać na to dotacja sięgającą 100%. Firma musi jednak mieć zabezpieczenie 25% wkładu.
Chowaniec: ja jestem za!
Choć nie brakowało sceptycznych głosów ze strony innych radnych, Sebastian Chowaniec nie krył optymizmu.
- Biogazownia jest rozwiązaniem bardzo dobrym, może rozwiązać kilka problemów - zagospodarowanie odpadów po produkcji serów, a tych odpadów jest bardzo dużo. To dziesiątki tysięcy litrów dziennie. Zyska na tym środowisko. Druga - w oczyszczalniach, które mamy największym kosztem jest problem z zagospodarowaniem odpadów, które zostają. Trzecia rzecz to pomysły utworzenia parku narodowego na naszym ternie. Mówią, że tu się odtwarza puszcza, bo rolnicy terenów nie użytkują. Dlaczego, żeby wybić ten argument ekologom i ministerstwu, to warto zacząć zagospodarowywać te tereny. Od kilku lat przyjeżdża ekipa z Warszawy i kosi łąki o czym pewnie nie wszyscy wiedzą. Jeśli rolnicy są zainteresowani by to wydzierżawić i by puszcza nie odrastała - to ja jestem za biogazownią - podkreślał.
I rzucił też uwagę, że w Rabie Wyżnej gospodarz, który prowadzi duże gospodarstwo ma smród wokół gospodarstwa.
- Chciał skorzystać z dofinansowania, wybudować małą biogazownię i zrobił się wielki problem. Ale tam śmierdzi teraz, tymczasem jak powstaje biogazownia to przestanie śmierdzieć. Sama biogazownia jest dobrym rozwiązaniem jak i spalarnia śmieci. Wystarczy zobaczyć spalarnię w Nowej Hucie. Koniec z populizmem! Nie opowiadajmy głupot, że z biogazowni tam będzie śmierdzieć. Smród to mamy teraz po rowach, potokach - dodał Sebastian Chowaniec.
Radny Paweł Dziubek, wiceprzewodniczący rady wrócił do słów, które padły na początku a dotyczących tego, że to on miał skierować przedstawicieli firmy na sesję.
Paweł Dziubek kontra policjant sesyjny
- Co jakaś firma zewnętrzna tu przychodzi to błądzi, nie może trafić ani do radnych, ani burmistrza, tylko dookoła. Ten punkt nie powinien być na sesji. My tu nie podejmiemy uchwały, nie rozumiem, dlaczego i kto to skierował na sesję? - dociekał i dodatkowo dopytywał, dlaczego ten punkt jest na początku obrad.
I gdy zaczął się przegadywać z przewodniczącym dopominając się o podstawę prawną i powtarzając pytanie, kto wprowadził punkt - przewodniczący w końcu odebrał mu głos, a potem ogłosił przerwę.
Po przerwie radca prawny gminy wyjaśnił, że stanowisko Naczelnego Sądu Administracyjnego jest takie, że gdy radny swoim zachowaniem dezorganizuje porządek obrad wykluczenie go z obrad nie narusza przepisów o ile radny w ten sposób nie wykonuje swojego mandatu. A kodeks wykroczeń w tej prawie mówi nawet o możliwej karze aresztu czy grzywny.
- Przewodniczący ma uprawnienia policji sesyjnej. Zostałem poproszony o opinie to potwierdzam, że odebranie głosu radnemu jest zgodne z prawem - podkreślił mec. Michał Chytła.
- A jaka będzie forma kary? Areszt, grzywna czy publiczna chłosta na rynku? - dopytywał z sarkazmem radny Sebastian Chowaniec. Jednak na swoje pytanie odpowiedzi nie otrzymał.
Józef Figura



