NOWY TARG. Pobieżnie licząc, na nowego najemcę lub kupca w samym sercu miasta czeka już ponad dwadzieścia lokali. Wystarczy krótki spacer ulicami Kolejową, Kazimierza Wielkiego, Ogrodową, Długą czy Sokoła, by zapisać numery telefonów do właścicieli, którzy bezskutecznie próbują wynająć przestrzeń.
Gospodarczy boom
Cofnijmy się w czasie do przełomu lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. To czas prawdziwego wysypu nowych, prywatnych sklepów, biur czy gabinetów. Ludzie przerabiają garaże, przedsionki, mieszkania na parterze, by wstawić witrynę i otworzyć biznes. Najczęściej sami zabierają się za prowadzenie interesu, niekiedy poszukują najemców. Czekać nie muszą długo.- Wtedy lokale schodziły na pniu, zainteresowanie było ogromne. Czasem ludzie wynajmowali nawet piwnice na gabinety lekarskie. Każdy chciał mieć jakiś swój biznes. Najlepsze lokalizacje były w centrum miasta. Ale to już minęło. I raczej nie wróci - przyznaje Anna Łukaszka, która w Nowym Targu prowadzi jedno z najstarszych, lokalnych biur nieruchomości.
Duży może więcej
Centrum Nowego Targu od lat się zmienia. Trudno wytyczyć konkretną datę, kiedy ruszyła lawina. Handel zaczął się powoli wyprowadzać wraz z powstawaniem wielkopowierzchniowych sklepów. Leclerc, Stopiak, Dekada, Galeria Nowotarska przyciągnęły mniejszych i większych najemców, a wraz z nimi klientów. Ci zamiast krążyć po ulicach w poszukiwaniu sklepu, wolą podjechać w jedno miejsce i zrobić nie tylko zakupy spożywcze, ale i ubrać się od stóp do głów czy wyposażyć w elektronikę. Małe sklepy z odzieżą czy galanterią nie wytrzymywały też konkurencji i niemal dumpingowych cen dużych sieciówek.
Nawet lekarze ze swoimi gabinetami, niegdyś rozproszonymi po domach, suterynach i mieszkaniach w blokach przenieśli się do większych centrów jak Allmedica, Lasermed czy Medical Clinic.
Banki się trzymają, ale...
Spacerując ulicami Nowego Targu starzy mieszkańcy mogą sobie przypominać: tu był sklep spożywczy, tam księgarnia, gdzie indziej meblowy. Wymieniać można długo przy okazji wspominając po kolei, co było, co się zmieniło, co pozostało.
- Trudno dziś znaleźć najemcę. Z jednej strony ciasne, ciemne i nieremontowane lokale nie przyciągają przedsiębiorców szukających wyższych standardów. Z drugiej - ceny najmu, choć spadają, wciąż są zbyt wysokie biorąc pod uwagę możliwe ryzyko, że biznes w tym miejscu nie wypali - zauważa Anna Łukaszka, przyznając, że także dla biur nieruchomości poszukiwanie najemców wcale nie jest dziś łatwym zadaniem.
Co zostaje? Patrząc po szyldach w Rynku najlepiej mają się banki, choć tu niespodziankę zrobił Pekao. Atrakcyjną kamienicę bank sprzedał za 4 mln zł. miastu, które tworzy tu właśnie bibliotekę.
Prowadzenie restauracji też nie jest łatwym kawałkiem chleba o czym świadczy zamknięty popularny niegdyś lokal Steskala w kamienicy na rogu Szaflarskiej. Dziś witrynę "Stesa" zdobi tabliczka: na sprzedaż.
Nawet "Pijalnia Wódki i Piwa" w budynku nieopodal popłynęła w niebyt. Niestrudzenie walczą o klienta lodziarnie i pojawiające się w większej liczbie mniejsze lokale gastronomiczne.
