28.03.2026, 18:51 | czytano: 4724

Otwarcie domu dziecka w Zubrzycy Dolnej. Bezpieczna przystań dla 13 dzieci (zdjęcia)

Symboliczna wstęga na scenie Orawskiego Centrum Kultury na otwarcie domu dziecka w Zubrzycy Dolnej. Zdj. Józef Figura
Wojtek urodził się w Nowej Hucie. Taty nie zna, mama leczy się z uzależnienia. Chłopiec jest z nią w kontakcie, bardzo ją kocha. Potrzebował jednak bezpiecznej przystani, którą znalazł właśnie tutaj. - Dziś staje się waszym współmieszkańcem. I liczy, że go dobrze przyjmiecie - podkreśla ks. Andrzej Augustyński.
Dzisiejsza uroczystość była pełna symboli: domu, wspólnoty, miłości. I obietnic: zaopiekowania, pokochania, przyjęcia jak swoich. Były momenty wzruszenia, ale i radości. Salę widowiskową Orawskiego Centrum Kultury w Jabłonce wypełnili podopieczni Stowarzyszenia Siemacha z różnych placówek. Organizacja prowadzi ich w całym kraju już trzydzieści dziewięć. Najnowsza powstała właśnie w Zubrzycy Dolnej, a póki co znalazło w niej miejsce trzynaścioro dzieci. Najmłodsze ma trzy latka, najstarsze trzynaście.

Gdy potrzebna jest cała wioska


Stowarzyszenie Siemacha kupiło ten dom lata temu, dzięki darowiźnie Johna Czaplińskiego z Nowego Jorku. Przez lata miejsce to było przystanią wypoczynkową dla wychowanków i pracowników organizacji. Tak by pewnie zostało, gdyby nie nasilający się w ostatnich latach kryzys pieczy zastępczej.

- Chcieliśmy stworzyć dla dzieci bezpieczne, kameralne miejsce zbliżone do prawdziwego domu. A doświadczenie w tym już mamy. Zbudowaliśmy od podstaw dom w Odporyszowie - pierwszą tego typu placówkę od czasu wojny, wzniesioną całkowicie od podstaw - zauważył ks. Andrzej Augustyński, prezes stowarzyszenia.

Jak podkreślił, nie ma dojrzałego człowieka, który rozumie, czym są relacje społeczne, bez kontaktu z setkami, a nawet tysiącami innych osób. Wszyscy oni są potrzebni, a im są bardziej otwarci i życzliwi, tym jest większa szansa, by wychować dzieci na cudownych ludzi.

- Mówimy, że potrzebna jest cała wioska, żeby wychować jedno dziecko. To oznacza, że jeśli ma ono - lub nie - tylko rodziców, to potrzebni są także inni ludzie, cała duża społeczność, która nas kształtuje i na nas wpływa - podsumował.

Poznajcie Wojtka


A potem przedstawił wszystkim Wojtka, pierwszego mieszkańca domu.

- Poznałem go w środę, podczas wycieczki do Zakopanego. Siedliśmy razem do kolacji i opowiedział mi o sobie. Zgodził się przedstawić, byście mieli wyobrażenie dla kogo jest ten dom. Urodził się w Nowej Hucie, taty nie zna, a mama zachorowała. Jest uzależniona, musiała pójść na leczenie. Wojtek, który ją bardzo kocha jest z nią w stałym kontakcie. Nie ma nie bliższej rodziny, stąd sam potrzebował opieki, którą zapewnił mu ten dom. Dziś staje się waszym współmieszkańcem i liczy, że go dobrze przyjmiecie - zapowiedział szef Siemachy.
A chłopiec, spoglądając na widownię, przyznał krótko głęboko przejęty:
- Zostałem dobrze przyjęty, podoba mi się ten dom... - i głos mu uwiązł w gardle, na co pełna sala odpowiedziała mu gorącymi owacjami i okrzykami.

Jesteście nasi


O otwartych ramionach mieszkańców Orawy wobec dzieci zapewnił wójt Jabłonki.

- Cieszę się, że wybraliście naszą piękną Orawę. Jesteście nasi, jesteście naszą społecznością. Witajcie w domu. Niech to miejsce nie będzie domem dziecka, tylko prawdziwym domem. Jesteście nasi i będziemy was tak kochać ja swoich. Niech to miejsce będzie waszym najlepszym miejscem do życia - podkreślił Stanisław Kasprzak.

Po przemówieniach przyszedł czas na przecięcie symbolicznej wstęgi rozciągniętej na scenie. Otwarcie było symboliczne, bo dzieci mieszkają w Zubrzycy Dolnej tam już od lutego. Teraz mogły pokazać innym swój dom. Dlatego na zakończenie oficjalnej części z głośników wybrzmiała piosenka "Witajcie w naszej bajce" z Akademii Pana Kleksa, a dla najmłodszych przyszedł czas na zabawę.

