Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa jest właścicielem dużego, 150-hektarowego gospodarstwa w Rabie Wyżnej. Miejsce to stało się głośne na całą Polskę, gdy sąsiedzi protestowali przeciw pomysłowi budowy biogazowni przez dzierżawcę. Ta wciąż nie powstała, pozwolenie zostało cofnięte, ale w gospodarstwie nie dzieje się dobrze.
Nieopodal zabytkowego i równie podupadłego pałacyku Głowińskich rozciąga się gospodarstwo rolne należące do KOWR. Poza nowoczesną oborą na setkę krów, reszta przedstawia widok godny pożałowania. To stara kotłownia, której wysoki komin wykorzystywany jest jedynie przez bocianią rodzinę. Sam budynek wydaje się stać jedynie siłą woli jego budowniczych. Przechodząc przez podwórko pełne balotów z sianem oraz ułożonych desek czy palet, widzimy rząd starych kurników. Powstały w latach siedemdziesiątych minionego stulecia. Jednak oprócz łuszczącej się farby i odpadających tynków, kryją coś znacznie gorszego. Azbest. A właściwie tony szkodliwego materiału, którym pokryty jest nie tylko dach, jak to w wielu domach bywało.Zagrożenie dla zwierząt i ludzi
- To jest sufit obory wyłożony eternitem. Na tym jest metrowa warstwa starych szmat, a powyżej pokrycie dachu - kolejną warstwą eternitu. Przez dziurawy dach woda ścieka na szmaty, tam się rozwijają bakterie i grzyby. Analiza mykologiczna, którą sam zleciłem, nie pozostawia wątpliwości. Te budynki zagrażają nie tylko zdrowiu zwierząt, ale i pracujących tu ludzi - nie kryje złości Artur Bocianowski, dzierżawca gospodarstwa.
I przekonuje, że gdy kilka lat temu podpisywał umowę dzierżawy z KOWR, słyszał zapewnienia, że budynki są "zdrowe", mają książki obiektu i nadają się do użytkowania.
- Chcieli tylko kasę wziąć, a ja, Bogu ducha winny, wystartowałem w przetargu - przekonuje dzierżawca. - A przecież były środki unijne na usuwanie eternitu. Ale KOWR jak gmina, wojewoda i ministerstwo zbagatelizowali problem. Występowałem z wnioskami, zasypywałem ich pismami, żeby korzystali, a oni z tego sobie nic nie robili. Przecież to oni są właścicielem! Operat mykologiczny pokazuje wyraźnie, że zagrożenie tu jest duże - podkreśla.
Autorzy obszernego opracowania określają stan budynków gospodarczych jako "zły" bądź "nieodpowiedni".
"Obecne tam grzyby i bakterie stanowią zagrożenie dla zdrowia pracowników jak również zwierząt. W budynku stwierdzono obecność licznych chorobotwórczych i toksynotwórczych gatunków grzybów i bakterii. Budynki wymagają dezynfekcji. Będzie to jednak działanie tymczasowe, doraźne i mało skuteczne, do momentu wykonania generalnego remontu budynków" - czytamy w podsumowaniu obszernej analizy dr inż. Zygmunta Matkowskiego i prof. Krzysztofa Matkowskiego z Polskiego Stowarzyszenia Mykologów Budownictwa.
Kable pod wodą, zwierzyna w polu
Opowiada, że po ostatniej kontroli inspektora weterynarii musiał wygnać bydło na pola i przystąpić do prowizorycznych prac. Trzeba było zrywać eternit i wyrzucić szmaty. Usuwanie setek kilogramów materiałów z każdego kolejnych obiektów trwało długo. Konieczny był ciężki sprzęt i wielu pracowników. Udało się "wyczyścić" z sufitów i szmat dwa kurniki, eternitowy dach pozostał na wszystkich. Symbolem stanu obiektu są skrzynki elektryczne z bezpiecznikami i kablami, po których skapuje woda z dziurawych dachów.