"Rynek się skończył"
- Problem w tym, że poprzedni burmistrz przy okazji rewitalizacji rynku nie zrobił podziemnego parkingu. Teraz można już powiedzieć: "Rynek się skończył" - przekonuje nowotarski przedsiębiorca, który od października próbuje znaleźć chętnego na wynajem lokalu o powierzchni 120 metrów kwadratowych. - Druga rzecz, która dobiła tutejszy handel to galerie, a trzecia: obwodnice. Przecież wkrótce nikt do tego miasta nie będzie zajeżdżał. Chyba, że z czystej ciekawości - dodaje z kwaśną miną.
Nowotarżanin przyznaje, że telefony się zdarzają, ale większość z nich tylko po to, by podpytać jaka jest cena i warunki. Jeden, poważnie zainteresowany klient, w końcu się wycofał.
Henryk Szopiński, rodowity nowotarżanin teraz częściej przebywa w Warszawie. Od miesiąca czeka, by wynająć nowotarski lokal przy ul. Kazimierza Wielkiego. Wcześniej był tu sklep z odzieżą, ale właścicielka przeszła na emeryturę i dała sobie spokój z prowadzeniem biznesu.
- Byłem bardzo zadowolony, to była stabilna współpraca. Teraz, owszem, telefon dzwoni, choć rzadziej niż rok temu. Od czasów covidu widzę spadek zainteresowania najmem - zauważa.
Największym problemem, na który zwracają uwagę dzwoniący jest brak miejsc parkingowych oraz strefa płatnego parkowania. Klienci wolą pojechać tam, gdzie postawią samochód za darmo, czyli do galerii.
Wracamy do mieszkań!
Właścicielka kamienicy przy Długiej widząc jaka jest sytuacja - przeszła drogę odwrotną niż początkowo. Zlikwidowała sklep na parterze, a w jego miejsce na powrót przygotowała mieszkanie na wynajem, podobnie jak na pozostałych piętrach. Na brak ofert nie narzeka, a w razie czego, na nowego najemcę długo nie musi czekać.
- W latach dziewięćdziesiątych mama przerobiła to mieszkanie na sklep. Potem był tu między innymi gabinet lekarski, rehabilitacja, a nawet biuro podróży. Ale to się skończyło, mam mieszkania i to jest dobre rozwiązanie - przekonuje nowotarżanka.
Jak sama zauważa, wiele lokali obok świeci pustkami, a w szybach widnieją oferty najmu lub sprzedaży. Jednak już widzi, że coraz więcej właścicieli przerabia dawne lokale usługowe na mieszkania.
- To, co jeszcze ma tu powodzenie, to branża kosmetyczna. Wszelkiego rodzaju usługi beauty szukają odpowiedniego miejsca w centrum. Ale mają też swoje wysokie wymagania, którym nie każdy może i chce sprostać. Musi być nowocześnie - podkreśla.
Kolejny właściciel lokalu na wynajem też przyznaje, że coraz bardziej zastanawia się nad zmianą jego przeznaczenia.
- Trzeba utrzymywać niską cenę, podczas, gdy wszystko drożeje - rozkłada ręce. - To się już nie kalkuluje.
Jest problem?
Bartłomiej Garbacz, były kandydat na burmistrza, radny i sekretarz starostwa nowotarskiego przekonuje, że w łonie rady nie było rozmów na temat problemów z najmem lokali w centrum miasta.
- Ale dziękuję za sugestię, idąc do urzędu zwrócę uwagę i poddam sprawę pod dyskusję. Porozmawiam też z samymi zainteresowanymi. Jak będzie diagnoza to może uda nam się znaleźć rozwiązanie - podsumowuje krótką rozmowę i obiecuje zadzwonić jak tylko będzie miał gotowe pomysły.
Burmistrz Grzegorz Watycha przekonuje jednak, że to problem "sezonowej fali wynajmu". Zwraca także uwagę na jeszcze jeden czynnik wpływający na odpływ drobnego handlu z centrum.
