- Dlaczego to robią? To jest pytanie, co do którego można snuć domysły - mówi tajemniczo Piotr Gontarczyk, podczas spotkania w Nowym Targu. A potem zaczyna wymieniać dowody na rzekome przekłamania historii Polski i Nowego Targu.
Dr Piotr Gontarczyk, historyk, politolog i publicysta, którego działalność naukowa skupia się wokół historii najnowszej Polski przyjechał do Nowego Targu na zaproszenie Nowotarskiej Grupy Mieszkańców PAMIĘĆ. Spotkanie, na które przyszło kilkadziesiąt osób, odbyło się w salce parafialnej przy kościele Najświętszego Serca Pana Jezusa. Tytuł wykładu: "Przekłamania historii Polski ze szczególnym uwzględnieniem historii Nowego Targu"."To się filozofom nie śniło"
Piotr Gontarczyk jest autorem kontrowersyjnych książek, takich jak "SB a Lech Wałęsa. Przyczynek do biografii", czy "Pogrom? Zajścia polsko-żydowskie w Przytyku 9 marca 1936 r. Mity, fakty, dokumenty".
Przygotowuje właśnie kolejną, której tytułu jeszcze nie zdradza, ale publikacja ma nastąpić w drugiej połowie roku. To, jak sam przedstawia, kilkaset stron narracji i tablic demaskujących, jak współcześnie grupa naukowców fałszuje na wielką skalę historię. Sprawa dotyczy dziewięciu powiatów w Polsce, w tym także nowotarskiego.
- Jak bym opowiadał, co się tam robi, to jedni uwierzą, inni nie, tak naprawdę nie wiadomo, gdzie jest prawda. Ale jeśli państwo zobaczą parę rzeczy, będzie to ciekawe i kształcące - zachęca słuchaczy wykładu.
Drobiazgowa praca dotyczy wyłapywania nieścisłości i błędów w znanej książce pt. "Dalej jest noc. Losy Żydów w wybranych powiatach okupowanej Polski". To dwutomowa praca zbiorowa pod redakcją Barbary Engelking i Jana Grabowskiego, która zawiera także obszerny rozdział (148 stron) dotyczący Nowego Targu napisany przez Karolinę Panz.
Historyk IPN nie szczędzi krytycznych słów pod adresem autorów.
- To osoby z tytułami profesorskimi, robiące rzeczy, o których się filozofom nie śniło. Czytałem tę książkę, a ponieważ znałem część źródeł, przecierałem oczy, bo nie mogłem uwierzyć, że można tak działać - mówi Piotr Gontarczyk.
Warto przypomnieć, że Karolina Panz niedawno opublikowała książkę: "Chciałabym opowiedzieć jak zginęło miasto... Zagłada żydowskich mieszkańców Nowego Targu". Jest ona efektem pracy doktorskiej jak też rozszerzeniem i obszernym uzupełnieniem artykułu, który wziął pod lupę historyk IPN. O książce i spotkaniu z autorką pisaliśmy tu: Chciałabym opowiedzieć, jak zginęło Miasto - Karolina Panz o żydowskich mieszkańcach Nowego Targu
"Stosunki miłe i serdeczne"
Piotr Gontarczyk przekonuje, że publikacje te mają za cel, by możliwie jak najwięcej ofiar żydowskich, za które odpowiedzialni są Niemcy, przepisać na konto Polaków.
- I to wszelkimi sposobami. Usuwani są Niemcy ze scen deportacji Żydów i zostają tylko np. granatowi policjanci. To, co się pisze o duchowieństwie jest okropne i nieprawdziwe. Tysiące ofiar żydowskich poprzepisywali na konto Polaków - mówi nie pozostawiając wątpliwości wśród swoich słuchaczy.
Historyk analizuje rozdział Karoliny Panz dotyczący powiatu nowotarskiego. Jak przekonuje, usunięte zostały wszystkie informacje wskazujące na przedwojenne stosunki polsko - żydowskie, które były "miłe i serdeczne".
I przytacza cytaty, w których fragment tekstu został pominięty. A usunięty fragment zeznania zawiera pozytywną opinię o Polakach.
I w innym przypadku przytacza historię Żydówki, którą wydał polski gospodarz, ale - jak dotarł Gontarczyk - wydał ja nie dlatego, że była Żydówką, tylko dlatego, że związana była z podziemiem. - Ale jak się ten fragment odpowiednio przytnie to wyjdzie, że Polak zadenuncjował Żydówkę, co jest nieprawdą - wskazuje historyk.
"Nie ma dowodów, ale trzeba spróbować"
Inny cytat, któremu przygląda się badacz IPN, dotyczy Żydów prowadzonych z podniesionymi rękoma przez polskich policjantów.