Tymczasem wszystko to nadal prowizoryczne działania. Kurniki wymagają generalnego remontu a nie doraźnych zabezpieczeń.
- Tylko, że oni nie pozwalają mi działać - denerwuje się Bocianowski. - Ja nie mogę pracować efektywnie i z rozmachem. Jako inwestor nie mogę robić nic. Poprzednia władza - jaka była, taka była - ale dała mi zgodę na prowadzenie działalności gospodarczej tam, gdzie wybudowałem nowoczesną oborę. W drugim etapie mieliśmy robić tu - miała powstać biogazownia. Wszystkie odchody miały iść podziemną rurą na biogaz i byłby spokój święty. Ale zmieniła się władza, politycznie uwalili mi dofinansowanie unijne. Nie dba się o teren i miejsca pracy czy inwestycje, tylko robi się bajzel - nie kryje złości dzierżawca.
Mam żal...
Przechodzimy do budynku, gdzie są konie sportowe. Tu już sufity zostały zdjęte, a szmaty wyrzucone. Spoglądam na dorodną kobyłę z źrebięciem - jakby niepasującą do obskurnych warunków starego kurnika. Kolejne dziesięć klaczy właśnie przebywa na wybiegu.
- To są konie sportowe, drogie jak cholera. Obok planowana była ujeżdżalnia, lonżownik, sala do woltyżerki, miała odbywać się hodowla koni sportowych - pozyskiwanie nasienia, zaźrebianie. A tymczasem konie siedzą w syfie, bo kolejny raz nie możemy nic zrobić. Niech świat zobaczy jak to wszystko wygląda - denerwuje się coraz bardziej Artur Bocianowski, przeklinając na czym świat stoi właścicieli z KOWR, polityków i panujące układy.
- Mam żal do wojewody, starostwo nie pomaga, podobnie jak ministerstwo rolnictwa. Jedyny dobry czas był za rządów PiS. Oni widzieli potencjał, chcieli, by było tworzone ekologiczne gospodarstwo na terenie górzystym i miejsca pracy. My gospodarujemy na majątku Skarbu Państwa i bylibyśmy w stanie płacić zdecydowanie wyższe podatki. Ale jak mamy je płacić, skoro nic nie możemy zrobić? - złości się Bocianowski.
Jako dzierżawca ma umowę od przeszło pięciu lat. Pisze ponaglenia do Henryka Smolarza, dyrektora warszawskiego KOWR. W komunikatorze wysyła filmy pokazujące obraz sytuacji do wszystkich możliwych instytucji. Pokazuje odpadające tynki, eternit i szmaty. Alarmuje, że to nie są żarty, bo w tych budynkach stoją konie, cielaki i jałówki.
I reakcji nie widzi.
Raj na gnoju i wielkie G
Bocianowski wraca do oprotestowanego przez sąsiadów i mieszkańców wioski pomysłu budowy biogazowni w miejsce starej, węglowej kotłowni.
Przeciwko temu wystąpili mieszkańcy organizując liczne protesty. Podnoszone były argumenty, że obiekt będący niedaleko centrum wsi spowoduje fetor dokuczający całej okolicy. Protestujący obawiali się też dowożenia tam odpadów poubojowych.
W marcu 2025 roku wojewoda małopolski Krzysztof Jan Klęczar unieważnił pozwolenie na budowę biogazowni. Stwierdził, że Starostwo Powiatowe w Nowym Targu wydało decyzję z wadą rażącego naruszenia prawa.
Kilka miesięcy później decyzję o nieważności pozwolenia wydał też Główny Inspektor Nadzoru Budowlanego.
- Myśmy już cztery biogazownie jako firma budowlana w Polsce postawili, a u siebie nie możemy - ciągnie swoje żale przedsiębiorca. - Nie realizujemy projektu, nie mamy obsługi konnych imprez, nie mamy basenu z wodą podgrzewaną ciepłem z biogazowni, nie mamy trampoliny do skoków synchronicznych, lodowiska. Nie mamy nic. Jest wielkie G.
Odpowiecie? Odpowiemy!
