28.02.2026, 18:01 | czytano: 5589

Alarm w szkole na Niwie i nerwy rodziców. Kto zawiódł w sprawie zgłoszenia o bombie?

Wejście do szkoły na Niwie. Zdj. Robert Miśkowiec
NOWY TARG. Fałszywy alarm o podłożeniu ładunku wybuchowego w Szkole Podstawowej nr 4 na Niwie wywołał duże zamieszanie. Ze strony rodziców pojawiły się zarzuty, dlaczego - pomimo zagrożenia - dyrektor przetrzymywał dzieci w szatni, zamiast je ewakuować. Szkoła jest rozczarowana działaniami nowotarskiej policji - dopiero godzinę po zgłoszeniu na miejsce przyjechał patrol, nie było żadnego wsparcia ze strony funkcjonariuszy - szkoła została zostawiona sama sobie. Policja uważa, że nie było powodów do niepokoju. Ale w tym wszystkim coś jednak zaszwankowało.
Już po całej akcji na artykułem na Podhale24.pl informującym o alarmie pojawiły się pierwsze reakcje ze strony rodziców i nie były one pozytywne. Rodzice mieli pretensje, że dyrektor zamiast ewakuować uczniów, trzymał wszystkich w szatni "czekając nie wiadomo na co". - Zarówno policja jak i dyrektor dał **** policja za 1x olała sprawę (...) A co gdyby coś znaleźli i było za późno ???? Nie czuje się spokojna puszczając dziecko do szkoły - pisała jedna z matek.
- Dyrektor szkoły zachował się całkowicie nieodpowiedzialnie. Wiedział o potencjalnym zagrożeniu przed rozpoczęciem szkoły i nie dość, że nie podał informacji rodzicom to wpuścił dzieci do budynku!!!! Nieważne czy żart czy nie. A gdyby to nie był żart?! Świetny pomysł. Zagrożenie bombowe, zejdźmy do piwnicy jak będzie bum to nas tylko zasypią gruzy. Odwołać go ze stanowiska - pisał drugi.

I kolejny: - Droga Dyrekcjo Zakopiańskie szkoły potrafiły odwołać lekcje i zrobić to jak trzeba! Zapewniły realne bezpieczeństwo dzieciom a Wy tylko myśleliście, że zapewniacie im bezpieczeństwo!! (...) Służbom zajęło godzinę dotarcie na miejsce i wymagało to kilku kolejnych telefonów ze strony Pana Dyrektora.


6,45. Sekretariat szkoły. Temat wiadomości: "Wybuch gazem"

Dyrektor szkoły Paweł Zych opowiada, że tego dnia był pracy o godz. 6 rano. O godz. 6.45 na szkolną skrzynkę pocztową przyszedł e-mail o podłożeniu w szkole ładunków wybuchowych. Temat wiadomości brzmiał: "Wybuch gazem", a w treści była informacja, że w szafkach czterech sal lekcyjnych umieszczono urządzenia odpalające lont i materiały detonujące gaz musztardowy. "Jeżeli powiadomicie służby wszyscy zginą" - napisał anonimowy nadawca. Detonacja, według zgłoszenia, miała nastąpić o godz. 11.00.

Trzy minuty później, o godz. 6.48, dyrektor wykonał pierwszy telefon na komendę policji w Nowym Targu z informacją o otrzymanym e-mailu i pytaniem: co robić. W odpowiedzi usłyszał zapewnienie, że zaraz wyślą kogoś na miejsce. W międzyczasie dyrektor wspólnie z pracownikami szkoły sprawdzili wszystkie sale lekcyjne. Wszystkie sale były zamknięte na klucz, zamknięte były też wszystkie szafki. Po ich otwarciu w środku nie znaleziono żadnych podejrzanych ładunków. Przejrzano również kamery monitoringu - ani poprzedniego dnia po południu, ani w nocy nikt nie wchodził do szkoły. Nie uruchomił się żaden alarm. O godz. 7.30 dyrektor ponownie zadzwonił na policję i kolejny raz otrzymał zapewnienie, że policja wie o zgłoszeniu i zaraz kogoś wyśle. Ale nikt nie przyjeżdżał.

