Wojewódzki Sąd Administracyjny w Krakowie rozstrzygnął losy uchwały, która miała ratować zabytkowe pensjonaty w uzdrowiskowej strefie A. Choć argumenty gminy o ratowaniu dziedzictwa i potrzebach mieszkańców spotkały się ze zrozumieniem sędziów, prawo okazało się nieubłagane. Uchwała wylądowała w koszu.
Wszystko zaczęło się od czerwcowej uchwały rabczańskich radnych z 2025 roku. Samorządowcy na prośbę mieszkańców postanowili zmienić zapisy planu miejscowego. Chodziło o zwiększenie dopuszczalnej powierzchni mieszkalnej w budynkach pensjonatowych z 15% do 40%.Zmiana ta miała pozwolić właścicielom starych, często zabytkowych obiektów na normalne życie z rodzinami we własnych budynkach, przy jednoczesnym prowadzeniu działalności turystycznej. Wojewoda Małopolski uznał jednak, że to przekroczenie uprawnień i skierował sprawę do sądu, domagając się całkowitego uchylenia nowych przepisów.Konserwator chroni, ale nie płaci
Podczas wczorajszej rozprawy burmistrz Leszek Świder podkreślał, że większość tych budynków podlega ochronie konserwatorskiej, co nakłada na właścicieli ogromne koszty remontów, na które nie otrzymują żadnego wsparcia finansowego.
- Starałem się przedstawić argumenty które przemawiały za tym by taką zmianę wprowadzić argumentując między innymi, że Ministerstwo Zdrowia nie było przeciwne tym zmianom. Uchylenie tej uchwały spowoduje, że mieszkańcy, którzy z rodziną chcą mieszkać w tym budynku nie będą mieli takiej możliwości, a w większości te stare pensjonaty są objęte jeszcze ochroną konserwatorską. Jeżeli właściciele wyprowadzą się z tych budynków to one popadną w ruinę a jest ich w Rabce już dużo - tłumaczy Leszek Świder.
Przykład idzie z góry, ale budżet ma dno
Burmistrz podał konkretne przykłady kosztownych rewitalizacji prowadzonych ze środków publicznych. Odbudowa willi "Anioł" pochłonęła 8,5 mln zł, a rozpoczęty remont willi "Krzywoń" to koszt rzędu 10 mln zł. Choć samorząd skutecznie pozyskuje fundusze zewnętrzne, prywatni właściciele nie mają takich możliwości. Zwiększenie udziału powierzchni mieszkalnej do 40% miało być formą niefinansowej pomocy - sposobem na to, by ludzie chcieli i mogli dbać o te obiekty, mieszkając w nich na stałe.
Sąd: "Argumenty słuszne, ale w papierach musi się wszystko zgadzać"
Mimo tłumaczeń, wyrok WSA w Krakowie okazał się niekorzystny dla mieszkańców Rabki. Sąd przyznał co prawda, że argumenty o ratowaniu zabytków i ożywianiu centrum miasta są słuszne i rozumie intencje Rady Miasta, jednak dopatrzył się formalnego błędu, którego nie dało się przeskoczyć.
Główną przeszkodą okazało się Studium Uwarunkowań i Kierunków Zagospodarowania Przestrzennego. W tym nadrzędnym dokumencie wciąż widnieje zapis o limitowaniu powierzchni mieszkalnej do 15%. Skoro plan miejscowy musi być zgodny ze studium, sędziowie nie mogli zaakceptować skoku do poziomu 40%. W efekcie uchwała została uchylona.
fi/



