"Wbrew pojawiającym się sugestiom i informacjom - Klub Radnych Razem Nowy Targ nie wstąpił do żadnej nowej koalicji. Nauczeni trudnymi doświadczeniami poprzedniej koalicji, wolimy pozostawać niezależnym klubem i szukać kompromisu ze wszystkimi radnymi" - napisał w krótkim oświadczeniu Szymon Fatla, wybrany dwa dni temu na przewodniczącego nowotarskiej Rady. Czy faktycznie?
Dokonana podczas piątkowej sesji Rady Miasta Nowego Targu zmiana przewodniczącego i jego zastępców, ukazała nowy układ sił w radzie. Klub Macieja Tokarza - Nowy Targ dla Mieszkańców - który przez długi czas tworzył z klubem Razem Nowy Targ Bartłomieja Garbacza tzw. koalicję rządzącą, przeszedł do głębokiej opozycji. Na piątkowej sesji usłyszeliśmy wyjaśnienie, że skoro klub Tokarza liczyć może na sześć głosów w 21-osobowej radzie - to nie ma podstaw, by miał swoich przedstawicieli w prezydium Rady Miasta. Dlatego prezydium rady (przewodniczący i dwóch zastępców: Szymon Fatla, Ewa Garbacz i Jan Łapsa) tworzą teraz przedstawiciele trzech pozostałych. W kontekście zerwania umowy koalicyjnej padły słowa "zmienił się układ sił". No i się zaczęło. Radni w myśl zasady "kto nie z nami ten przeciw nam" zaczęli szukać spisku. Wygłaszano uwagi typu "wasz nowy partner", czy "nowy koalicjant" - w odniesieniu do radnych z klubów Razem NT i Nasze Miasto.
Mimo rzucenia pod adresem szefów tych klubów słów "wszystkiego dobrego na nowej drodze życia" - nic nie wskazuje, że jakiś formalny związek w postaci koalicji zawiąże się w Radzie Miasta. Prócz tego, który już jest - czyli Nasze Miasto i PiS.
Pozostałe dwa kluby Razem Nowy Targ i Nowy Targ dla Mieszkańców - koalicjantami były od kwietnia 2024 do listopada 2025 roku, kiedy to ogłoszony został koniec umowy. Nieco ponad półtora roku. Mogłoby się wydawać zarówno z zapowiedzi, jak i podsumowań głosowań w kolejnych miesiącach, gdy przewaga w radzie dawała "11"-tce możliwość realizacji swoich projektów - że współpraca układa się dobrze, albo chociaż poprawnie. Okazuje się, że jednak nie. Wczoraj ukazała się w Internecie refleksja lidera klubu NTdM Macieja Tokarza: "od początku kadencji widzieliśmy, że Garbacz jest w tajnym porozumieniu z Watychą i mieliśmy robić za tzw. "koncesyjną opozycję", żeby oni mogli dopinać po cichu interesy. Nie pasowało nam, więc wybraliśmy drogę prawdziwej, uczciwej, ideowej opozycji".
Z chronologii wynika, że to ta druga strona, czyli wspomniany Garbacz (Bartłomiej) i jego klub Razem Nowy Targ powiedzieli: "dość".
"Ostatnie słowa kierowane pod adresem radnego Bartłomieja Garbacza (zarówno te wypowiedziane publicznie, jak i przekazywane prywatnie) utwierdziły nas w przekonaniu, że dotychczasowa formuła współpracy koalicyjnej w Radzie Miasta Nowy Targ się wyczerpała. Trudno budować i utrzymywać zespół, gdy brakuje elementarnego zaufania wobec jednego z jego członków. Chcemy jednocześnie jasno podkreślić, że naszym priorytetem niezmiennie pozostaje dobro mieszkańców Nowego Targu. Tym samym, w wielu kluczowych sprawach nadal możemy mieć (i prawdopodobnie mieć będziemy) podobne zdanie jak nasi dotychczasowi partnerzy" - tak napisano w oświadczeniu o końcu koalicji. Ostatnie zdanie tego komunikatu sprzed trzech miesięcy brzmiało: "Liczymy tym samym na spokojną, merytoryczna współpracę we wszystkich sprawach ważnych dla Miasta i jego Mieszkańców z każdym z klubów obecnych w Radzie Miasta Nowego Targu - w zgodzie z programem, z którym startowaliśmy jako komitet w wyborach samorządowych w 2024 r."
Kto oglądał ostatnią sesję Rady Miasta, albo czytał weekendowe komentarze w Internecie po zmianie składu prezydium - zapewne uśmiechu nie opanuje. Radni, który zostali odwołani z prezydium - ostentacyjnie przenieśli się kilka rzędów wyżej na sali obrad, żeby podkreślić jak bardzo dystansują się od reszty Rady. Co grupce 6 radnych da ogłoszenie takiej - powiedzmy "eksterytorialności" w łonie Rady? Prócz gotowego wyjaśnienia własnym wyborcom swojej nieskuteczności (no my chcieliśmy, ale było nas za mało, oni wszyscy byli przeciw) - to także pokazanie, że są osobami, które nie nadają się do pracy w zespole i wspólnego działania.
Mieć wszystko - nadzieje wyborców na zmiany, czyste konto, zapał, niewinność polityczną, większość w radzie miasta, mandat zaufania - i tak to w niecałe dwa lata zaprzepaścić - to jak efekt Pauliego w praktyce. Jeśli ktoś nie kojarzy, podpowiem: to określenie zjawiska, w którym w sposób niezrozumiały wszystko się chrzani, chociaż powinno hulać.
Utrata koalicjanta, a co za tym idzie - stanowisk - może być okazją do przemyślenia swojego zachowania, działania, sposobu prowadzenia lokalnej polityki. Bywa, że takie potknięcie na drodze - nie uczy, nie sprzyja refleksji. Przekonanie o własnej wspaniałości, nieomylności - albo strategia oparta na odwracaniu uwagi i pisaniu historii wedle własnej uznania - prowadzi do narracji "to nie moja wina, to oni", a "jeśli ktoś nas krytykuje albo nas bezwarunkowo nie wspiera to dlatego, że trzyma z tamtymi".
Wracając do sugestii o nowych koalicjach - to nie widać takiego związku chociażby w głosowaniach. Wnioski o zmianę w prezydium podpisało 13 radnych, ale jak już przyszło do głosowania to za odwołaniem poszczególnych radnych było raz 11, a raz 12 głosów. Z kolei poparcie dla nowego przewodniczącego Rady Miasta okazało 14 radnych. Tymczasem w trzech klubach jest w sumie radnych 15 - to znaczy, że nie było wprowadzonej dyscypliny głosowania, będącej klamrą spinającą potencjalny sojusz.
Sabina Palka





"Podkreślamy też, że nie planujemy żadnych zakulisowych inicjatyw dot. zmian personalnych w prezydium Rady ani innych kroków o charakterze odwetowym. Uważamy takie działania za małostkowe i sprzeczne z tym, jak rozumiemy odpowiedzialną pracę samorządową."
I jak tu Wam zaufać? Grajcie nadal w swoje gierki, powodzenia.