Gdy synoptycy ogłaszają ostatni dzień słonecznej pogody, w Zakopanem zaczyna się prawdziwe poruszenie. Dziś Kuźnice stały się punktem zbornym dla setek osób, które za wszelką cenę chcą spojrzeć na Tatry z wysokości blisko 2000 metrów, zanim błękit nieba zniknie za gęstymi chmurami. Cena za te widoki? Kilka godzin cierpliwości w ogonku przed kasami.
Podhale przywitało dziś turystów warunkami, o jakich marzy każdy fotograf i miłośnik gór. Bezchmurne niebo i krystalicznie czyste powietrze sprawiły, że dolna stacja kolei linowej w Kuźnicach przeżywa prawdziwe oblężenie. Tłum chętnych na wjazd wagonikiem błyskawicznie wypełnił teren przed budynkiem stacji i wylał się na drogę.Ogonek turystów znajdował się nie tylko na schodach wejściowych, ale uformował się już na chodniku prowadzącym do placu. Choć dla postronnego obserwatora widok ten może być zaskakujący, bywało gorzej. W szczycie sezonu letniego zdarzały się dni, gdy kolejka do kas kończyła się kilkadziesiąt metrów przed schodami. Dzisiejsze tłumy to jednak dowód na to, że grudniowe słońce ma równie wielką moc przyciągania.Pośpiech turystów nie jest przypadkowy. Śledzący radary pogodowe wiedzą, że to ostatnie tchnienie wyżowej aury. Już od jutra prognozowane jest gwałtowne załamanie pogody - słońce ustąpi miejsca chmurom, a widoczność drastycznie spadnie.
Dla wielu osób to "teraz albo nigdy". Możliwość zobaczenia panoramy Tatr Wysokich w pełnym słońcu, przy niemal zerowym zachmurzeniu, to doświadczenie, dla którego warto poświęcić kilka godzin stania na mrozie.
Mimo że na szczyt Kasprowego Wierchu prowadzi kilka malowniczych szlaków pieszych, większość dzisiejszych gości wybiera drogę "na skróty". Wjazd kolejką pozwala zaoszczędzić czas i siły, co przy krótkim, grudniowym dniu ma kluczowe znaczenie. Nie wszyscy są także w stanie oradzićsobie z zimowymi warunkami.
e/r









