Z urodzenia nowotarżanin, od 30 lat zakopiańczyk. Na Podhale24.pl zakończyliśmy publikację powieści Andrzeja Finkelstina pt. "Melina Lenina, czyli o tym jak Wacek odrabiał wojsko w Poroninie". Wraz z autorem, zachęceni reakcją czytelników, publikujemy kolejne utwory Andrzeja Finkelstina - wybrane opowiadania z tomów pt. "Nokaut" i "Moje podróże autobusikiem". Są to swobodne opowieści i spostrzeżenia na różne tematy społeczne i psychologiczne w formie opowiadań, często czarno-humorystycznych, zazwyczaj mające drugie dno i morał. Kolejne opowiadania publikujemy co wtorek na Podhale24.pl. Dziś pt. "Pralnia absolutu, czyli jak wirować z nurtem".
Nokaut_ Pralnia absolutu, czyli jak wirować z nurtem/Fantástico Chico Blanco/Kajetan Gąbka, ten ekscentryczny bywalec różnych ciekawych miejsc, gość z kolorowymi perukami, zawsze sprawiał wrażenie kogoś, kto balansuje na krawędzi zdrowego rozsądku i otchłani absurdu. Był dwubiegunowo - ambiwalentny. Ludzie szeptali za jego plecami, że jest upadłym, pogubionym, szalonym geniuszem. On sam zaś mówił o sobie: "Siedzą we mnie diabły, które ze mną walczą. Jestem swoim najgorszym wrogiem. Można powiedzieć, że jestem w jakimś stopniu szalony".
Pewnego wtorku (miał wtedy na głowie perukę w kolorze intensywnego buraka), Kajetan zwołał zebranie zarządu. Spotkanie odbyło się nie w sterylnym biurze, a w opuszczonej pralni przemysłowej, którą Kajetan uważał za idealne miejsce do docierania w głąb ludzkiej psychiki. Powietrze było ciężkie od zapachu skiśniętych niedoschniętych ubrań i taniego mydła. Na środku stała gigantyczna, zardzewiała wirówka.
- Dziwne, prawda? - zagaił Kajetan, wykonując ekstrawagancką gestykulację przypominającą pogodynkę pokazującą kierunek wiatru. - Myślcie tajemniczo, myślcie, jak jakbyście byli pod wodą. Życie jest jak opór ruchu.
Zarząd, grupa równie zagubionych, co Kajetan (choć w mniej kolorowych perukach lub zupełnie bez nich), patrzył na niego z mieszanką strachu i fascynacji. Nic nie zrozumieli. Jednym z nich był Janusz, księgowy o twarzy zmęczonej życiem, nadmierną biurokracją i nieustannym nadążaniem za myślami szefa. Stał oniemiały, obserwując swojego mocodawcę, Kajetana Gąbkę, który w tym momencie już wirował w gigantycznej, zardzewiałej pralce przemysłowej. Głowę Kajetana chroniła ogromna peruka w kolorze intensywnego buraka, ale jego kończyny bezlitośnie odbijały się od bębna z głuchym łoskotem.
- Kajetan, szefie! - wydusił wreszcie z siebie Janusz, drapiąc się po spoconej łysinie. - Mamy problem z płynnością. Plan A już od dawna nie działa. Skarbówka dzwoniła trzy razy, komornik przysłał list gończy... tfu, wezwanie do zapłaty. Co robimy?
Kajetan, z tą swoją ekstrawagancką gestykulacją, wyłączył wirowanie. Wyszedł z urządzenia chwiejnym krokiem, otrzepując z siebie pył, rdzę i pojedynczą, szarą skarpetkę przeczepiona do spodni. Spojrzał na Janusza swoimi wodnistymi oczami.
- Dziwne, prawda? - zagaił z kamienną powagą, identycznie jak przed chwilą, ignorując całkowicie list od komornika. - jeszcze raz powtarzam, myślcie jak pod wodą. Życie jest jak opór ruchu. A ta skarpetka... to symbol straty. Ale i nowego początku!
- Symbol straty to my mamy w bilansie, Kajetan! - Janusz niemal płakał. - Mamy deficyt. Ludzie chcą pensje! Potrzebujemy konkretnych działań, nie symboli!
Kajetan poklepał go po ramieniu, a raczej po miejscu, gdzie Janusz miał kiedyś ramię, zanim chroniczny stres go skurczył.
-Ty myślisz zbyt... liniowo. Jak rura odpływowa. Musisz myśleć ambiwalentnie! Jak ten oto guzik od pralki!
Kajetan z triumfalnym uśmiechem wyjął z kieszeni pomarańczowy guzik. Janusz patrzył na ten relikt przeszłości z narastającą apopleksją.
- Co to ma znaczyć? Co mamy wirować w pralni? Może mamy zarabiać na praniu brudnych pieniędzy? - Januszowi zaczęły drżeć powieki.
Kajetan rzadko cokolwiek tłumaczył, częściej operował obrazami i nastrojem.
- Dlaczego kurwa nie wyjaśniasz znaczeń? - Nie wytrzymał Janusz i pierwszy raz od zatrudnienia naciągnął na głowę kolorową perukę.
Odpowiedź była prosta, ale nic nie wyjaśniała.
- Bo tak to już jest. Jest tak, jak jest. - Wymamrotał Kajetan, po czym schował guzik z powrotem do kieszeni i zniknął za stertą prześcieradeł.
I tak Kajetan, bez tłumaczenia, postanowił zrewolucjonizować dział marketingu. Następnie zamiast slajdów, puścił żywego, sypiącego piachem mrówkojada.
- To symbol naszej strategii! - ogłosił z powagą godną mistrza ceremonii. - On żre mrówki. A my pożremy konkurencję!
- Ależ Kajetan, jak to? - zaprotestowała Grażyna, szefowa marketingu.
- To niehigieniczne! - zaśmiał się ktoś z zarządu.
Kajetan poklepał mrówkojada po nosie, chwile odczekał i rzekł:
- Patrzcie, ta bestia jest dwubiegunowo - ambiwalentna. Niby słodka, a pożera mrówki. Taka jest nasza strategia!
Absurd gonił absurd. Firma Kajetana balansowała na krawędzi upadłości, ale jednocześnie panowała wokół niego szczególna, niewidzialna atmosfera, wręcz więź, która udzielała się wszystkim. Docierał do czegoś głębokiego w każdym, niezależnie od tego, czy zdawali sobie z tego sprawę, czy nie. Aż pewnego dnia Kajetan zniknął. Zostawił na pralce notatkę: "Jeśli masz plan i on nie działa, spieprzaj z nurtem". Została po nim tylko burakowa peruka i mrówkojad, który wciąż chrupał mrówki w opuszczonej pralni.
Czasami, gdy życie przypomina opór ruchu albo ruch oporu, a plany zawodzą, może warto posłuchać szalonego typa w peruce. Absurd może być jedynym sensownym kierunkiem, a prawdziwa wartość tkwi w zdolności do adaptacji, nawet jeśli oznacza to wiekuiste wirowanie w pralni absurdu z jakąś zagubioną skarpetką. No chyba, że to nie zadziała, wtedy koniecznie trzeba spieprzać z nurtem.
***
W procesie twórczym wykorzystano wsparcie AI w zakresie przetwarzania i redagowania.