- W przypisach podany został nieprawdziwy numer tomu. Autorka chyba myślała, że nikt nie przejrzy siedemdziesięciu kilku tomów i nie poszuka tych cytatów. Poszukałem, przeczytałem wszystkie. I znalazłem to zeznanie Klemensa Szczurka - to zrobili gestapowcy! Karolina Panz usunęła z tej historii gestapowców, a wprowadziła polskich policjantów, którzy wykonywali rozkazy Niemców. Takich "numerów" znalazłem kilka - mówi z nutą triumfu w głosie Piotr Gontarczyk.
I przekonuje, że autorka za wszelką cenę chce stwierdzić, że Polacy byli zaangażowani w holokaust
- Nie ma na to dowodów, ale trzeba spróbować - dodaje.
Innym "dowodem" na celową manipulację, ma być historia nowotarżanina, który uratował rodzinę żydowską.
- W sobotę zdecydował, że będzie ratował rodzinę, ukrył ją, a w niedzielę jego żona poszła do kościoła, gdzie ksiądz albo ogłaszał niemiecki komunikat, albo zwyczajnie ostrzegał, by uważać, bo jak Niemcy znajdą gdzieś Żydów to mordują całe rodziny. Ale pani Panz zamieniła kolejność wydarzeń pisząc, że "wbrew słowom, które usłyszał z ambony podjął walkę o uratowanie Żydów". Jest różnica? Opluskwianie duchownych i ludzi wierzących jest tam pewną regułą - przekonuje Gontarczyk.
To tylko spór o miedzę?
Za to w charakterystyce szefa gestapo, opisanej przez Karolinę Panz, historyk IPN dostrzegł... pozytywne cechy. Jego zdaniem świadczą o tym słowa, że "utrzymywał żelazną dyscyplinę i nie tolerował jakichkolwiek przejawów samowoli" czy też, że organizator deportacji i egzekucji "słynął z zamiłowania do porządku i karności i w tym wypadku zakazał wszelkich samowoli."
O rzekomych niecnych zamiarach autorki mają świadczyć też bezosobowe wyrażenie, że przed wywózką "rozkazano oddać kosztowności", a nie, że Niemcy rozkazali...
Piotr Gontarczyk dezawuuje też padające po wojnie oskarżenia Polaków o wydanie Żydów zwykłymi, sąsiedzkimi zatargami.
- Po wojnie wystarczyło podać, że nielubiany sąsiad wydał Żydów, wówczas był natychmiast aresztowany i w więzieniu czekał, aż zeznania świadków potwierdzały jego niewinność. Były setki takich przypadków - przekonuje.
"Konfrontacja? Ale ja się uważam za naukowca"
Na zakończenie spotkania przyszedł czas na pytania od publiczności.
- Po co oni to robią? - dopytywał się jeden z uczestników spotkania.
- To jest pytanie, co do którego można snuć domysły. Jeden z profesorów PAN napisał artykuł, w którym stwierdził, że restytucja mienia żydowskiego w Polsce jest trudna, bo Polacy postrzegają się także jako ofiary II Wojny Światowej. Można się domyślać, że jeśli przedstawimy ich jako współsprawców holokaustu to będzie łatwiej. To jeden z tropów. Jak będziecie mieć okazję, zapytajcie o to lokalną badaczkę. Ja mogę snuć jedynie domysły... - podpowiadał historyk IPN.
Jedna z uczestniczek zaproponowała dr Gontarczykowi bezpośrednią konfrontację podczas spotkania z Karoliną Panz.
- Muszę się zastanowić, ja się uważam za naukowca i myślę, że nie mamy o czym rozmawiać. Do takiej debaty każdy z was będzie mógł przystąpić, gdy będzie miał narzędzie, czyli moją książkę w ręku - przekonuje Piotr Gontarczyk.
***
Byłem na obydwu spotkaniach. Wysłuchałem opowieści Karoliny Panz o swojej książce, jak i Piotra Gontarczyka o jego opracowaniu. Gdy ona skupia się na przywracaniu pamięci o wymordowanej i zapomnianej części społeczności Nowego Targu, on snuje domysły o antypolskim spisku. Gdy ona szuka wspomnień i opowieści, on skupia się na półsłówkach i przypisach mających potwierdzić spiskową tezę.
Aktualnie w Polsce przesiaduje w więzieniach blisko 70 tys. skazanych. 10 tys. z nich trafiło za kraty za ciężkie zbrodnie przeciwko życiu i zdrowiu. Tysiąc za morderstwo ze szczególnym okrucieństwem.
I nikogo to nie dziwi.
Tymczasem historyk IPN, zdaje się z uporem przekonywać, że podczas wojny, gdy dostęp do broni był łatwy, a za donos na Żyda można było liczyć nagrodę, a nawet jego majątek - niemożliwe było, by ktokolwiek z Polaków dał się na to skusić...
Naprawdę?
Józef Figura