W szkole na Niwie, jak w innych szkołach, lekcje zaczynają się o godz. 8. Ale panuje tu zasada, że do godz. 7.50 wszyscy uczniowie pozostają w szatniach. Dopiero 10 minut przez rozpoczęciem lekcji opuszczają szatnie i udają na korytarze poszczególnych pięter, a następnie są wpuszczani do klas w obecności nauczycieli. To nie są jednak zwykłe szatnie - są tu ubikacje, dzieci mają przestrzeń do zabawy, jest sala do gier, nie są pozostawione samopas - pozostają też pod opieką dorosłych. Jednak o godz. 7.50 dyrektor podjął decyzję, że dzieci pozostaną w szatni i nie udadzą się na lekcje. - Sprawdziłem wszystko i oceniłem, że ewakuacja nie jest konieczna. System kamer, kart wejściowych, alarm - nie było możliwości podłożenia w szkole żadnego ładunku. W tej sytuacji nie było sensu ewakuować dzieci ze szkoły. Uznałem, że nie było żadnego zagrożenia i zdecydowałem, żeby dzieci pozostały w szatni do czasu przyjazdu służb. Po opieką dorosłych, spęczając czas na grach i rozmowach, były w szatni do około godz. 8.15, czyli 25 minut dłużej niż zwykle - wyjaśnia Paweł Zych.

O godz. 7.48 dyrektor zadzwonił na służby po raz trzeci - tym razem na numer 112. Kilka minut później na miejsce przyjechała policja w nieoznaczonym samochodzie oraz strażacy. Od razu policjanci przystąpili do czynności wyjaśniających i przesłuchania. I już na samym wstępie policja oświadczyła, że jest to informacja kaskadowa i dotarła też jeszcze do kilku placówek. Natomiast zespół strażaków podjął czynności sprawdzające obiektu zaczynając od sal lekcyjnych. - Po sprawdzeniu wszystkich klas, około godz. 8.15 otrzymałem informację, że obiekt jest bezpieczny i dopuszczony do zajęć. Wtedy dzieci udały się na lekcje. Uważam, że postąpiłem prawidłowo i zgodnie z procedurami. Nie było jakiegokolwiek zagrożenia dla uczniów żadnym momencie, ani nie zostali narażeni na jakiekolwiek niebezpieczeństwo. Tym bardziej, że znam bardzo dobrze obiekt, wiem gdzie może pojawić się zagrożenie, ponadto pracownicy obsługi i administracji są przeszkoleni w zakresie, co i jak muszą kontrolować i sprawdzać w ramach swoich prac porządkowych każdego dnia, aby bezpieczeństwo szkoły było na wysokim poziomie - zapewnia Paweł Zych.

- Niewłaściwa reakcja niektórych rodziców mogła wynikać z niepełnej znajomości treści korespondencji mailowej, a także z braku świadomości w zakresie organizacji pracy szkoły, obowiązujących w placówce procedur oraz funkcjonujących systemów zabezpieczeń infrastrukturalnych. Pragnę podkreślić, iż zarówno ja, jak i grono pedagogiczne oraz pracownicy administracji i obsługi, jesteśmy bezwzględnie zobligowani do traktowania kwestii bezpieczeństwa jako wartości nadrzędnej i niepodlegającej kompromisom. Ochrona zdrowia oraz życia wszystkich osób przebywających na terenie szkoły - a nade wszystko uczniów - stanowi dla nas priorytet o charakterze fundamentalnym - oświadcza dyrektor szkoły.


