Nikt nie wie, kim jest ani ile zarabia. Doradza, i podobno są tego efekty. Sam - jak twierdzi - boi się o bezpieczeństwo swoje i swojej najbliższej rodziny. Dlatego wszystko wokół niego otoczone jest największą tajemnicą. Jak się dowiadujemy - bezprawnie!
Pytanie, kto szepcze wójtowi do ucha i podpowiada pomysły, spędza sen z oczu części radnych Krościenka nad Dunajcem. Nie wszystkim, bo ci "zainteresowani" zostali dopuszczeni do wiedzy, ale... pod przymusem zachowania tajemnicy. Stąd nie dziwi pojawiające się podczas sesyjnych dyskusji pytanie zasadnicze: Kto i za ile?
Jeszcze końcem minionego roku wiceprzewodniczący rady gminy Józef Błażusiak skierował do wójta interpelację z wydawałoby się prostym pytaniem:
"Czy nadal zatrudniony jest przez Pana "Doradca" (pisownia oryginalna) z jakim miesięcznym wynagrodzeniem? Jakie zostało mu wypłacone wynagrodzenie od momentu jego zatrudnienia do chwili obecnej? Do kiedy ma podpisaną umowę? W czym Panu doradza" - dopytuje radny przekonując, że informacja ta pozwoli ocenić prawidłowość gospodarowania środkami publicznymi.
Nieważne kto, ważne, że się stara
W odpowiedzi na pytania, wójt Stanisław Tkaczyk wystawia swemu doradcy laurkę. Odpowiedź na to, wydaje się proste pytanie, zajęła wójtowi Krościenka niemal sześć stron. Zdecydowaną większą część wyjaśnień zajmują stwierdzenia w stylu: "W dynamicznie zmieniających się realiach społecznych, gospodarczych i prawnych, wsparcie profesjonalnej kancelarii prawnej i doradcy jest nieocenione, wręcz bezcenne".
Wójt pisze też o strategiach komunikacyjnych, w których niebagatelną rolę miałby odgrywać tajemniczy doradca.
"Dzięki doradcy wójt może lepiej komunikować swoje plany, odpowiadać na potrzeby mieszkańców i reagować na ich sugestie. Doradca powinien wspierać również wójta w zarządzaniu kryzysowym, np. w sytuacjach spornych lub trudnych, co przyczynia się do uspokojenia nastrojów społecznych i budowania wizerunku gminy jako otwartej i transparentnej".
Rządzenie gminą jak szachy
Jest też o roli doradcy w promocji gminy, rozwoju lokalnej gospodarki, analizie partnerstw i inicjatyw, rozwijaniu infrastruktury i zwiększeniu dochodów gminy oraz tworzeniu nowych miejsc pracy.
"Samorząd trochę przypomina grę w szachy - wyjaśnia obrazowo Stanisław Tkaczyk. - Każdy ruch ma znaczenie, wyznacza kierunek kolejnych. Wieża nie zastąpi króla, niewykorzystane okazje mijają bezpowrotnie, a czas i rzeczywistość wskazuje wszystkie potknięcia. Kierowanie samorządem nie jest proste, ale zwycięskie partie sprawiają, że rośnie apetyt na więcej i coraz lepsze ruchy prowadzące do zwycięstwa".
Z poszanowaniem oszczędnej gospodarki
W końcu na trzeciej stronie docieramy do informacji, (a raczej jej braku) odnośnie do wynagrodzenia doradcy.
Dowiadujemy się jedynie, że umowa nie przewiduje stałego miesięcznego wynagrodzenia. Za to w mniemaniu wójta, wynagrodzenie jest nie tylko zgodne z prawem, ale także korzystne dla gminy, bo ma opiewać na "niższe niż stawki rynkowe w zakresie takich usług".
Choć wciąż nie wiemy, ile, to wójt podkreśla, że jest to "wynagrodzenie z poszanowaniem oszczędnej gospodarki finansów i adekwatnie do potrzeb i celów stojących przed gminą i wójtem".
O tejże gospodarności ma świadczyć fakt, że doradca nie pobiera dodatkowych nagród, premii ani dodatków.
Samorząd a prawo do prywatności
Jedynymi osobami, które znają treść umowy i wysokość wynagrodzenia tajemniczego doradcy, są przewodniczący Rady Gminy Franciszek Plewa i zainteresowani radni. Oczywiście pod warunkiem zachowania tej informacji w tajemnicy.
A radnemu Błażusiakowi wójt radzi, by lepiej się zaangażował w konstrukcję i uchwalanie dobrego budżetu dla mieszkańców.
Wójt podaje jeszcze wykładnię prawną, według której nie może ujawnić danych doradcy. Jego zdaniem, wynagrodzenie może być podawane do wiadomości publicznej tylko wtedy, gdy dotyczy stanowiska zajmowanego w ramach pełnienia funkcji publicznej i w związku z podejmowaniem wiążących decyzji administracyjnych. Doradca wójta nie podejmuje takich decyzji, a jego rola ma charakter doradczy.
Wynagrodzenie doradcy ma więc być "elementem jego prawa do prywatności".
Wójt przytacza też argumenty samego doradcy, według którego "upublicznienie jego wynagrodzenia naruszyłoby jego dobra osobiste, pojawiłaby się też obawa o bezpieczeństwo jego najbliższej rodziny i jego samego".
Prawnicy wojewody nie mają wątpliwości - to nie jest tajemnica
Z pytaniem o granice prywatności w samorządowych władzach zwróciliśmy się do nadzoru prawnego wojewody małopolskiego.
Jak się dowiadujemy - nie ma mowy o tajemnicy, gdy w grę wchodzi umowa cywilnoprawna zawierana z gminą oraz dane kontrahentów tych umów. W przypadku osób fizycznych nieprowadzących działalności gospodarczej jawne jest przynajmniej jej imię i nazwisko. W takim przypadku stanowią ono informację publiczną. Także sam przedmiot takiej umowy (tj. ustalenia, jakie obowiązki ma zleceniobiorca względem zleceniodawcy) oraz wysokość wynagrodzenia przysługującego zleceniobiorcy z tytułu umowy są jawne.
Potwierdza to także kierunek zmian w przepisach prawa. Od 1 lipca 2026 r. każda jednostka sektora finansów publicznych będzie zobowiązana do prowadzenia publicznie dostępnego rejestru zawartych przez tę jednostkę umów.
"Każdemu (w tym radnemu) przysługuje prawo uzyskania tych informacji w trybie ustawy o dostępie do informacji publicznej. W razie braku udostepnienia informacji publicznej przysługuje skarga na bezczynność organu do wojewódzkiego sądu administracyjnego. W razie wydania przez wójta decyzji administracyjnej o odmowie udostępnienia informacji publicznej wnioskującemu służy prawo wniesienia odwołania do organu wyższego stopnia - samorządowego kolegium odwoławczego i następnie - w razie utrzymania w mocy decyzji organu I instancji przez organ wyższego stopnia - prawo do złożenia skargi do sądu administracyjnego na te decyzje" - dodaje w odpowiedzi na nasze pytania Maksymilian Kosowski, rzecznik prasowy Wojewody Małopolskiego.
Józef Figura



