"Drodzy Czytelnicy! Miałem ostatnio przerwę w pisaniu i nawet zamierzałem do tego nie wracać. Byłem (i jestem) przygnębiony tym co wydarzyło się w ostatnim czasie w szpitalu nowotarskim. I nie mam zupełnie ochoty na wesołkowate felietony" - pisze Maciej Jachymiak, lekarz i nowotarżanin, były samorządowiec i polityk. Psychiatra z Nowego Targu zabrał głos po aferze związanej z funkcjonowaniem psychiatrii w Podhalańskim Szpitalu Specjalistycznym.
Na przełomie roku odeszło z pracy w Centrum Zdrowia Psychicznego w Nowym Targu pięciu lekarzy, plus jedna koleżanka nieco wcześniej, ale z tych samych powodów. Odeszło też kilkunastu innych pracowników, w tym psychoterapeutów. Nikt z nas nie chce brać udziału w wyłudzaniu publicznych pieniędzy. A przede wszystkim przykładać ręki do bezsensownej i bezprawnej przemocy jaka od kilku lat ma miejsce w oddziale psychiatrii. A od stycznia tego roku w całym centrum. W 2020 r. ruszył w szpitalu program unijny, przygotowany przez grupę entuzjastów, przy kilkuletnich utrudnieniach ze strony dyrekcji, która w końcu go zaakceptowała. Program zakładał "Środowiskowe Centrum Zdrowia Psychicznego" oraz narzucał nowe zasady. Odchodził od struktury oddział - poradnia, tworzył także oddziały dzienne, kluby pacjentów, mieszkania chronione, przeróżne doradztwo oraz zespoły środowiskowe, leczące najciężej chorych w miejscu zamieszkania. Samorząd został obdarowany milionami, zatrudniono kilkadziesiąt osób, wykształcono je, zakupiono samochody dla zespołów środowiskowych etc. Pojawiła się też perełka, niedoceniana, ale dziś widać, jak ważna. Asystenci zdrowienia. Osoby po przejściu kryzysu psychicznego, służące swoim autentycznym doświadczeniem.
Program zakładał odchodzenie od hospitalizacji psychiatrycznych, jako niosących za sobą tyle pożytków co szkód. Miał wyeliminować przemoc, izolację etc, metody archaiczne, nieskuteczne, nieludzkie. Wypełniał "Narodowy Program Ochrony Zdrowia Psychicznego" przyjęty przez sejm, ponad podziałami, w 2005 r.
Niestety, od początku w Nowym Targu szwankował. Humaniści przenieśli się do nowych zadań. Na szefa zamkniętego oddziału psychiatrii powołano lekarkę o fatalnej reputacji (dr Konarska), w tym z powodu niskiej kultury osobistej. O czym miałem okazję kilka razy się przekonać osobiście.
Od razu powiedziała, że żadnych terapeutów środowiskowych na oddział nie wpuści. A program zakładał, że najciężej chorzy, nawracający, niewspółpracujący mają być już w szpitalu obejmowani taką opieką. Zwracałem uwagę, że jeżeli nie będziemy postępować wg projektu, to to będzie zwykłe wyłudzanie pieniędzy. Bez efektu. Żeby było ciekawiej dyr. Wierzba z Konarską założyli swój zespół środowiskowy. I to było niezłe pato. Wiem, bo po kilku latach spadło m.in. na moją głowę.
Przepraszam za ten przydługi wstęp, tym bardziej, że to wszystko nic. Najgorsze przyszło z czasem. Do poradni, w której pracowałem, ludzie zaczęli zgłaszać coraz więcej przypadków przemocy jakiej doświadczali w oddziale zamkniętym. Unieruchomień, pobić, wymierzania kar, przemocy psychicznej. Odsyłałem wszystkich, aby składali zawiadomienia, informowałem przełożonych, sąd rodzinny, samorząd. Odbyłem rozmowę ze specjalistą wojewódzkim ds. psychiatrii, a kilka miesięcy temu spotkałem się w tej sprawie z zarządem powiatu. Bez efektu.
Jesienią ub. roku, dotychczasowa szefowa Centrum złożyła rezygnację. Bezpośrednim powodem było odrzucenie przez dyrekcję raportu o nadużyciach w zespole środowiskowym, o którym wspomniałem. Powodem głównym było poczucie, że bierze udział w czymś nie mającym nic wspólnego ze współczesną medycyną.
