Siadam na konkursowym korytarzu i dopytuję, jak oni to robią, że tak pięknie "godają". Okazja jest wyjątkowa - to już 49. finał Przeglądu Młodych Recytatorów i Gawędziarzy im. Andrzeja Skupnia Florka w Białym Dunajcu.
Niewielka szkoła tętni dziś nie tylko gwarem, ale przede wszystkim - gwarą. Lekcyjne sale przekształciły się w sale przesłuchań, gdzie jurorzy oceniają kolejnych młodych recytatorów. Pracy mają pod dostatkiem, bo w sumie blisko 130 uczestników ubiega się o główne nagrody. Najmłodsi są uczniami zerówki, a najstarsi kończą szkoły średnie.Martynka i Piotrek
Na korytarzu czwórka młodszych gawędziarzy czeka na swoją kolej, rozmawiając ze sobą beztrosko. Na pytanie jak się tu znalazła, zaskoczona Martynka Bafia z Rzepisk odpowiada automatycznie: - Mama kazała - po czym natychmiast prostuje swoją odpowiedź: - Nie, mama pomagała się nauczyć!
Ubrana w obowiązkowy góralski strój sama jeszcze nie występowała. Chodzi jeszcze do zerówki, ale jak przekonuje, tremy nie ma, bo dobrze się przygotowała do występu.
Jej starszy brat, Piotrek, jest już po przesłuchaniu. Jak podkreśla, dla niego to nie pierwszyzna, gdyż niemal co roku występuje w konkursach. Tańczy też i śpiewa w zespole regionalnym Mali Białczanie.
Aurelia i Kornelia
Aurelia Grapa z Podwilka w domu też mówi gwarą, a do konkursu przygotowała ją głównie mama. Bo mama, gdy była w jej wieku, sama też występowała. Jednak niebagatelną rolę w przygotowaniu odegrała także siostra.
- Wszystkie wierszyki ma po mnie. Umie wszystko to, co ja umiem - zauważa rezolutnie Kornelia, starsza siostra Aurelii.
Beztroskie oczekiwanie spędzone na korytarzu przerywa odgłos otwieranych drzwi. Właśnie wychodzą uczestnicy poprzedniej grupy. Przychodzi czas na kolejnych małych recytatorów i gawędziarzy.
Lenka i jaj pasja dziedziczna
A co zrobić, by tak dobrze mówić gwarą? - dopytuję Lenkę Toczek z Ratułowa, która przed chwilą tak brawurowo przedstawiała komisji godkę o św. Mikołaju.
- Trzeba dużo ćwiczyć. W domu też rozmawiamy po góralsku z mamą, bratem z babcią i ciotką - wylicza Lenka.
Mama Lenki też brała udział w konkursach, nawet wielokrotnie je wygrywała. Wychodzi więc na to, że dziewczynka odziedziczyła zamiłowanie do góralszczyzny w genach.
Zuzia i Marysia
Konkurs przyciąga uczestników z różnych grup wiekowych. Od najmłodszych przez wszystkie roczniki podstawówki po uczniów szkół średnich. Jak wszyscy podkreślają, gwary trzeba się nauczyć w domu, pomagają też występy w zespołach regionalnych i oczywiście wsparcie ze strony nauczycieli.
Zuzanna Galica z Zębu, uczennica siódmej klasy, przygotowała wiersz Andrzeja Skupnia Florka "O Tatry wy moje" i Wandy Kościelniak Czubernatowej "Gwaro moja".
Jej rówieśniczka, Maria Krzeptowska z Białego Dunajca, która chodzi do szkoły w Bańskiej Wyżnej opracowała "Śmierć Bartusia Obrochty" Adama Pacha i "Toniecnicę" Antoniny Łacek. Jak zgodnie podkreślają - gwarę trzeba wynieść z domu.
A czy w góralskiej szkole króluje góralszczyzna? - To zależy. Są nauczyciele, którzy mówią gwarą, ale jest ich mniej - zauważają.
Póki co jednak fizyki czy matematyki raczej nikt gwarą nie próbuje wykładać.
Tradycja od półwiecza
Przegląd Młodych Recytatorów i Gawędziarzy im. Andrzeja Skupnia Florka w Białym Dunajcu to jeden z wielu podobnych konkursów w regionie, ale z pewnością jeden z najstarszych i najbardziej popularnych. Po tym, jak do pierwszego konkursu w 1976 roku zgłosiło się 19 uczestników, z każdym rokiem ich przybywa.
Reprezentują czternaście samorządów - gmin i powiatów Podhala, Spisza, Orawy i Pienin. Od 1983 roku przegląd ma rangę konkursu wojewódzkiego, wówczas też po raz pierwszy odbył się w styczniu, zamiast jak dotychczas w grudniu.
Uczestnicy oceniani są w kategoriach wiekowych według klas: 0-III, IV - VI; VII-VIII oraz szkół średnich - w dwóch kategoriach: recytacja i gawęda.
Józef Figura

