Nikt się specjalnie nie spieszył
Na pytanie, dlaczego dopiero po godzinie na miejsce przyjechał patrol, asp. szt. Łukasz Burek z Komendy Powiatowej Policji w Nowym Targu tłumaczy, że w tego rodzaju przypadkach nie jest zasadne kierowanie na miejsce wyłącznie patrolu prewencyjnego. - Z uwagi na specyfikę zdarzenia konieczne jest skompletowanie odpowiedniego zespołu, którego działanie na miejscu przyniesie realne rozwiązania - dodaje.

A to trwa. Poza tym policja szybko uznała, że zagrożenie jest niskie. Więc nikt się specjalnie nie spieszył. - W tej sprawie uzyskano informację z Centralnego Biura Śledczego Policji, że na terenie kraju mogą występować zgłoszenia o charakterze kaskadowym. Przekazy te zostały wstępnie zakwalifikowane jako informacje o bardzo niskim stopniu wiarygodności - przekonuje asp. szt. Łukasz Burek.

Problem w tym, że szkoły o tym nie poinformowano. Nikt nie przyjechał i nie przekazał żadnych informacji. Zabrakło komunikacji i decyzji, co kto ma w tej sytuacji robić. Dyrektor, nie mogąc doczekać się przyjazdu policjantów, na własną rękę sprawdził szkołę, choć to zadanie policji. Rodzice są zdania, że policja "olała" temat i nie zachowała się w tej sprawie jak należy. Na miejscu przez godzinę nie pojawił się żaden patrol, nikt nie powiedział dyrektorowi, że to "fake news", a skoro - jak przekonuje rzecznik - to była wiadomość o niskiej wiarygodności, to po co przez godzinę kompletowali odpowiedni zespół?

Rzecznik nowotarskiej policji zapewnia mimo to, że każdorazowo tego typu sygnały traktowane są z należytą powagą, a podejmowane działania mają na celu zapewnienie bezpieczeństwa osób przebywających w obiekcie oraz rzetelne zweryfikowanie otrzymanych informacji.

Od redakcji:

Z punktu widzenia operacyjnego działanie policji było racjonalne. Ale gdy pojawia się informacja bombie w szkole, w grę wchodzą emocje. Chodzi w końcu o bezpieczeństwo dzieci. A godzina oczekiwania na reakcję policji przy zagrożeniu bombowym jest odbierana jako opóźnienie. Być może należałoby wysyłać szybki patrol prewencyjny jako element uspokajający. Obecność policjantów, strażaków pozwoliłaby z pewnością podjąć na miejscu najlepsze decyzji m.in. w sprawie ewakuacji. Wszyscy byliby spokojniejsi, również rodzice, wiedząc, że ci, którzy odpowiadają na nasze bezpieczeństwo, są na miejscu. Dyrektor może czuć się źle z tym, że został zostawiony sam z tym problemem. Podjął najlepszą, w jego ocenie, decyzję. Czy powinien ewakuować uczniów, jak chciała tego część rodziców? Miejmy nadzieję, że ta sytuacja uruchomi dyskusję, która pozwoli wypracować procedury i zasady postępowania, aby w przyszłości nie dochodziło do takich nerwowych sytuacji.