Od stycznia dyrektorem Centrum została dr Konarska. W odpowiedzi kilku lekarzy odeszło, w tym ja. Oraz wielu innych pracowników. Łatwo znaleźliśmy nowe prace, w końcu mamy deficytowy zawód. Pracuję teraz kilkadziesiąt kilometrów dalej, w miejscu, gdzie szanuje się wiedzę i nie stosuje przemocy. No i zarobki są większe. Tak, że proszę nie myśleć, że walczę o byt. Pod tym względem mam się nieźle. Ale co innego nie daje mi spać.
Od początku roku jestem bombardowany telefonami. Ludzie masowo uciekają ze szpitalnej poradni, opisują horrory. Puste korytarze, a niedawno tętniły życiem. Lekarze rzadko się pojawiają. Nie ma ich. Garstka, która została musi obrobić oddział stacjonarny, dwa dzienne i trzy poradnie (w tym filie w Rabce i Zakopanem). Dyrektor nazywa to reformą i pierś wypina, że skrócił kolejki. Nie wiem czy o takie skracanie kolejek w publicznej medycynie chodzi.
Jest mi trochę wstyd, ale odpuściłem. Postarzałem się. Nie wierzę ani w państwo, ani w samorządy. Odszedłem. Ale kilku terapeutów i asystentów zdrowienia cały czas wierzy w sprawiedliwość. Piszą listy do władz, do mediów. Kilka dni temu puszka Pandory otwarła się. Najpierw artykulik w tygodniku podhalańskim. Potem kontakt z TVN. Ludzie zaczynają mówić. Proszono mnie o komentarz. Prawdę mogę mówić zawsze. Teraz dziękuję za wyrazy otuchy i, co najważniejsze, za świadectwa. Ludzie przestają się bać.
Myślę, że jest już duży materiał do zawiadomienia prokuratury o kilkuletnim znęcaniu się fizycznym i psychicznym nad pacjentami oddziału psychiatrii w Nowym Targu przez jego ordynatorkę i innych pracowników, za wiedzą i zgodą dyrekcji szpitala. Nomen omen pod wezwaniem świętego Jana Pawła II.
Dziś chciałbym zacytować dwie skargi wysłane do mnie rano. Jest ich więcej, ale do komputerów sięgają też dzieci. Niech w coś jeszcze wierzą.
Chciałbym też prosić pracowników oddziału psychiatrii w Nowym Targu, żeby nie dzwonili do mnie z pretensjami. Nie wszyscy są winni w takim samym stopniu. Ale posłuch ma swoje granice, zaś udział w przestępstwie też jest przestępstwem.
Zwracam się też do kolegów ze szpitala w Zakopanem. Proszę nie podawać pani doktor kroplówek. Alkohol nie wydala się przez nerki, tylko przez wątrobę. Benzodiazepiny i opiaty tak pół na pół, ale wierzcie mi, lepiej niech odeśpi.
*
"Byłam na oddziale i nie chcę tam nigdy wrócić. Nie wiązali mnie w pasy, ale widziałam co się dzieje. Jeden pan położył się na podłodze. Podeszli i zapięli go w pasy. Jak ktoś nie chciał zażyć leków to zapinali go w pasy. Jak nie było Konarskiej to było jakoś tak luźniej. Ludzie siedzieli w oknach i sprawdzali, czy jest jej samochód. Jak przyjeżdżała wszyscy się chowali".
*
"Widziałam ten krótki filmik o oddziale psychiatrycznym na szpitalu w Nowym Targu. Podpisuje się pod tym wszystkim. Będąc w lutym po kod recepty na oriven i lerivon, ta cała pani Konarska powiedziała, że w życiu nie byłam pacjentka centrum zdrowia psychicznego, a bynajmniej musiało być to bardzo dawno, bo ona nie ma żadnych moich danych i kłamie. Po 15 minutowym wywiadzie przepisała mi po 2 opakowania tych leków po czym powiedziała, że dawkowania mi nie będzie już zdradzać, bo ona nie jest wróżka, żeby mi to mówić i mogę sobie brać tego, ile chce, bo i tak jej jest wszystko jedno co z tym zrobię. Nie mam pojęcia kto do tego doprowadził, że ją tam przyjął".
*
Następne świadectwa niebawem
Maciej Jachymiak



