24.02.2026, 07:48 | czytano: 979

Opowiadania Andrzeja Finkelstina na Podhale24.pl: "O kobiecie, która nigdy nie przepuszcza nikogo na przejściu dla pieszych"

Portret Andrzeja Finkelstina autorstwa Sylwii Marszałek-Jeneralczyk
Z urodzenia nowotarżanin, od 30 lat zakopiańczyk. Na Podhale24.pl zakończyliśmy publikację powieści Andrzeja Finkelstina pt. "Melina Lenina, czyli o tym jak Wacek odrabiał wojsko w Poroninie". Wraz z autorem, zachęceni reakcją czytelników, publikujemy kolejne utwory Andrzeja Finkelstina - wybrane opowiadania z tomów pt. "Nokaut" i "Moje podróże autobusikiem". Są to swobodne opowieści i spostrzeżenia na różne tematy społeczne i psychologiczne w formie opowiadań, często czarno-humorystycznych, zazwyczaj mające drugie dno i morał. Kolejne opowiadania publikujemy co wtorek na Podhale24.pl. Dziś felieton pt. "O kobiecie, która nigdy nie przepuszcza nikogo na przejściu dla pieszych"
O kobiecie, która nigdy nie przepuszcza nikogo na przejściu dla pieszych
/Fantastico Chico Blanco/

Mam świadomość, że treść dzisiejszej historii może wywołać wrażenie, że patrzę na świat męskimi stereotypami. I zdaję sobie sprawę, że może budzić podejrzenie o szowinizm, o seksizm a nawet androkratyzm... Nie, absolutnie nie jest to moim celem. Całkowicie obiektywnie piszę dziś o moich długofalowych spostrzeżeniach, o faktach i ku przestrodze, kierując swe przesłanie do kierujących samochodami, głównie kobiet. Tyle tytułem wstępu.
Spotkanie na pasach. Wiem, jak to wygląda z boku. Facet per pedes, kobieta za kierownicą, przejście dla pieszych i alarm sam się włącza, nim padnie jeszcze pierwsze zdanie. Uprzedzam więc od razu, nie będzie tu procesu o czary, nie będzie stosów, ani nawet symbolicznego kamienia rzuconego w szybę czarnego crossovera. To opowieść obserwacyjna z rodzaju tych, które rodzą się nie w głowie, lecz na przejściu dla pieszych. A właściwie tuż przed nim.

Nasz bohater, znany już lokalnej społeczności jako właściciel gumowego słupka, tym razem mierzy się ze zjawiskiem ruchomym. Zjawisko to porusza się czarnym crossoverem, jest punktualne jak obowiązek podatkowy i ma jedną, niezmienną cechę. Nigdy, przenigdy nie przepuszcza nikogo na przejściu dla pieszych. Marka samochodu nie ma znaczenia. Kolor, być może owszem. Czerń. Czerń, która nie odbija światła. Czerń, która pożera pasy, znaki drogowe i zdrowy rozsądek. Gdy kobieta ta dostrzega przejście dla pieszych, jej zachowanie jakby ulega metamorfozie. Zamienia się w zombie i sprawia wrażenie zainfekowanej postaci z serii The Last of Us. To nie jest zwykłe przyspieszenie. To bardziej odruch walki lub ucieczki, tyle że zamiast uciekać, atakuje. Przejście dla niej staje się prowokacją, zaś pieszy osobistą zniewagą, słupkiem slalomowym, który niekoniecznie trzeba ominąć.

I żeby było jasne, nasz bohater nie prowadzi badań porównawczych płci, przynajmniej nic mu o tym nie wiadomo, nie wyciąga wniosków globalnych i nie zakłada jakiegoś pseudonaukowego komitetu. Skupia się wyłącznie na tej jednej kobiecie (chociaż mógłby na wielu), w tym jednym czarnym samochodziku, na tym jednym przejściu, które wygląda jak scena wielkiego performansu. Codziennie rano ten sam spektakl. Jednoaktówka pod tytułem: NIE ZATRZYMAM SIĘ I CO MI ZROBISZ.

Droga, o której mowa, ma wszystko, co droga mieć powinna. Ograniczenie do czterdziestu. Pasy tak wyraźne, że aż podrażniają wzrok. Znaki i lampy za unijną kasę, świecące nocą jak wyrzut sumienia. Brakuje tylko jednego. W tym konkretnym przypadku: hamowania i zastosowania się do przepisów. Nasz bohater jest pieszym wzorcowym, niemal podręcznikowym. Staje przy krawędzi jezdni. Stoi grzecznie. Sygnalizuje zamiar. Patrzy. Oddycha. I wtedy nadjeżdża ona. Czarny punkt na horyzoncie, który z każdą sekundą rośnie i przyspiesza, aż staje się pełnoprawnym argumentem przeciwko wierze w społeczeństwo obywatelskie.

