Trasa narciarska "Śladami Olimpijczyków" z Obidowej na Turbacz. Jest sobota, 28 lutego. Po południu jeden z narciarzy podczas zjazdu natyka się na podjeżdżający z przeciwka skuter śnieżny holujący narciarzy.
"Jechał przez ten wąski i trudny dla narciarzy biegowych odcinek na pełnym gazie. Nie miał włączonych dźwiękowych systemów ostrzegawczych, nie zwracał uwagi na narciarzy. Jechał pędem pod górę by wyciągnąć holowanych narciarzy. Stworzył realne zagrożenie życia" - alarmuje internauta podpisujący się Mar Dem w komentarzu na facebookowym profilu Obidowa Śladami Olimpijczyków. Jak podkreśla, to wąski odcinek trasy, gdzie są utrudnione warunki do jakiegokolwiek manewru, do tego częściowo niewidoczny.W dalszej części wpisu nie brakło inwektyw pod adresem ratownika oraz żądań wyciągnięcia konsekwencji, a wręcz wyrzucenia goprowca ze służby Choć sam zauważa, że odbywały się tam ćwiczenia GOPR, to krytykuje zarówno "karygodne zachowanie kierowcy", jak i sam fakt organizacji ćwiczeń w sobotę, gdy frekwencja na trasach jest najwyższa.
Szacunku zabrakło
Do naszej redakcji wpłynął tymczasem mail w tej sprawie prezentujący wydarzenia z punktu widzenia drugiej strony. Jak wyjaśnia, podjazd odbywał się w ramach egzaminu dla kandydatów na ratownika górskiego Grupy Podhalańskiej GOPR. Część kondycyjna, polegająca na wyjściu na nartach skiturowych na Turbacz, została poprowadzona z Obidowej, częściowo poza trasą olimpijczyków.
W trakcie egzaminu użyto pojazdów, które były wyposażone w podstawowy sprzęt ratownika górskiego, gotowego do udzielenia pomocy w górach.
"Ratownik górski nie ma obowiązku tłumaczenia turystom, dokąd się udaje ani jaki jest cel jego działań. Nie powinien być zaczepiany w trakcie wykonywania swoich obowiązków. Podczas akcji ratunkowych podlega szczególnej ochronie prawnej, która przysługuje mu w trakcie prowadzenia wypraw, akcji ratunkowych oraz innych czynności związanych z ratownictwem. Jakiekolwiek fizyczne znieważenie lub stawianie oporu ratownikowi podczas akcji jest traktowane bardzo poważnie!!! Niestety, w dniu egzaminu szacunku zabrakło. Ponownie pojawiły się zaczepki ze strony narciarzy biegowych oraz obraźliwe komentarze w mediach społecznościowych" - czytamy w liście.
On zjeżdżał pod prąd!
Sprawa trafiła od razu do władz Grupy Podhalańskiej GOPR. Naczelnik Wojciech Wojtas podkreśla, że sprawa jest dokładnie wyjaśniane. Ułatwiają to zapisy GPS, w który wyposażony jest każdy skuter.
I choć widzi pewne uchybienia w zachowaniu ratowniczych procedur, to zauważa, że do niebezpiecznego spotkania doszło w miejscu, gdzie narciarz nie powinien zjeżdżać.
- On jechał pod prąd! Tam jest wyznaczony objazd dla narciarzy dookoła polany, a tym trudnym holwegiem można jedynie podchodzić. To trudny, oblodzony fragment trasy - podkreśla naczelnik GP GOPR.
Staramy się nie utrudniać...
- Mamy bardzo dobrą współprace z prowadzącymi trasę, mogliśmy też zażądać jej zamknięcia i pewnie to był błąd, że tego nie zrobiliśmy. Jednak zawsze staraliśmy się tak organizować egzaminy, by nie korzystać z tej możliwości - przyznaje Wojciech Wojtas.
Także weekendowy termin nie jest przypadkowy. Egzaminowani jak i część egzaminatorów to ochotnicy, więc trzeba zajęcia organizować tak, by umożliwić im normalna pracę zawodową.
Jak zauważa naczelnik, goprowcy zwykle organizują egzaminy w innych miejscach. Często było to na zielonym szlaku z Nowego Targu na Turbacz, gdzie trudności i urozmaicony teren pozwalają sprawdzić rzeczywiste umiejętności kursantów. Tym razem jednak ze względu na ocieplenie i brak śniegu, trzeba było przenieść je do Obidowej.
Dla większości spośród dwudziestu ośmiu uczestników, sprawdzian okazał się zbyt wymagający - do dalszej części przeszło ich zaledwie pięciu.
Przypomnijmy, że aby zostać dopuszczonym do ślubowania w Dniu Ratownika trzeba przejść nie tylko szkolenia i egzaminy, ale także staż kandydacki trwający od dwóch i pół do nawet pięciu lat.
Wyciągniemy wnioski
- Rozmawiałem z kolegą, który podczas tego zdarzenia kierował skuterem. To starszy, doświadczony ratownik. Nie ukrywam, nie była to przyjemna rozmowa. Dla nas cała ta sytuacja to też jest nauka, z której trzeba wyciągnąć wnioski - podsumowuje Wojciech Wojtas.
Józef Figura


