Krajobraz po bitwie - tak najkrócej można opisać to, co zrobili turyści w noc sylwestrową na najsłynniejszym polskim deptaku. Agresywne zachowania, skrajna nieodpowiedzialność i góry śmieci to bilans nocy, która dla wielu turystów na Krupówkach wymknęła się spod kontroli.
Chwilę po północy na deptaku w Zakopanem ukazał się przygnębiający widok. Krupówki, które jeszcze wieczorem tętniły życiem, zamieniły się w wielkie wysypisko. Na całej długości deptaku zalegają wypalone pozostałości po fajerwerkach i wyrzutniach, a w zdeptanym śniegu straszą tysiące pustych butelek po alkoholu, nierzadko potłuczonych i stanowiących realne zagrożenie dla spacerowiczów. Służby porządkowe czeka tytaniczna praca - wszystkie kosze na śmieci są skrajnie przepełnione, a wokół nich piętrzą się sterty odpadów.Tegoroczne świętowanie na Krupówkach miało niewiele wspólnego z kulturalną zabawą. Tłum, który wypełnił ulicę, stał się świadkiem scen mrożących krew w żyłach. Do najgroźniejszych incydentów należało odpalanie rakiet z wnętrza koszy na śmieci oraz rzucanie petard hukowych prosto pod nogi rodzin z dziećmi i przypadkowych przechodniów. Dochodziło także do agresi i bójek. Policja zmuszona była do nieustannych interwencji wobec osób zachowujących się agresywnie. Funkcjonariusze wielokrotnie studzili zapędy najbardziej krewkich imprezowiczów, dla których "zabawa" oznaczała szukanie konfliktu.O tym, jak duży był lęk właścicieli lokali przed dewastacją, świadczyły elewacje budynków. Duża część witryn sklepowych została na tę noc zabita deskami lub osłonięta grubymi warstwami kartonów. Przedsiębiorcy, przewidując wybuchy agresji i przypadkowe uszkodzenia, zamienili luksusowe butiki w prowizoryczne twierdze. Jak się okazało - słusznie, bo poziom brawury osób przesadzających z alkoholem był w tym roku wyjątkowo wysoki.
e/s













