29.01.2026, 17:04 | czytano: 2595

"Gwarę trzeba wynieść z domu, sama szkoła jej nie nauczy" - podkreślają zgodnie góralscy gawędziarze

Lenka Toczek z Ratułowa i jej historia św. Mikołaja. Zdj. Józef Figura
Siadam na konkursowym korytarzu i dopytuję, jak oni to robią, że tak pięknie "godają". Okazja jest wyjątkowa - to już 49. finał Przeglądu Młodych Recytatorów i Gawędziarzy im. Andrzeja Skupnia Florka w Białym Dunajcu.
Niewielka szkoła tętni dziś nie tylko gwarem, ale przede wszystkim - gwarą. Lekcyjne sale przekształciły się w sale przesłuchań, gdzie jurorzy oceniają kolejnych młodych recytatorów. Pracy mają pod dostatkiem, bo w sumie blisko 130 uczestników ubiega się o główne nagrody. Najmłodsi są uczniami zerówki, a najstarsi kończą szkoły średnie.

Martynka i Piotrek


Na korytarzu czwórka młodszych gawędziarzy czeka na swoją kolej, rozmawiając ze sobą beztrosko. Na pytanie jak się tu znalazła, zaskoczona Martynka Bafia z Rzepisk odpowiada automatycznie: - Mama kazała - po czym natychmiast prostuje swoją odpowiedź: - Nie, mama pomagała się nauczyć!

Ubrana w obowiązkowy góralski strój sama jeszcze nie występowała. Chodzi jeszcze do zerówki, ale jak przekonuje, tremy nie ma, bo dobrze się przygotowała do występu.

Jej starszy brat, Piotrek, jest już po przesłuchaniu. Jak podkreśla, dla niego to nie pierwszyzna, gdyż niemal co roku występuje w konkursach. Tańczy też i śpiewa w zespole regionalnym Mali Białczanie.

Aurelia i Kornelia


Aurelia Grapa z Podwilka w domu też mówi gwarą, a do konkursu przygotowała ją głównie mama. Bo mama, gdy była w jej wieku, sama też występowała. Jednak niebagatelną rolę w przygotowaniu odegrała także siostra.

- Wszystkie wierszyki ma po mnie. Umie wszystko to, co ja umiem - zauważa rezolutnie Kornelia, starsza siostra Aurelii.

Beztroskie oczekiwanie spędzone na korytarzu przerywa odgłos otwieranych drzwi. Właśnie wychodzą uczestnicy poprzedniej grupy. Przychodzi czas na kolejnych małych recytatorów i gawędziarzy.

Lenka i jaj pasja dziedziczna


A co zrobić, by tak dobrze mówić gwarą? - dopytuję Lenkę Toczek z Ratułowa, która przed chwilą tak brawurowo przedstawiała komisji godkę o św. Mikołaju.

- Trzeba dużo ćwiczyć. W domu też rozmawiamy po góralsku z mamą, bratem z babcią i ciotką - wylicza Lenka.
Mama Lenki też brała udział w konkursach, nawet wielokrotnie je wygrywała. Wychodzi więc na to, że dziewczynka odziedziczyła zamiłowanie do góralszczyzny w genach.

Zuzia i Marysia


Konkurs przyciąga uczestników z różnych grup wiekowych. Od najmłodszych przez wszystkie roczniki podstawówki po uczniów szkół średnich. Jak wszyscy podkreślają, gwary trzeba się nauczyć w domu, pomagają też występy w zespołach regionalnych i oczywiście wsparcie ze strony nauczycieli.

Zuzanna Galica z Zębu, uczennica siódmej klasy, przygotowała wiersz Andrzeja Skupnia Florka "O Tatry wy moje" i Wandy Kościelniak Czubernatowej "Gwaro moja".

Jej rówieśniczka, Maria Krzeptowska z Białego Dunajca, która chodzi do szkoły w Bańskiej Wyżnej opracowała "Śmierć Bartusia Obrochty" Adama Pacha i "Toniecnicę" Antoniny Łacek. Jak zgodnie podkreślają - gwarę trzeba wynieść z domu.

A czy w góralskiej szkole króluje góralszczyzna? - To zależy. Są nauczyciele, którzy mówią gwarą, ale jest ich mniej - zauważają.
Póki co jednak fizyki czy matematyki raczej nikt gwarą nie próbuje wykładać.

Tradycja od półwiecza


Przegląd Młodych Recytatorów i Gawędziarzy im. Andrzeja Skupnia Florka w Białym Dunajcu to jeden z wielu podobnych konkursów w regionie, ale z pewnością jeden z najstarszych i najbardziej popularnych. Po tym, jak do pierwszego konkursu w 1976 roku zgłosiło się 19 uczestników, z każdym rokiem ich przybywa.