Józef Figura
Może Cię zainteresować
komentarze
Staś29.03.2026, 17:35
Nie piszą czy gmina dołożyła jakieś środki znaszych podatków,
widziane z boku29.03.2026, 10:33
Gratulacje i podziękowania autorowi (wcześniej zapomniałem - pardon) za jego kolejny mocny, ale społecznie jakże ważny, wgryzający się w trudną materię, artykuł. Przywitanie dzieci w bajce wypadło rewelacyjnie i niech dzieci w niej tkwią dopóki są dziećmi, ale my wszyscy w przyszłości będziemy w związku z tym mieć dosyć poważny problem, tj. co gdy te dzieci dorosną. Otóż żeby wszystko z nimi zakończyło się dobrze, to te dzieci muszą być również adekwatnie wykwalifikowane w swoim przyszłym zawodzie, żeby w przyszłości sprostały konkurencji na wolnym rynku pracy. One będą musiały mieć na tyle wysokie umiejętności zawodowe żeby po przeczytaniu oferty pracy i po odbyciu rozmowy wstępnej z pracodawcą, który zapewne wyda jednemu ze swoich zaufanych majstrów polecenie aby ten przez parę godzin razem z takimi nowoprzyjętymi osobami popracował i dobrze się przyjrzał co one naprawdę potrafią, i czy się nadadzą do roboty, itd., a na koniec dnia żeby mogły przejść z firmą do rozmów o konkretach (stawka, godziny pracy, zasady brania dni wolnych, itp.) a nie żeby zostały odesłane do domu z poleceniem: "zadzwoń do nas za parę dni", ponieważ jeżeli doszłoby do tego drugiego scenariusza, to to by oznaczało że cały ten skądinąd szlachetny projekt docelowo i tak poniósł fiasko i te zbyt słabo nauczone swojego zawodu osoby nie poradziły sobie w życiu, stając się na powrót społecznym obciążeniem, zaczęły popadać w depresje, alkoholizm, itd., i wszystko wróciło niejako do punktu wyjścia, tyle że w następnym pokoleniu, i tak całe to perpetuum mobile będzie się kręcić do końca świata i jeden dzień.
Kudos dla Stowarzyszenia, które włożyło mnóstwo starań i wysiłków, osiągając niewątpliwie wielki sukces, o czym przekonuje autentyczne wzruszenie i radość tych dzieci, ale niech nikt nie myśli że dalej będzie tu można coś posterować ręcznie, tzn. że np. jakiś pan A powie pani B żeby pan C zadzwonił do szefa firmy D i polecił młodego absolwenta do pracy, ponieważ na wypadek gdyby koledzy takiego byłego podopiecznego Stowarzyszenia w pracy wyczuli jakieś "układy" i "znajomości" to oni to swoje podejrzenie takiemu byłemu podopiecznemu Stowarzyszenia z miejsca i bez ogródek, prosto z mostu wygarną, a takie już wcześniej pokrzywdzone przez los osoby mają bardzo wyostrzone poczucie honoru i może nawet dojść do tragedii. Beneficjent Stowarzyszenia będzie musiał wprost odpowiedzieć, i to oczywiście będzie musiała być absolutna prawda, mniej więcej tymi słowy: firma poszukiwała pracownika, zadzwoniłem, umówili się ze mną na "interview", po czym dali mi do rąk narzędzia i powiedzieli co jest do zrobienia, wziąłem się za robotę, non stop ktoś z kierowników obok mnie pracował i przyglądał się co i jak robię, na koniec uznali że się im nadam do pracy i kazali mi przyjść następnego dnia do roboty i tak już zostało, robię swoje i nie interesuje mnie to co wy, nieudacznicy, macie mi w tym momencie do powiedzenia, odczepcie się. Te rzeczy muszą być autentyczne, sprawny musi się okazać cały system, wszystkie instytucje państwa (przede wszystkim szkoła), a nie tylko opieka społeczna, która będzie miała być może naturalną skłonność do ukazywania swych działań w nadmiernie kolorowych barwach, tu potrzebna jest cała wioska (społeczność), konkretne jej działania, żeby dobrze wychować dziecko, bo jedynie dobrymi chęciami to wybrukowano, ale piekło.
DrogąPrawdąIŻyciem29.03.2026, 09:23
"Dzieci, nie miłujmy słowem i językiem, ale czynem i prawdą!" Bóg tylko raczy wiedzieć co te dzieci czują, z czym muszą się zmierzyć i z czym im przyjdzie się mierzyć w przyszłości. Mogą być tylko pewne, że tylko On Jeden nigdy ich nie zostawi samym sobie. Jestem z Wami całym sercem??
widziane z boku28.03.2026, 23:07
Teraz jeszcze żeby państwo tego Wojtka za parę lat kiedy dorośnie dysponowało dostatecznie dużą podażą miejsc pracy w jego przyszłym zawodzie i żeby to co pracując w tym zawodzie zarobi pozwoliło mu gdy dorośnie utrzymać się, wiązać koniec z końcem do pierwszego, a i jeszcze jakaś zdolność kredytowa by mu się przydała na zakup mieszkania i na założenie swojej własnej rodziny.
:))28.03.2026, 23:03
Jesteście wspaniali.Żeby te dzieciaczki skrzywdzone prze los nie z własnej winy mówiły do Was.Tato,Mamo nie wujku,ciociu w przyszłości.Tego wam życzę i wiem że tak będzie.
Zadbana sześćdziesiątka28.03.2026, 18:52
Bardzo dobrze, ja też będę pomagać
Może Cię zainteresować
Zobacz pełną wersję podhale24.pl