KROŚCIENKO. Brak wyznaczonego miejsca dla raftingu w Krościenku to problem, który powraca co sezon. Podczas ostatniej sesji radni oraz wójt szukali kompromisu między interesami flisaków a firmami pontonowymi
- Musimy poszerzyć ofertę dla turystów. Flisacy mówią, że w Krościenku spływ niemal zanikł, może warto porozmawiać z firmami raftingowymi? - zastanawiał się Grzegorz Kozielec.- Gdyby spływy flisackie do Krościenka były nierentowne, to byśmy tę przystań zamknęli - ripostował radny Jawor. - Flisacy nie czekali na nikogo, tylko przystań wybudowali sami. Powstał też skwer, parking, cały teren inaczej wygląda. A jeśli chodzi o łączenie - taki scenariusz już przerabialiśmy. Nie wysadzamy turystów na roboczych przystaniach. Nie ma opcji, by ktoś wziął odpowiedzialność. Turysta wysiadający z pontonu musi mieć zapewnione bezpieczeństwo. To nie zdało egzaminu - podkreślił.
Jednak zaproponował inne rozwiązanie, by podobnie jak to jest w gminie Czorsztyn zrobić osobną przystań dla raftingu.
- Moje pytanie kieruję do władz i wójta, czy podjęli jakieś rozmowy? Nie może być tak, że ktoś sobie wbija chorągiewkę, gdzie chce i tam jest meta. Czy właściciele firm są zainteresowani i czy z kimkolwiek prowadzone są rozmowy? Przynajmniej latem poszerzmy ofertę dla turystów. Zimą już nie przyjeżdżają do Krościenka, bo po co... Mamy lata zaniechań i obietnic - drążył temat radny Kozielec.
- Oni też podejmą działania, by nie było dzikich przystani. To nie może być tak, że ktoś sobie robi metę, a potem z pontonami jedzie ścieżką rowerową! To niebezpieczne - przyznał wójt. I dodał, że miejsce musi być odpowiednio dobrane. Pod uwagę jest brany dojazd od ul. Zdrojowej, a jednym z miejsc - punkt przy kładce, gdzie nie wjeżdża się na ścieżkę.
Jak to się przełoży na konkretne działania i pomysły okaże się zapewne w maju, gdy ruszy sezon letni.
fi/



Mam nadzieję że natychmiast zgłosiłeś odpowiednim organom ten fakt pozostawania niepełnoletnich dzieci bez opieki rodziców, tym bardziej że ci piętnastolatkowie weszli do pontonu i płynęli nim, co groziło utopieniem. Jest niesłychanie mało takich wypadków ale jednak na pewno zdarzają się, jednak 99,(9) procent korzystających z pontonów to są odpowiedzialni dorośli, wysportowani ludzie, odpowiednio przeszkoleni, często z doświadczeniem na bardziej rwących niż Dunajec rzekach. Coś mi się zresztą wydaje że i w podawanym przez Ciebie przypadku zaraz obok tych piętnastolatków prawdopodobnie siedzieli ich ojcowie z wieloletnim doświadczeniem i czuwali nad całym przebiegiem spływu - czy mam rację, cross my heart and hope to die?