Reprezentują czternaście samorządów - gmin i powiatów Podhala, Spisza, Orawy i Pienin. Od 1983 roku przegląd ma rangę konkursu wojewódzkiego, wówczas też po raz pierwszy odbył się w styczniu, zamiast jak dotychczas w grudniu.

Uczestnicy oceniani są w kategoriach wiekowych według klas: 0-III, IV - VI; VII-VIII oraz szkół średnich - w dwóch kategoriach: recytacja i gawęda.
Józef Figura
Może Cię zainteresować
komentarze
Polonista30.01.2026, 10:51
Stan gwary podhalańskiej jest w zaniku! To proces nieuchronny w dzisiejszym globalnym świecie cyfrowym. Gwarę wynosi się tylko z domów rodzinnych - pełna zgoda.Jest jeszcze problem edukacji gwarowej w szkołach lokalnych, której nie ma.Instruktorzy gwarowi (nauczyciele) nie są dobrze przygotowani do tej roli - z reguły sami nie znają gwary w sensie kolokwialnym i brakuje im również podbudowy językoznawczej. Zacząć od dobrych warsztatów jezykoznawczych dla nauczycieli instruktorów.Zadanie dla Zw. Podhalan i samorządów.
DF30.01.2026, 08:55
ciekawie poprowadzony reportaż
widziane z boku29.01.2026, 21:21
@ Profesur:
Więc może zdefiniujmy to tzw. "wyniosła z domu". Słowa te oznaczają że żyła w zawężonym środowisku swojego domu i sąsiedztwa, kulturowo była odcięta od reszty świata, bo nie docierał sygnał tv, poza wszędobylską 'jedynką' trudno było złapać inne polskie stacje radiowe, przez całą zimę były co wieczór spotkania wszystkich mieszkańców z okolicy w jednej izbie do której znoszono swoje roboty w wełnie, skórze, płótnie by przy świetle z jednej lampy naftowej by oszczędzić naftę wspólnie pracować, a przy okazji umilać sobie czas śpiewem, wicami, bajkami i innymi opowiadaniami w gwarze. Latem dziewczęta i kobiety szły paść krowy i owce, przyśpiewując przy tym sobie i w ten sposób rozciągały sobie struny głosowe, zdobywały umiejętność emisji melodyjnych dźwięków w bogatych barwach głosu, itd. W latach 90-tych ubiegłego stulecia to wszystko prysło jak bańka mydlana. Wtargnęła ogólnopolska telewizja, disco polo, zachodnie wzorce i górale kulturowo wtopili się w unitarną kulturę polską. Na chwilę obecną tego już odtworzyć się nie da (paradoksalnie, być może gwara jeszcze jako tako przetrwała w kołach ZP w USA). Jedyne co jeszcze mam nadzieję zostało dla przyszłych pokoleń to przynajmniej te nagrania z tych konkursów recytatorskich z poprzednich lat w formie jakiegoś archiwum, gdzie ktoś w przyszłości wyciągnie taśmę z nagraniem sprzed pół wieku górala z Maniów czy ze Szczawnicy czy Skrzypnego i porówna, opisze głoski danego regionu w konfrontacji z sąsiednimi wioskami, i odtworzy, być może na potrzeby generatorów mowy o lokalnych nazwach: Trybszanin, Waksmundzianin, Czarnodunajczanin, etc., chociażby na potrzeby ośrodków kultury tych miejscowości.
***29.01.2026, 20:50
Cudowne dzieci, wspaniała gwara i stroje. Ale też, jak co roku dłuuugie czekanie na wyniki w gorącej sali i na stojąco. Może wstawienie kilku ławeczek dla opiekunów to nie problem? Albo więcej komisji żeby nie wracać umęczonym czekaniem?
Profesur29.01.2026, 19:12
Teraz jest nie w modzie godanie w domu do dzieci gwarą. Uczy się je takiego kalekiego "szolenia" po polsku ale to i tak nie jest czysta i poprawna polszczyzna.Znam taką jedna twórczynie nazywaną po angielsku influencerką, ona chce godać po góralsku ale to słychać w jej akcencie, że tego nie potrafi bo tego nie wyniosła z domu.
widziane z boku29.01.2026, 17:34
Nikt fizyki i matematyki nie próbuje wykładać bo nauczyciele i wszyscy na skalnym Podhalu mówią z góralskim zaśpiewem, a im bardziej zagubiona od cywilizacji miejscowość tym piękniej jej rodowici mieszkańcy mówią gwarą.
Może Cię zainteresować
Zobacz pełną wersję podhale24.pl