- Może dziś się uda? - myśli bohater z ogromnym znakiem zapytania.

Czarny crossover odpowiada mu rykiem silnika. A przepisy są jasne. Od 1 czerwca 2021 roku pieszy wchodzący oraz znajdujący się na przejściu ma pierwszeństwo. Wchodzący to nie tylko ten, który już postawił stopę na jezdni, ale także ten, który stoi, patrzy i wygląda jak ktoś, kto za chwilę postawi stopę. Czyli dokładnie jak nasz bohater. I wtedy kierujący ma obowiązek zmniejszyć prędkość. Zatrzymać się. Umożliwić. Zastosować się. Zapewnić bezpieczne przedostanie się. Piękne czasowniki. Takie humanitarne. Ciepłe. Problem jednak w tym, że czasowniki nie zatrzymują same samochodów. A hamulce owszem.

- PROSZĘ PANI, PROSZĘ OBSERWOWAĆ OTOCZENIE! - krzyczy w myślach nasz bohater, bo na głos nie ma sensu.

Crossover niezłomnie przejeżdża, niczym wojskowy konwój. I wtedy pojawia się pytanie. Nie agresywne. Raczej filozoficzne. Co, jeśli ta pani nie zna przepisu? Co, jeśli żyje w alternatywnej wersji kodeksu drogowego, gdzie pieszy jest jedynie sugestią, a przejście atrapą? A co, jeśli widzi tylko maskę własnego auta, jak kapitan okrętu podwodnego w mętnej otchłani oceanu? A co, jeśli ma usztywniony kark i po prostu nie może spojrzeć w bok. Być może hamulec jest dla niej konceptem wyłącznie teoretycznym, znanym z opowieści starszych kierowców. A może po prostu wierzy, że jeśli przejedzie wystarczająco szybko i uda, że nie widzi pieszego, pieszy zniknie. Jak jakiś niechciany problem.
Ale nie, ten pieszy jest jak nerwica natręctw. Po którymś poranku nasz bohater przestaje się już dziwić. Zaczyna kalkulować. Odruchowo liczy sekundy, dystans i kąt padania świateł. Przechodzenie przez jezdnię zamienia się w poligon z elementami inżynierii ruchu drogowego i metafizyki. Czy istnieje pierwszeństwo, jeśli nikt go nie respektuje? Czy pasy są realne, czy tylko są jakąś bliżej nieokreśloną ideą?

Kiedyś, zupełnie przypadkiem, ich spojrzenia się spotykają. Na ułamek sekundy. Jednak ona patrzy przed siebie. On zaś w przyszłość, nie chciałby ulec wypadkowi. Nie ma dialogu. Jest tylko pęd. I wtedy bohater dochodzi do wniosku, że złość jest luksusem. Że wewnętrzny krzyk nic nie zmieni. Że gesty, nawet te najbardziej wyrafinowane, odbiją się od szyby samochodu jak mucha. Pozostaje więc spokój. Mądrość. Oddychanie. Ostrożność. Przetrwanie.

W kraju, gdzie pieszy ma pierwszeństwo tylko wtedy, gdy zdąży uskoczyć, wniosek musi być prosty i ostry jak świeżo ułożony granitowy krawężnik. Prawo nie chroni tych, którzy w nie wierzą bezwarunkowo, nawet jeśli mają rację. Chroni tych, którzy potrafią na czas się zatrzymać.

A kobieta w czarnym crossoverze? Jedzie i będzie jeździć dalej. Zawsze punktualnie. Zawsze pierwsza. Być może kiedyś dojedzie do miejsca, gdzie nikt nie będzie stał przy krawędzi. I wtedy będzie mogła jechać bez przeszkód. Bez pieszych. Bez przepisów. Bez sensu. Ale to już inna jednoaktówka.

PS. Ostrzeżenie. Niemal wszyscy kierowcy z kraju oznakowanego "SK" zachowują się jak ta kobieta z czarnego crossovera. Bądźmy czujni i ostrożni.

W procesie twórczym wykorzystano wsparcie AI w zakresie przetwarzania i redagowania.

***
Może Cię zainteresować
zobacz także
komentarze
oburzony25.02.2026, 07:30
AKTUALNOŚCI ??
Może Cię zainteresować
Zobacz pełną wersję podhale24.pl