Pociągi na zmodernizowanej trasie stają się rzeczywistością, ale emocje wokół inwestycji PKP w Rabce-Zdroju wciąż nie opadają. I wciąż padają pytania: to sukces czy porażka?
Burmistrz Leszek Świder postanowił rozliczyć się z przeszłością na swoim profilu społecznościowym. I przekonuje, że po tym jak przez pięć lat rabczański samorząd milczał, on zaczął działać. Bez uwag?
Kulisy wielkiej inwestycji kolejowej sięgają aż 2013 roku. To właśnie wtedy do rabczańskiego magistratu wpłynęły pierwsze zapytania dotyczące studium wykonalności nowej linii. Kolejarze prosili o dane gospodarcze i opinie mieszkańców. Kolejne dokumenty lądowały na biurkach urzędników w 2014 i 2015 roku. Mimo że inne gminy zgłaszały swoje uwagi, Rabka-Zdrój milczała.
W 2015 roku gmina otrzymała konkretne plany modernizacji, w tym rozwiązania dla przejazdów drogowo-kolejowych. Urząd Miejski nie wniósł wtedy ani jednego zastrzeżenia. Podobna sytuacja powtórzyła się w lipcu 2018 roku - na kilka miesięcy przed zmianą władzy, podczas spotkania z przedstawicielami PKP, samorządowcy zaakceptowali protokół bez żadnych uwag.
Alarm po zaprzysiężeniu
Sytuacja zmieniła się gwałtownie pod koniec 2018 roku. Leszek Świder, tuż po objęciu stanowiska burmistrza, przeanalizował dokumentację i dostrzegł poważne zagrożenie. Projekt zakładał budowę dróg równoległych w minimalnym zakresie i brak jakichkolwiek przejazdów bezkolizyjnych.
- Zorientowałem się, że w Rabce nie zaplanowano przejazdów bezkolizyjnych przez tory. Dlatego 6 grudnia 2018 roku wysłałem pierwsze pismo do PKP w sprawie budowy dwupoziomowego skrzyżowania - wyjaśnia burmistrz Leszek Świder.
Odpowiedź kolejarzy była chłodna. Dyrektor projektu stwierdził, że gmina miała czas na uwagi w latach 2015-2016, a teraz przetargi już trwają. PKP argumentowało dodatkowo, że łączny czas zamknięcia zapór nie przekroczy 12 godzin na dobę, więc wiadukt jest zbędny.
Minister "za"
Przełom przyniósł rok 2019 i spotkanie z ówczesnym Ministrem Infrastruktury Andrzejem Adamczykiem. Burmistrz Świder przedstawił wtedy czarny scenariusz: brak wiaduktu zablokuje Rabkę przy każdym przejeździe pociągu.
- Minister Adamczyk powiedział wtedy, że nie można zablokować miasteczka i zobowiązał PKP do znalezienia wyjścia z tej sytuacji - wspomina burmistrz.
Wyścig z czasem i ochrona domów
Inwestycja w sercu uzdrowiska wiązała się z ogromnymi trudnościami biurokratycznymi. Aby przyspieszyć procedury, burmistrz osobiście zabiegał o zgody w Ministerstwie Zdrowia oraz Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska. Choć projektanci straszyli, że formalności potrwają miesiącami, pozytywna opinia z resortu zdrowia przyszła już po kilku tygodniach.
Najtrudniejszy moment nastąpił w listopadzie 2019 roku, gdy PKP zaproponowało pierwszy projekt wiaduktu. Choć był bezkolizyjny, zakładał wyburzenia budynków mieszkalnych. Samorząd nie przystał na to rozwiązanie i naciskał na dalsze prace projektowe. Ostatecznie, tuż przed końcem roku, udało się wypracować drugą wersję - wiadukt w obecnym przebiegu drogi, który nie wymagał niszczenia domów mieszkańców.
Co Wy na to?
Dziś, gdy inwestycja jest już faktem, burmistrz podkreśla, że bez determinacji i "odkręcania" decyzji sprzed lat, Rabka-Zdrój mogłaby utknąć w gigantycznych korkach pod zamkniętymi rogatkami.
A jaka jest Wasza opinia? Czy popularna "wanna" spełnia swoją rolę? Czekamy na komentarze.
fi/