- Duże markety sprawiły, że praktycznie zniknęła branża spożywcze. Proszę też zauważyć jak rośnie liczba paczkomatów. Butiki z odzieżą czy obuwiem przegrywają z handlem w sieci. Trwa trudna walka o klienta, nawet banki ją zaczynają przegrywać - przyznaje.
"Noszę się z zamiarem"
Jak przekonuje burmistrz, trudno pogodzić interesy wszystkich stron. Bo z jednej - właściciele gastronomii chcieliby pozwoleń na ogródki, wyjścia na zewnątrz. Są postulaty, by zamykać całe pierzeje Rynku dla ruchu. Z drugiej handlowcy - przeciwnie - domagają się większej ilości miejsc parkingowych i usprawnienia ruchu. To widać także na przykładzie ulicy Krzywej, która miała być deptakiem, stała się nielegalnym parkingiem, a trwają konsultacje, czy przywrócić tam ruch samochodowy.
- Dyskusja w sprawie centrum przed nami. Noszę się z zamiarem wyznaczeniem jakiejś przyszłości dla Rynku. To się będzie wiązać ze zmianą koncepcji zagospodarowania chodników, zmianą wizerunkową, by pokazać przynajmniej niektóre pierzeje bardziej jako deptaki i miejsca dla gastronomii. W Krakowie te ogródki funkcjonują cały rok z ogrzewaczami gazowymi. To też jakiś sposób na przetrwanie, ale trzeba tego klienta ściągnąć - podkreśla Grzegorz Watycha.
Zwraca on uwagę, na potrzebę dyskusji z właścicielami kamienic. Jest bowiem w Rynku duża różnorodność, jeśli chodzi o rodzaj działalności.
- Każdy walczy o przetrwanie, na pewno nie uda się zamknąć pierzei i powiedzieć: róbcie tu wszyscy gastronomię. To się nie uda. To musi być bardziej ewolucyjne - przekonuje burmistrz.
Obniżyć podatek? Tak, ale...
O ile w Rynku przedsiębiorcy radzą sobie lepiej, to gorzej wygląda sytuacja z ulicami przyległymi.
Jesienią trwała dyskusja na temat możliwości obniżenia podatku do nieruchomości. Opozycyjni radni proponowali strefowanie, by wyższe stawki obowiązywały tam, gdzie są duże galerie handlowe.
Jednak pomiędzy tymi dużymi graczami są też mali przedsiębiorcy, którzy w takiej sytuacji "oberwaliby rykoszetem". Trudne więc oszacować, w której strefie jest lepiej, a w której gorzej.
Innym pomysłem było wprowadzenie preferencyjnej, niższej stawki dla rzemieślników na przykład zegarmistrzów, szewców czy krawców. Ale dyskusja w radzie nie doprowadziła do konkretnych rozwiązań. Żaden z pomysłów nie został wprowadzony, a stawki pozostały na niezmienionym, wysokim poziomie.
Teraz burmistrz zapowiada, że dyskusja powróci podczas uchwalania przyszłorocznego budżetu.
A może pomyśleć ogólnie o obniżce podatku od nieruchomości dla wszystkich przedsiębiorców?
- To nie jest lekarstwo, bo głównym kosztem prowadzenia działalności są koszty osobowe, pracownicze - odrzuca taką propozycję Grzegorz Watycha.
***
Co można zrobić, by nie dopuścić do biznesowej śmierci centrum Nowego Targu? Przykład Krakowa pokazuje, że "pójście w turystykę" przynosi niekoniecznie oczekiwane efekty. Okolice tamtejszego Rynku praktycznie pozostają niezamieszkałe, a w kamienicach działają już głównie hotele, biura i restauracje. Oczywiście nie sposób porównywać tych dwóch miast. Nie ta skala i nie takie zainteresowanie turystów. Jednak warto pomyśleć o zjawiskach jakie zachodzą w centrum Nowego Targu zanim zmiany staną się nieodwracalne.
A jakie są Wasze pomysły na centrum Nowego Targu i małych, miejskich przedsiębiorców? Czekamy na komentarze.
Józef Figura