Próby kontaktu z KOWR okazały się długie i mozolne. Dyrektor krakowskiego oddziału KOWR Marcina Kobuszewski mimo kliku prób nie znalazł czasu na rozmowę. Pytania wysłane mailem 17 marca również pozostały bez odpowiedzi. Tydzień później te same pytania przesłałem do rzecznika prasowego KOWR w Warszawie.
Zadałem trzy pytania:
1. Jakie KOWR podejmuje działania, by rozwiązać problem tykającej bomby ekologicznej jaką są eternitowe dachy i stropy w należących do Was budynkach.
2. Czy KOWR ma pieniądze na likwidację zagrożenia ekologicznego jakie stanowa budynki i ich remonty?
3. Jaki ma pomysł na rozwój podupadłej części gospodarstwa w Rabie Wyżnej?
Odpowiedź nadeszła dopiero 1 kwietnia.
Dowiadujemy się z niej, że "Oddział Terenowy w Krakowie we współpracy z dzierżawcą stopniowo demontuje wyroby azbestowe z terenu gospodarstwa w Rabie Wyżnej, celem jego utylizacji. Jednak z uwagi na znaczne ilości eternitu na dachach i stropach budynków, proces ten musi przebiegać stopniowo - wiąże się to zarówno z koniecznością poniesienia znacznych nakładów finansowych, jak i jednoczesnego prowadzenia robót demontażu azbestu oraz instalacji nowych pokryć dachowych, co jest procesem czasochłonnym".
Urzędnicy z Krakowa zadeklarowali usunięcie wszystkich wyrobów azbestowych z gospodarstwa w Rabie Wyżnej do końca... 2032 roku. Czyli w maksymalnym terminie wymaganym przez ustawę.
KOWR zapewnia też, że "dysponuje odpowiednimi środkami finansowymi, przeznaczonymi na utylizację azbestu". Jednak jak czytamy w odpowiedzi "wydatkowanie tych środków musi być celowe i oszczędne, zgodnie z ustawą o finansach publicznych, co sprawia, iż takie wydatkowanie jest poprzedzone przeprowadzeniem postępowania w ramach zamówień publicznych, co dodatkowo wydłuża całą procedurę".
A jaki KOWR ma pomysł na rozwój podupadłej części gospodarstwa w Rabie Wyżnej?
Tu rzecznik prasowy KOWR wskazuje, że to dzierżawca, podpisując umowę z KOWR, "zobligowany jest do prowadzenia działalności rolniczej zgodnie z dobrą praktyką rolniczą, w celu zagospodarowania dzierżawionej nieruchomości".
To dzierżawca zobowiązany jest do przestrzegania przepisów "o ochronie gruntów rolnych i leśnych, o lasach, o ochronie przyrody, o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami, o ochronie środowiska, przepisów prawa wodnego, prawa budowlanego i zobowiązuje się do używania przedmiotu dzierżawy stosownie do tych ograniczeń i obowiązków".
I dodaje, że KOWR nie może narzucać dzierżawcy innego sposobu użytkowania nieruchomości...
Wstawoj, pódzies lezeć
Artur Bocianowski słysząc o piśmie oraz rzekomej współpracy KOWR w dofinansowaniu utylizacji azbestu podkreśla, że to... bzdura.
- To po interwencji inspekcji weterynaryjnej przymuszony zostałem do działania w trybie pozaumownym. Tu każda chwila jest tu ważna. Z KOWR nie dali mi na to ani złotówki! Nie zrobili nic! Ja całe to ich "zaangażownie" spuentuję góralskim powiedzeniem: "wstawoj, pódzies leżeć!" - podsumowuje dzierżawca gospodarstwa należącego do KOWR.
***
Otrzymaną odpowiedź na trzy proste pytania można podsumować jednym zdaniem mającym przemówić do opinii publicznej: działamy, mamy pieniądze (choć nie za wiele) i mamy plan... by to dzierżawca miał plan. Byle niezbyt ambitny.
Józef Figura