Robert Miśkowiec
Może Cię zainteresować
zobacz także
komentarze
Eliot Ness01.03.2026, 14:19
Prawdziwe zagrożenie stwarzają mamusie, które swoimi wypasionymi furami najchętniej wjechałby do szatni, aby odstawić dzieci na zajęcia szkolne. W przypadku jakiegokolwiek zdarzenia w szkole służby miałyby utrudniony dojazd do obiektu... Na co dzień doświadczają to mieszkańcy domów położonych za szkołą, którzy nie mogą swobodnie dojechać lub wyjechać ze swoich miejsc zamieszkania z powodu samochodów stojących z boku szkoły i blokujących przejazd ulicą Miodową.
Eliot Ness01.03.2026, 14:15
Prawdziwe zagrożenie stwarzają mamusie, które swoimi wypasionymi furami najchętniej wjechałby do szatni, aby odstawić dzieci na zajęcia szkolne. W przypadku jakiegokolwiek zdarzenia w szkole służby miałyby utrudniony dojazd do obiektu... Na co dzień doświadczają to mieszkańcy domów położonych za szkołą, którzy nie mogą swobodnie dojechać lub wyjechać że swoich miejsc zamieszkania.
Ali01.03.2026, 11:26
Właśnie po to są procedury aby nie było potrzeby się zastanawiać czy należy przeprowadzić ewakuację czy nie.
Dyrektor w tej sytuacji nie postąpił zgodnie z procedurą bo z jednej strony uznał to za wygłup a z drugiej strony zgłosił to na Policję.
Dyrektor ponosi pełną odpowiedzialność za wszystkie zdarzenia na terenie szkoły. Gdyby przeprowadził ewakuację to nikt by mu nie miał nic do zarzucenia a tak będzie się teraz musiał tłumaczyć nie tylko przed rodzicami ale również przed innymi instytucjami.
Teraz dopiero zrobi się "g...burza" i wszyscy będą się przerzucali kto ponosi odpowiedzialność, Policja, Dyrektor czy organ prowadzący bo nie dopilnował wdrożenia odpowiednich procedur.
Do czego prowadzi postępowanie niezgodne z procedurami mieliśmy już przykład w 2010 roku.
Jako rodzic dziecka wolałbym żeby postało nawet godzinę przed budynkiem szkoły niż było narażone na jakiekolwiek ryzyko. Ta sytuacja mogła być wspaniałym treningiem sprawności reagowania na zagrożenie, ale niestety pokazała, że nie zdał tego testu nikt.
Co będzie kiedy pojawi się prawdziwe zagrożenie. Niestety żyjemy w takich czasach, że nie można sobie już pozwolić na "jakoś to będzie".
Pozdrawiam wszystkich realistów ale również optymistów i pesymistów.
matka01.03.2026, 11:15
Myśle że pisanie tutaj różnych wypocin to bez sensu. Dyrektor jest taki jaki jest i wszyscy o tym wiedzą. Sprawą zajmie sie Kuratorium , przeprowadzi kontrolę, wyciągnie wnioski no i może w końcu "wyprostuje" Dyrektora, bo gość myśli że to jego prywatna szkoła.
Czytelnik10201.03.2026, 10:10
To dyrektor podejmuje decyzje i za to odpowiada. Jak nie znacie procedur to wara od dyr.szkoły.
Szakal01.03.2026, 09:35
A rodzice też mają coś z głowami i to mocno. Trzeba pomyśleć skąd by miał mieć jakiś łepek bojowy środek trujący. Za dużo tvp i tvn.
Szakal01.03.2026, 09:32
Serio ktoś uwierzył w takie bajki o gazie musztardowym? Czy wy wogóle wiecie co to gaz musztardowy?
za co01.03.2026, 08:59
straszenie narodu polskiego, a moze przyzwyczajanie do konfliktu zbrojnego? niema przypadkow.
czytelnik01.03.2026, 08:53
Dzisiaj ludzie nie myślą.żyją tylko w internecie i mają wirtualne życie a kiedy trzeba zabrać w głos w realnym życiu to nie mają nic konkretnego do powiedzenia tylko swoją narrację budują na bycie w kontrze bo to nie wymaga myślenia.
rodzic01.03.2026, 00:09
