Zwinność, precyzja i spokój - takie cechy potrzebne są osobom strzygącym owce. Dziesięciu śmiałków wzięło udział w Kursie Strzyżenia Owiec zorganizowanym przez Instytut Dziedzictwa Niematerialnego Ludów Karpackich. Szkolenie poprowadził uznany strzygacz - Šimon Smoleňák ze Słowacji, który praktykuje zawód nie tylko w Polsce czy na Słowacji, ale też we Włoszech.
Część kursantów to właściciele niewielkich stad. Choć na Podhalu zawodowych strzygaczy jest kilku, to niekiedy brakuje im czasu, aby dojechać w każdy zakątek Podhala. Gazdowie muszą brać więc sprawy w swoje ręce i samemu uczyć się fachu. Okazja ku temu nadarzyła się 21. i 28. lutego w jednej z owczarni w Skrzypnem. Strzyżenie owiec jest rutynowym zabiegiem. Jak przyznaje instruktor - podhalańskie owce powinny być strzyżone dwa razy w roku. Dzięki temu poprawia się ich dobrostan, higiena i co najważniejsze odporność na wysokie temperatury. Powrót na ojcowiznę
Wśród praktykantów znalazły się też osoby na pozór nie związane z owczarstwem. Andrzej Sikoń, który od wielu lat mieszka na Dolnym Śląsku, postanowił wrócić do podhalańskich korzeni i nauczyć się strzyżenia owiec. Na informacje o kursie natrafił przypadkowo - przeglądając Facebooka.
- Udało mi się zauważyć w mass mediach, że Instytut Dziedzictwa Niematerialnego Ludów Karpackich robi kurs strzyżenia owiec. Decyzja, że będę brał udział zapadła błyskawicznie, dlatego, że 50 lat temu mój ojciec, który pochodził ze Skrzypnego wyjechał na Dolny Śląsk właśnie hodować owce. Tam mieliśmy kilka tysięcy owiec - wspomina uczestnik kursu.
Choć jeszcze nie dorobił się własnego kierdla, to już stawia na praktykę. Jeśli na Dolnym Śląsku nie uda mu się założyć stada, to z chęcią wróci na ojcowiznę. Jak przyznaje - owczarstwo to olbrzymie zadanie, trud, ale też niesamowity fach.
- Codziennie budzę się z taką nadzieją, że może w jakiejś miejscowości obok uda się założyć stadko dla mojego syna, aby mógł od małego wyrastać wśród zwierząt i szacunku do nich - podkreśla Andrzej Sikoń.
Kursant z Dolnego Śląska przyznaje, że na szkoleniu poradził sobie dobrze. Choć nie wszystkie podopieczne były spokojne, to obyło się bez okaleczeń.
- Jestem osobą, która jest wrażliwa na dobrostan zwierząt. Najbardziej obawiałem się skaleczeń, żeby nie zrobić zwierzęciu krzywdy. To byłoby dla mnie największą porażką. Przyznaję, że udało mi się ostrzyc kilka owiec nie zacinając ich i nie robiąc im krzywdy. Mam nadzieję, że wybaczą mi chwilowy dyskomfort. Było to dla mnie niesamowite przeżycie - mówi ze wzruszeniem Andrzej Sikoń.
Żadna owca mu nie straszna
Strzyżenie owiec wymaga przede wszystkim wrodzonego spokoju, zwinności i ogromnej precyzji. Šimon Smoleňák praktykuje ten zawód od ponad 30. lat. Potrafi dokładnie ostrzyc najbardziej rozbrykaną i niesforną owcę. W czasie jednego z pokazów na kursie zajęło mu to zaledwie 3 minuty. Uważa, że aby zacząć ten fach wystarczy tylko chcieć.
- Trzeba chcieć. Jak chcecie, to się nauczycie roz dwa. Musi chcieć człowiek, potrzebuje czasu. Nie mówię, że rok czy dwa, można w miesiąc dojść do wprawy. Potem ulepszycie swoje ruchy. Pierwsze trzeba nauczyć się ją trzymać, mieć siłę i chcieć - tłumaczy praktyk, Šimon Smoleňák.
- Radzą sobie. Nie da się tego nauczyć w ciągu jednego czy dwóch dni. Przyszli nauczyć się strzyc swoje owce lub mieć wiedzę na przyszłość - wyjaśnia instruktor.
W tym fachu równie istotne jest dobranie odpowiedniego kierunku strzyżenia i wyczucie zwierzęcia tak, aby nie zrobić mu krzywdy. Doświadczony strzygacz potrafi odczytać napięcie mięśni, reagować na najmniejszy ruch owcy i tak ułożyć jej ciało, by ograniczyć stres oraz zapewnić bezpieczeństwo zarówno sobie, jak i zwierzęciu.
- Owce można strzyc choć jako - może mieć głowę do góry, uszy, różnie. Strzygąc owce trzeba dobrać odpowiedni kierunek - dodaje strzygacz pochodzący z Lendaku.
Niebawem Šimon Smoleňák wyjedzie do Włoch, gdzie będzie realizował kolejne zlecenia związane z profesjonalnym strzyżeniem owiec. Takie zagraniczne wyjazdy są u niego rutyną.
Certyfikaty rozdane
Po ukończeniu szkolenia, każdy z uczestników otrzymał dyplom potwierdzający odbycie kursu i co ważne - zdobycie nowych umiejętności.
Izabela Pudzisz


