Która to dokładnie procedura nakazuje przy zagrożeniu gazem musztardowym pozostanie dzieci w budynku na jego najniższych poziomach i do tego grzebanie w szafkach wskazanych jako miejsca wyzwalania gazu? To pogrążające wyjaśnienia. Macie to na piśmie?
Trójka klasowa28.02.2026, 23:08
Sprawą już się zajmuje Kuratorium oświaty i Ministerstwo Edukacji Narodowej. Czekajmy na rozwój sytuacji.
Będą znaki
Obiektywny28.02.2026, 22:43
Dyrektor do dyscyplinarki.
Las z Nas28.02.2026, 22:03
Cały Zych
Mieszkaniec28.02.2026, 22:02
Pan dyrektor po artykule zabronił rodzicom odprowadzać dzieci do szatni i odbieranie dzieci przed szkołą niemożna wejść do szkoły a sam łamie prawo bo jego auto stoi cały czas a zatoczce autobusowej.
A Nowotarska policja jest jak SOR musisz swoje odczekać żeby przyjechali
Tadeusz28.02.2026, 21:53
A szkoda że nie mamy takiego dyrektora jak była Pani zamojska człowiek pozytywnym bardzo dostępny
nie do końca28.02.2026, 21:13
Pan dyrektor niech wezmie odpowiedzialność za zajmowane stanowisko. jako administrator budynku sam odpowiada za dzialania w nim. jezeli on i pozostali pedagodzy znają tak dobrze procedury to powinni o tym
wiedzieć. druga sprawa, jak juz zostalo napisane to troskliwa mamusia mogła
zabrać ten jeden raz dziecko do domku. trzecia sprawa to jezeli taki alarm wplynie do każdej szkoly w powiecie to wedlug jakiej zasady zdaniem dyrektora i rodzicow nalezy wybrać ta priorytetową do sprawdzenia przez straż i policje. rodzice zamiast na wszystko narzekać niech wyłącza tik toka i zaczną żyć w realu. Panie dyrektorze proszę zapytać dzieci 1 klasy pod jaki nr tel sie dzwoni
Małpa28.02.2026, 20:34
Jak zwykle rodzice wiedzą wszystko najlepiej i mają gotowe najlepsze rozwiązania.
Olga28.02.2026, 20:21
Brawo dla dyrekcji za zachowanie zdrowego rozsądku. P24 pisaliście ze alarm był w 3 szkołach w NT. Jakie są pozostałe. Dwie szkoły? Jaka była relacja dyrekcji?
Qwerty28.02.2026, 19:56
Takie sytuacje bedą coraz częściej,są osoby które takie incydenty bawią i robią takie prymitywne dowcipy. W pierwszej kolejności wyeliminować tych typków, wysoka kara lub aresztem
Knt28.02.2026, 19:38
Czego oczekiwać jak Dyrektor ma się za geniusza i ciągle jest z postawą cwaniaczka
Paweł28.02.2026, 19:33
Wielki szacun dla Dyrektora Szkoły, pracowników i uczniów. Zachowali wszyscy zimną krew, spokojnie i bez paniki przeczekali jakże stresującą sytuację. Wszyscy zaufali dyrektorowi i służbom. Dziwię się rodzicom, skoro była taka sytuacja to czemu zostawili swoje pociechy, mogli zabrać je do domu. Nie masz zaufania do szkoły to trzymaj w domu i zapisz do szkoły w chmurze
szofer28.02.2026, 18:39
Ojej ojej.Se jakiś małolat.Codziennie mamuśki przywożą dzieciaczki do tej szkoły wypasionymi furami i po tym wio po ,,galeriach,, generując korki w mieście.Panie dyrektorze tej szkoły.Parkuje Pan swoje autko na przystanku autobusowym od lat.Daje Pan negatywny przykład dla dzieciaczków.Jak Pan ,,wali,, przepisy drogowe(moja szkoła,teren)to jednak nie.Droga publiczna.Przystanek autobusowy.Bezpieczeństwo.
Tomasz28.02.2026, 18:29
Dyrektor do zwolnienia i to w trybie natychmiastowym.
Ściemniacz28.02.2026, 18:14
Cytuje "dyrektor zadzwonił na służby po raz trzeci - tym razem na numer 112. Kilka minut później na miejsce przyjechała policja" czyli trzeba było od razu dzwonić na ten numer.
Może Cię zainteresować
Zobacz pełną wersję podhale24.pl